Tarantino: Mam zboczenie scenarzysty
W piątek 11 września do polskich kin wchodzi jego najnowsze dzieło "Bękarty wojny". DZIENNIKOWI reżyser zdradził, ile filmów rocznie ogląda, od czego jest uzależniony i jak Brad Pitt znalazł się w jego alternatywnej wersji losów II wojny światowej. Przed Wami kolejna część wywiadu z Quentinem Tarantino.
- "Bękarty wojny"
- Tarantino planuje prequel "Bękartów wojny"
- Jeśli ryzykować, to tylko z Tarantino
- "Bękarty wojny" odniosły globalny sukces
- Diane Kruger: Quentin rży na planie
- "Bękarty wojny" już na płytach DVD
- Tylko u nas! 5 bękartów Tarantino ma głos
- Aktor Tarantino obraża Polaków! Posłuchaj
- Waltz: Byłem narzędziem w rękach Tarantino
- Świetne "Bękarty wojny" wkraczają do Polski
- 20 ulubionych filmów Quentina Tarantino
- Tarantino zapowiada nowego Kill Billa
- Brad Pitt - przystojny "bękart"
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
(...)
Ogląda pan 200 filmów rocznie, aktorzy twierdzą, że na planie po całym dniu zdjęć potrafił pan jeszcze zaliczyć trzy seanse przed snem. Odpoczywa pan kiedykolwiek od kina?
Quentin Tarantino: Nie mam rodziny, poza robieniem filmów nie mam żadnych obowiązków, mogę pozwolić sobie na co chce i wysłać resztę świata do diabła. Więc nie mam za bardzo do
czego odpoczywać. Jestem wolny oglądając czy robiąc filmy. Ja czerpię z kina energię, robiąc je czuję jakbym zdobywał Mont Everest. Pełna adrenalina.
Czyli kino to rodzaj uzależnienia?
Przerażającego uzależnienia. Moim marzeniem jest, by wejść do historii kina jako równy reżyser, a nie gość, który zrobił niezły film jak był młody, potem miał kilka ciekawych epizodów
i tyle. Kiedyś mówiłem, że kiedy skończę 60. przestaję reżyserować. Teraz wiem, że chcę być aktywny do późnych lat i przeraża mnie to, że z wiekiem reżyserzy tracą talent, wielu z
nich na starość robi okropne filmy. Nie wyobrażam sobie, że będę musiał się z tym pogodzić. Nigdy też nie zrobię filmu po to by zapłacić rachunek za budowę nowego basenu przy mojej
rezydencji. Czułbym się jak ostatni zdrajca wszystkich tych, którzy mnie oglądają. (...)
Wracając do „Bękartów wojny”. Skąd pomysł, by obsadzić w filmie Brada Pitta?
Bo pasował do tej roli jak rękawiczka do ręki. Mam zboczenie scenarzysty, bo jestem nim większą częścią mojego serca niż reżyserem. Najbardziej w filmie kocham wymyślone przez siebie
postaci. I najtrudniejszym procesem jest dla mnie znalezienie ludzi, którzy je ożywią. Boję się jak matka, która daje komuś potrzymać noworodka. Długo myślę, czy mogę komuś uwierzyć,
czy dobrze wybrałem. Tym razem w połowie pisania Brad przyszedł mi do głowy jako odtwórca roli porucznika Aldo Raine’a. Im dłużej pisałem, tym częściej o nim myślałem. Gdy
byłem na finale pracy nad scenariuszem, dotarłem do niego przez zaprzyjaźnionego agenta i byłem zdesperowany, by go zatrudnić. Kombinowałem, jak zdobyć kalendarz prac Brada – bo
kiedy on kręci, jego żona siedzi w domu i na odwrót. Postawiłem na blef – że niby mi nie zależy, tak tylko proponuję. Obgryzałem pazury z nerwów podczas rozmowy telefonicznej.
Mówię: wiesz, film robię z rolą dla ciebie, ale zaczynamy już, nie ma mowy o żadnych zmianach czy opóźnieniach. Los się do mnie uśmiechnął.
(...)
Rozmowę w całości przeczytacie w magazynie "Kultura" DZIENNIKA już 11 września













































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!