"Obywatel Havel" (aka "Obcan Havel")
Czechy, 2008; reżyseria: Pavel Koutecky, Miroslav Janek; dystrybucja: Vivarto; czas: 119 min; Premiera: 1 maja

p

Pavel Koutecký, zaprzyjaźniony z prezydentem dokumentalista, zaczął realizować „Obywatela Havla” w 1992 roku, tuż po wyborze byłego dysydenta na pierwszego prezydenta w historii nowo powstałej Republiki Czeskiej. Niestety, przedwczesna śmierć Kouteckýego w kwietniu 2006 roku, pozostawiła jego następcę, Miroslava Janka – znanego czeskiego montażystę, operatora i dokumentalistę – z imponującym, ponadczterdziestogodzinnym materiałem. Z tego ogromnego źródła Janek wybrał jedynie te fragmenty, które zgadzały się ze szlachetną ideą Kouteckýego, marzącego o portrecie Vaclava Havla utrzymanym w stylu znanym z tradycji czeskiej szkoły filmowej. „Obywatel Havel” miał być filmem opowiedzianym z nutką nostalgii, trochę śmiesznym, ale i odrobinę smutnym. Bez resentymentów, rozdrapywania ran i zadawania trudnych pytań.

Familiarne relacje łączące autora filmu z jego bohaterem mają swoje oczywiste plusy i równie niezaprzeczalne minusy. Dzięki zaufaniu Havla nigdy jeszcze nie byliśmy tak blisko tajemnic prezydenckiej alkowy. Oglądamy głowę państwa prywatnie: ćwiczącego przemówienia, przygotowującego się do wizyty Jelcyna albo do szczytu NATO w Pradze, ale równolegle widzimy Havla patrzącego ze smutkiem na tłumy ludzi żegnających pierwszą żonę prezydenta Olgę albo szykującego się do zagranicznych wojaży… Mimo wszystko w przeciwieństwie do wielu ciekawych pozycji wydawniczych z ostatnich lat, na przykład intrygującej biografii Havla autorstwa Johna Keana – „Vaclav Havel. Political Tragedy in Six Acts”, filmowy dokument Pavela Kouteckýego nie jest, niestety, w żadnym stopniu syntezą bezprecedensowej kariery Havla – polityka, którego status można porównać w Czechach jedynie z legendą Tomasza Masaryka, uważanego za ojca niepodległej Czechosłowacji. Tymczasem Koutecký w żadnym stopniu nie próbuje definiować tajemnicy obywatelskiego i politycznego sukcesu Havla, jego dokument to raczej przyjacielska gawęda o pisarzu, który pełniąc najwyższy urząd w państwie, pozostał artystą. A także: kumplem, marzycielem, niekiedy także cynicznym kpiarzem.

„Obywatel Havel” zaczyna się od przeglądu rodzinnych fotografii. Na pierwszym zdjęciu mały Vaclav siedzi na tronie, dosłownie tonąc w kwiatach. To oryginalne zdjęcie zostało wybrane nieprzypadkowo. Mówi wiele o tym, kim Havel był kiedyś, jako kto postrzegany jest dzisiaj. Zaczynał od tronu umownego, skończył na tronie najzupełniej realnym; od pozy (fotograficznej) do prozy (życia). To zresztą najciekawsza płaszczyzna filmu. Nie jestem na tyle naiwny, żeby uwierzyć Kouteckýemu w to, że rzeczywisty bohater dokumentu jest równie bałamutny i uroczo roztargniony, jak i jego bohater filmowy. Portret prezydenta Czech wyłaniający się z dokumentu to oczywiście tylko jedna, autoryzowana i sympatyczna strona medalu, ale przecież żeby Havel mógł zasłużyć na wszystkie dusery, ordery i bukiety, musiał przebyć długą, nie zawsze czystą i przyjemną drogę.

Dlatego doceniając trud realizatorów, czuje się jednak pewien niedosyt. „Obywatel Havel” rejestruje dwie pięcioletnie kadencje prezydentury Havla w latach 1993 – 2003, wzbogacone o autoironiczną sekwencję poprzedzającą opuszczenie przez prezydenta Czech Zamku w Pradze. Nie ma jednak materiałów z lat 1989 – 2003, kiedy Havel, nie tylko jako lider aksamitnej rewolucji, miał w Czechach unikatową pozycję najważniejszego polityka, przywódcy i charyzmatycznego autorytetu. Nie znajdziemy również zbyt wielu śladów dotyczących bardzo trudnych relacji prezydenta Havla z ówczesnym premierem, Vaclavem Klausem, a polityka międzynarodowa została w filmie sprowadzone do entertainment. Oto Havel gwarzący przy kuflu piwa z Mickiem Jaggerem, wręczający Clintonowi saksofon albo przymierzający spodnie. Z kolei Havel – mąż stanu – niemal w filmie nie istnieje. A może to Koutecký ma rację, nie ja? Może autorytet Havla – polityka, jest tylko wmówieniem, a wielka polityka – wielką bujdą przygotowaną na społeczne zamówienie? Bystry obserwator czeskiej rzeczywistości Josef Škvorecký pisał w „Lwiątku”: „Za tymi szarymi oczyma kryje się historia ostatnich dziesięciu lat, historia niespecjalnie ładna i niespecjalnie łajdacka, ale dość nonsensowna”. Historia Vaclava Havla?