Piątek, południe, Legionowo. Okrzyki kibiców słychać już kilkadziesiąt metrów od stadionu - są głośne, wulgarne i przede wszystkim wiarygodne. Mijam tył trybun, który zajęli emeryci i renciści - uszminkowane starsze panie piją kawę, opatulają się chustkami, wystawiają twarz do słońca, mężczyźni grają w karty, albo rozprawiają o pogodzie - za chwilę zagrają w filmie. Po słowach "Przygotować się do wejścia do sektora rodzinnego” grzecznie zajmują środkową część trybun.

Tylko tam jest naprawdę spokojnie. Boczne sektory zajęli groźnie wyglądający kibice przeciwnych drużyn - „Czarnych” i „SkyTech”. Rozpaleni, dynamicznie wymachują pięściami w powietrze. Ich przywódcy, stoją u dołu, skaczą i układają rytmiczne wersy. Kiedy się odwracają, ledwie ich poznaję. Olga Bołądź, Paweł Małaszyński, Piotr Rogucki i Eryk Lubos - tlenieni na blond, ubrani w dresy, perfekcyjnie zlali się z szalikowym tłumem.


PO PRZECIWNYCH STRONACH MURAWY

Paweł Małaszyński („M jak Miłość”, „Twarzą w twarz”, „Trzeci oficer”) oraz Piotr Rogucki (lider i frontment zespołu Coma) grają braci, Oskara i Mariusza, którzy zajmują się ultrasowaniem. Początkowo wspólnie wspierają drugoligowy klub K. S „Czarni” z Grodziska Mazowieckiego, kiedy jednak ich drużyna wypada z ligi, muszą znaleźć alternatywę. Starszy z nich za pieniądze podejmuje się stworzenia społeczności nowego klubu FC „SkyTech”, którego prezesem jest Krzysztof Dzikowski (Cezary Pazura). Drugi pozostaje wierny dawnej drużynie - zmianę barw odczytuje jako zdradę. Kiedy dwie drużyny stają po dwóch krańcach murawy, przeciwko sobie stanąć muszą również dwaj bracia...

Film reżyseruje Anna Kazejak-Dawid. Producentem filmu jest Michał Kwieciński i jego Akson Studio. Autorem zdjęć do „Skrzydlatych świń” jest Michał Englert („ Miłość na wybiegu, „33 sceny z życia). Scenariusz do filmu wspólnie z Domanem Nowakowskim ("39 i pół”, "Siedem grzechów popcooltury”,”Okazja”) napisała reżyser filmu.

„Kiedyś przeczytałam w gazecie krótką notkę o kibicach do wynajęcia i kiedy producent Michał Kwieciński zapytał, jaki mam kolejny pomysł na film, to zaproponowałam właśnie ten. Kwieciński, który znał Domana Nowakowskiego oraz jego pasję do piłki, zasugerował, że powinniśmy wspólnie napisać scenariusz. I tak się poznaliśmy. Potem nastąpiły długie miesiące, a nawet lata żmudnej pracy” - mówi reżyserka.



WSZYSCY JESTEŚMY TWARDZI!

Ci, którzy zostali wybrani, mają role trudne i wielowarstwowe. Film opowie nie tylko o ultrasowaniu, ale o trudnych wyborach osobistych i ich tragicznych konsekwencjach. Podstawą konfliktu będzie przynależność do grupy.

„Wszyscy jesteśmy tutaj tacy zagubieni, okazuje się, że w tej grupie każdy musi dokonać jakiegoś wyboru. Wszyscy jesteśmy tacy twardzi! To jak bardzo, okazuje się, kiedy już jesteśmy poza grupą” - tłumaczy Olga Bołądź.

„Film jest nie tylko o sporcie, ale także o publiczności - mówi Cezary Pazura. - Jest coś takiego, że z ulubieńców publiczności nagle stajemy się wrogami, wyrzutkami, bo komuś się noga podwinie. Nasz bohater utożsamia się z jedną z drużyn i ona nagle przestaje istnieć. Co ma zrobić z tą miłością? Dostaje propozycję, żeby za pieniądze zorganizować imprezę dla F. C. SkyTech, który jest oczywiście klubem kupionym. I on się na to decyduje częściowo. Jednak okazuje się, że „częściowo” nie można... W ten sposób dochodzi do konfliktu ze mną, z facetem, który pragnie kupić jego serce” - dodaje aktor.

Pazura wciela się w postać, która kieruje się marketingową precyzją i wierzy, że za pieniądze można kupić niemal wszystko. Mimo iż grany przez niego bohater jest „teoretycznie zły”, Pazura postanowił go bronić. „Uważam, że ludzie, którzy tworzą polski sport nie mogą być źli. Ktoś, kto ma ideę nie może być człowiekiem złym, może jedynie nie rozumieć pewnych zjawisk, które go otaczają. Grany przeze mnie bohater robi swoje i wychodzi mu to bardzo dobrze. Lubię go”.


PRZEPIĘKNE CHULIGANKI

Anna Kazejak-Dawid w swym filmie eksponuje także postaci kobiece, które nie tworzą tła dla działań mężczyzn, ale dynamicznie popychają fabułę do przodu. I tak pojawia się postać Basi, granej przez Olgę Bołądź („Dzieci Ireny Sedlerowej”, „Skorumpowani”), która podobnie jak dwóch braci, zajmuje się ultrasowaniem. Jak aktorka nam się zwierzyła, nie mogła wymarzyć sobie lepszej roli.

„Mało jest zadań dla aktorki, kiedy nie gra się dziewczyny głównego bohatera, albo takiej, która ma ładnie wyglądać. Tu jest coś do pokazania zarówno z siły, jak i z bezsilności - twierdzi filmowa Basia. - Ponieważ nie wiadomo jak kierować swoim losem, szczególnie w małym miasteczku, w którym nie ma za dużego wyboru - jest albo kościół, albo stadion”.

Zapytana czy prawdą jest, że grana przez nią postać łączy w sobie dwa przeciwległe bieguny dobra i zła, jest i chuliganem i kościelną organistką, odparła: „Widzę to trochę inaczej. Basia ma taką rozmowę z księdzem, który jej mówi: "Musisz zdecydować - albo dobro, albo zło", a ona na to: "Jakie zło?". Basia w swoim działaniu nie widzi zła. Nie zna innego życia, ale go szuka, rozgląda się, obija o różne przeszkody i problemy.”

Bołądź gra postać wiedzioną instynktem, dla której identyfikacja z grupą jest rodzajem recepty na samotność. Jej Basia będzie wewnętrznie rozdarta pomiędzy dwóch braci o silnych osobowościach - Mariusza (Piotr Rogucki), którego jest dziewczyną i Oskara (Paweł Małaszyński), z którym organizuje kibiców. Aktorka mówi, że jej postać w miarę rozwoju fabuły dojrzeje, nabierze odwagi, aby wyjść z małego, zawziętego środowiska kibicowskiego.

Film opowie również relację dwóch kobiet - Basi i Kariny, żony właściciela klubu SkyTech, granej przez Agatę Kuleszę. Jak mówiła aktorka, Basia przypomina Karinie ją samą z przeszłości, dziewczynę, którą prawdopodobnie nigdy nie miała odwagi się stać - uosobienie arogancji, bezczelności i determinacji. Z kolei dla Basi Karina będzie wzorem do naśladowania, jak i pretekstem do odkrycia swojej uczuciowości: „Karinę pociąga w Basi jej pasja, życie w oczach, fakt że pójdzie za tym, co wyznaje do końca. Potrafi osiągnąć to, czego chce, a z drugiej strony jest bardzo kobieca. To właśnie przy niej Basia po raz pierwszy obnaża słabości” - zdradziła DZIENNIKOWI Olga Bołądź.



NIE MA ZLITUJ!

Aktorzy przyznali, że reżyser prowadzi ich twardą, zdecydowaną ręką. „Nie poklepujemy się po plecach mówiąc, że robimy fajny film. Reżyserka wymaga od nas dużego skupienia i kroczenia po wytyczonej przez nią ścieżce” - mówi Bołądź., „Nie ma zlituj” - dodaje Cezary Pazura. „Myślę, że ta dyscyplina, którą wprowadzam na planm wynika głównie z pośpiechu. Mamy strasznie dużo do zrobienia w bardzo krótkim czasie, przez jedyne 30 dni zdjęciowych” - tłumaczy Kazejak-Dawid.

Całe produkcyjne przedsięwzięcie możliwe jest dzięki zatrudnieniu licznych statystów i epizodystów, nie brakuje wśród nich prawdziwych kibiców. W niektórych scenach bierze udział aż 350 statystów! Reżyserka przyznaje: „Są genialni i bez nich nie wiem, jak byśmy dali sobie radę. Budują całą wiarygodność, która jest nam potrzebna.

Słowa reżyser potwierdza Bołądź. „Mają taką energię, że my czerpiemy z nich, jako cała ekipa jesteśmy im bardzo wdzięczni i jesteśmy pod wrażeniem ich gry”.



Słońce zachodziło, zrobiło się nieco zimniej, czekający na swoje wejście aktorzy okryli się pledami, starsze statystki kolejny raz szminkowały usta. Okrzyki kibiców były równie energetyczne, co na początku. W sali kinowej usłyszymy je najprawdopodobniej wiosną tego roku.