Murakami w wersji filmowej
Próby ekranizacji tekstów autora "Kroniki ptaka nakręcacza" można policzyć na palcach jednej ręki. Jedną z nich jest "Tony Takitani", adaptacja opowiadania pod tym samym tytułem, które Haruki Murakami napisał na początku lat 90. Adaptacja, dodajmy, raczej nieudana.
- Po polsku ukazała się nowa powieść Haruki Murakamiego
- Oto enfant terrible japońskiej literatury
- Kto rządzi światem sztuki
- Malowanie pustką
- "Nie śnię, więc piszę"
- Japonia lęku i niepewności
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 5°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Nowelka Murakamiego to piękna i prosta historia o wyobcowaniu, które jest dla bohaterów tak naturalne jak powietrze albo kolor nieba. Główny bohater - małomówny grafik Tony Takitani w dojrzałym już wieku poznaje kobietę swojego życia. Na ich nagle (i jakby na kredyt) rozkwitłą miłość kładzie się jednak cieniem obsesja żony Tony’ego - jest ona bowiem kompulsywną kolekcjonerką wszelkiego rodzaju ubrań…
Niestetety to, co u Murakamiego było subtelną metaforą, w filmie Juna Ichikawy wydaje się po prostu kiczem. Nie można mu co prawda odmówić zgrabnego liryzmu i miękkiej, wyciszonej tonacji, ale poza samą estetyką niewiele jest tu właściwie do obejrzenia. Reżyser uparł się, by nie tyle zrobić inteligentne kino z literatury, co zilustrować prozę minimalistycznymi obrazkami i monotonnym głosem z offu.
Jedyny filmowy trik, jaki przyszedł mu do głowy, to bezustannie przesuwająca się kamera. W efekcie zamiast tajemnicy, niepokoju i smutku, które przepełniają opowiadanie pisarza, dostajemy obraz pretensjonalny i nudny, bo nakręcony kompletnie bez pomysłu na tę konkretną literaturę. A szkoda.















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!