Kino w pięciu smakach Pen-ek Ratanaruanga
Jego filmy są pokazywane i nagradzane w Cannes, Wenecji, Toronto, a on sam uważany jest za przedstawiciela tzw. tajskiej nowej fali. Pen-ek Ratanaruang będzie honorowym gościem rozpoczynającego się 22 października w Warszawie festiwalu "Kino w pięciu smakach". Podczas imprezy zostanie zaprezentowana retrospektywa reżysera.
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 5°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Festiwal filmowy "Kino w pięciu smakach"
Warszawa, 22-27 października
szczegóły: Piecsmakow.pl
Przyjeżdżasz do Warszawy prosto z największego w Azji festiwalu filmowego w koreańskim Pusan. Jakie wrażenia przywozisz?
Pen-ek Ratanaruang: Jestem wyczerpany! (śmiech) Pełniłem funkcję członka jury jednej z największych sekcji „New Currents”, w której pokazywane są filmy debiutanckie
lub drugie w dorobku reżyserów pochodzących z Azji, więc za mną wiele godzin pokazów i dyskusji. Ale też Pusan to miejsce, do którego przyjeżdżają wszyscy, więc jest to czasem jedyna w
ciagu roku okazja by się spotkać ze starymi znajomymi, czy poznać kogoś nowego. Słowem: imprezy trwają całe noce. Jestem jednak bardzo zadowolony z wyniku naszych obrad, filmy które
nagrodziliśmy: iracka-japońska produkcja „Kick off” w reżyserii Shawkata Amina Korki'ego oraz wspaniale zrobiony koreański „I'm in Trouble” młodziutkiego
studenta szkoły filmowej So Sang-Mina od początku były moimi faworytami. Wiem, że w programie festiwalu było kilka polskich produkcji, bardzo chciałem zobaczyć „Las” w
reżyserii Piotra Dumały, ale niestety w czasie projekcji miałem spotkanie z dyrektorem festiwalu i musiałem przedłożyć obowiązek nad przyjemność.
A jak oceniasz stan azjatyckiego kina?
To nie jest najlepszy czas na robienie filmów – problem ten dotyczy tak samo Azji jak całego świata. Nikt nie chce inwestować, trudniej sprzedać zagraniczne prawa. Skutki światowego
kryzysu dotykają także filmowców, nie ma tej energii którą czuło się jeszcze kilka lat temu. Na szczęście jeśli chodzi o kwestie kreatywności, czy sztuki filmowej, to nie zaobserwowałem
żadnego dramatycznego upadku (śmiech).
Jak na tym tle wygląda kino tajskie?
Tajskie kino jest bardzo podobne do amerykańskiego, kopiujemy raczej tamtejsze niż na przykład europejskie wzorce. Zwłaszcza głupiutkie komedie cieszą się u nas sporą popularnością i każdy
chce je kręcić. Dobre, artystyczne, ambitne filmy z jakimś głębszym przesłaniem robi zaledwie grarstka reżyserów pozostających poza głównym nurtem.
Tajska nowa fala?
Sam nie wiem, tak się o nas mówi podobno. Aphichatpong Weerasethakul i Wisit Sasanatieng, moi koledzy zaliczani do tego nurtu, i ja odbiegamy od przeciętnej, bo nie interesuje nas robienie takich
filmów jak wszyscy. Może po prostu nie umiemy kręcić filmów main streamowych, albo nie jesteśmy akceptowani przez nasz rodzimy przemysł filmowy? Nie wiem. Efekt jest taki, że z jakiegoś
powodu robimy niskobudżetowe filmy, tak, jak nam się podoba, bez żadnych narzuconych, czy założonych wzorców. Fakt, że odstajemy od reszty ma swoją cenę - rzadziej możemy kręcić filmy,
trudniej nam zebrać fundusze. Ale wszyscy lubimy tę naszą wolność. Czy to znaczy, że jesteśmy nową falą?

















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!