Soderbergh zapowiedział, że jego film będzie częściowo trójwymiarowy i podobny do musicali z Elvisem Presleyem. "Myślę, że kobieta jako główny bohater jest dobrym pomysłem, bo większość publiczności musicali stanowią właśnie kobiety” - oznajmił reżyser. Muzykę do "Cleo" skomponuje niezależny zespół rockowy Guided By Voices, który cztery lata temu zawiesił działalność. Scenariusz jest dziełem Jamesa Greera, byłego basisty GBV i autora książkowej biografii tej formacji (słowo wstępne napisał Soderbergh).

Jako królową Egiptu reżyser widzi Catherine Zetę-Jones, która w "Chicago" udowodniła że potrafi tańczyć i śpiewać. ‘Wiem, ze Kleopatra ukradła fryzurę Louse Brooks, ale Catherine też w niej świetnie wygląda” - żartuje Soderbergh. Ekranowym Markiem Aureliuszem miałby być Hugh Jackman, ale tu sprawa przedstawia się gorzej. Soderbergh będzie musiał poczekać, aż aktor wypełni obowiązki promocyjne, związane z premierą "Wolverine", planowaną na maj przyszłego roku.

Zważywszy na okoliczności, nie zaskakuje, że jeden z amerykańskich portali filmowych nazwał wieść o planach Soderbergha najdziwniejszą informacją dnia. Budżet "Cleo" ma opiewać na 30 milionów dolarów. Producentom nie grozi więc aż tak widowiskowa plajta, jaka stała się udziałem "Kleopatry" z 1963 roku. Soderbergh daje do zrozumienia, że musical o słynnych kochankach będzie dla niego odpoczynkiem po wyczerpującej pracy nad czterogodzinną kobyłą, jaką jest biografia "Che" Guevary.