Dziennik Gazeta Prawana logo

Australia czeka na "Australię"

19 listopada 2008, 00:25
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Wojna, miłość i krowy - tak wygląda przepis na filmowy przebój Antypodów. "Australia" w reżyserii Buzza Luhrmanna ma przyciągać epickim rozmachem i gwiazdorską obsadą, w której pierwsze skrzypce grają Nicole Kidman i Hugh Jackman. Po uroczystej premierze w Syndey krytycy twierdzą jednak, że film jest za długi i nie zasługuje na miano arcydzieła.

Akcja "Australii" rozpoczyna się w połowie lat 30. ubiegłego wieku. Główną bohaterką jest angielska arystokratka (Kidman), która otrzymuje kłopotliwy spadek w postaci gigantycznego rancho na Antypodach. Inni hodowcy dybią na jej ziemię, ale w kobiecie odzywa się krew pionierów. W towarzystwie nieokrzesanego poganiacza bydła (Jackman) i dwóch tysięcy krów rozpoczyna odyseję przez australijskie bezdroża. Zatrzymuje ich bombardowanie miasta Darwin przez Japończyków.

Przed superprodukcją, realizowaną kosztem 130 milionów dolarów, od początku piętrzyły się przeszkody. Najpierw z występu u boku Kidman zrezygnował Russel Crowe. Potem ekipę unieruchomiły pogodowe anomalie i choroby. Na koniec szefowie wytwórni 20th Century Fox wezwali Luhrmanna na dywanik i zażądali zmiany zakończenia na bardziej optymistyczne. Argumentem nie do odparcia były narzekania widzów, biorących udział w pokazach testowych. Reżyser z właściwą sobie nonszalancją twierdzi jednak, ze wymyślił sześć wersji zakończenia, a nakręcił trzy.

Austarlijczycy traktują film Luhrmanna jako sprawę narodową. Awansem porównują go do "Pożegnania z Afryką" i "Przeminęło z wiatrem", liczą, że - tak jak niegdyś "Krokodyl Dundee" - przyciągnie do ojczyzny kangurów miliony ciekawskich i ożywi słabującą rodzimą kinematografię. "Ten film zostanie obejrzany przez dziesiątki milionów ludzi i pokaże mało znane strony australijskiej przyrody, historii i miejscową kulturę" - wierzy minister turystyki Martin Ferguson.

Czy "Australia" ma szansę wejść do kanonu kina, przekonamy się wkrótce. Do australijskich kin superprodukcja Luhrmanna wejdzie 26 listopada, reszta świata zobaczy ją miesiąc później. Na razie członkowie Australijskiego Instytutu Filmowego świętującego w tym roku 50-lecie swojego istnienia, wybrali pięć najlepszych australijskich filmów wszech czasów. Na liście znalazły się: "Gallipoli" Petera Weira z Melem Gibsonem, "Wesele Muriel" P.J. Hogana z Toni Collette, "Priscilla, królowa pustyni" z Guyem Pearce'em i Hugo Weavingiem, "The Castle" Roba Sitcha oraz "Lantana" Raya Lawrence'a.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj