"Wallace & Gromit's Grand Adventures: Fright of the Bumblebees"
Telltale Games
dystr. www.telltalegames.com
PC, fonia GB, napisy GB, 3+

p

Mimo że do Telltale zgłaszają się duzi wydawcy, proponując przerobienie swoich popularnych marek na coś w stylu serii „Sam & Max”, firma utrzymuje zachowawczy profil. Proponowany przez wielkich tej branży model współpracy ("weźcie pieniądze, zróbcie grę, oddajcie ją nam") jest dla niej niczym anachroniczne zachowania koncernów muzycznych w dobie internetu. Studio woli wypożyczać marki, by samodzielnie podejmować ryzyko produkcji i potem wydawać gry, rozprowadzając je dzięki sieci. Sojusz z brytyjską wytwórnią animacji Aardman wydaje się w sam raz dla obu stron. Twórcy postaci nierozgarniętego wynalazcy Wallace’a i jego myślącego za dwóch psa Gromita wnieśli swój styl do gagów i scenariusza, autorom gry pozostawiając ubranie wszystkiego w płaszcz lekkiego serialu łamigłówkowego. Efekt jest lepszy niż w przypadku poprzednich zręcznościowych gier z tymi bohaterami.

Pierwszy epizod z czterech, „Fright Of The Bumblebees” (fragm. na wideo poniżej), jest łatwiejszy i bardziej nastawiony na nowych odbiorców niż (i tak dość przyjazna) seria „Sam & Max”. Korzystając z częstych nieinteraktywnych scen, gra przenosi ciężar z zagadek na nieskomplikowaną historię. Wallace pakuje się w kontrakt na szybkie dostarczenie 50 galonów miodu, a sprzężona z ulem maszyneria w piwnicy nie wygląda na odpowiednio wydajną. Próby poganiania natury kończą się kłopotami, które jak zwykle spadają na głowę Gromita. Łatwe do pokonania problemy pełnią w grze rolę łączników między odsłonami fabuły (a nie na odwrót), co nie znaczy, że nie ma niczego do roboty. Autorzy sprytnie rozgałęziają zadania, stosując choćby klasyczną zagrywkę ze zbieraniem składników na pachnącą absurdem miksturę. Wielki łamigłówkowy potencjał tkwi w mechanicznych wynalazkach Wallace’a, niestety póki co został wykorzystany w niewystarczającym stopniu.

Dwie i pół godziny rozgrywki (początkujący pobawią się dłużej) to niewiele, ale obiecano jeszcze trzy odcinki przewidziane na maj, czerwiec i lipiec. Firma prosi o 35 dolarów za cały czteropak, więc umowa – mimo że trochę w ciemno – wydaje się rozsądna. Nie ma tu wyrafinowanego do granic hermetyczności humoru i satyrycznych aluzji jak z serii „Sam & Max”, ale dzięki temu zachowano uniwersalność i klimat animowanego pierwowzoru. Na trójwymiarowych modelach postaci widać różne odkształcenia i odciski, w tym palców, jakby rzeczywiście ulepiono je z plasteliny. Poklatkową technikę studia Aardman oddano w skokowych ruchach ust bohaterów. Smaczne danie, nawet jeśli przez familijność pozbawione części przypraw.