"Miss Marca" bije rekordy żenady
Pozbawiony pomysłu, dowcipu i pazura produkcyjniak pokazuje, że pod dnem zawsze jest spora warstwa mułu, w której chętnie toną kolejni twórcy. Tym razem na poziom -10 z lubością zjechał duet Zach Cregger i Trevor Moore, który napisał, wyreżyserował i obsadził siebie w głównych rolach w "Miss marca".
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 5°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Miss Marca" (aka "Miss March")
(USA 2009) Reżyseria: Zach Cregger, Trevor Moore; Obsada: Zach Cregger, Trevor Moore, Raquel Alessi, Molly Stanton; Dystr.: Imperial - Cinepix; Czas: 90 min.; Premiera: 17 lipca
Podczas balu maturalnego Eugene (Cregger) ma wreszcie „zrobić to” ze swoją dziewczyną. Młodzian nie jest specjalnie zadowolony z pomysłu wybranki. Jako aktywista ruchu na rzecz świadomej inicjacji prowadzi dla młodszych kolegów wykłady z zgubnych skutkach seksu, chorobach wenerycznych, niechcianych ciążach i upośledzonym potomstwie. Jego najlepszy kumpel Tucker jest w tych sprawach kompletnym przeciwieństwem Eugene’a. Jego ulubiona lektura to „Playboy”, idol życia – Hugh Hefner, a cel – zaliczyć jak najwięcej lasek. Na feralnej imprezie po balu maturalnym Eugene, który strzelił sobie kilka głębszych na odwagę zamiast do sypialni, gdzie czeka ukochana, wpada do piwnicy. W wyniku urazu głowy zapada w śpiączkę na cztery lata. Gdy się budzi, ma do nadrobienia tzw. wejście w dorosłość – a przede wszystkim ten pierwszy raz, z ukochaną, która w między czasie zdążyła zostać modelką „Playboya”. Kumple ruszają w podróż przez całe Stany, by spotkać się z ukochaną Eugene’a na dorocznym przyjęciu „Playboya” w willi Hefnera. W drodze pomaga ich dawny kolega, a obecnie wzięty rapper o ksywie Horsedick MPEG, a ściga ich grupa wściekłych strażaków…
Twórcy filmu proponują obowiązkowy zestaw dowcipów: niekontrolowane wypróżnienia, odgryzanie genitaliów, podpalenia moteli, picie moczu i rzut małym pieskiem. Bez pomysłu sklejają jeden ograny chamski dowcip z kolejnym. Mimo braku jakiejkolwiek vis comica, grając głównie na siebie, wplatając w to trochę golizny i biednego Hugh Hefnera. Nawet dla tych, którzy odczuwają perwersyjną przyjemność z oglądania podobnych filmów, ten seans będzie należał do nader bolesnych przeżyć.
p
















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!