Kompleks Edypa na wesoło został tak zręcznie wpisany w scenariusz i z takim wyczuciem odegrany przez aktorów, że można się tylko ze śmiechem łapać za brzuch. O podbrzuszu przy tych scenach nie sposób pomyśleć.

Doszlifowany scenariusz i świetne aktorstwo, dzięki któremu każdy skecz i bon mot błyszczą pełnym blaskiem, to główne atuty filmu. Dzięki nim "Powrót do przyszłości" (1985) dobrze się ogląda nawet dziś. Jest okazja, by się o tym przekonać, wszystkie filmy tryptyku właśnie trafiły na rynek w jednym blaszanym pudełku wraz z płytą-bonusem. Są na niej tradycyjnie wycięte sceny, ujęcia z planu i parę innych pomniejszych atrakcji, ale najciekawiej wypada wywiad z twórcami.

Historia przeciętnego amerykańskiego nastolatka z deskorolką, który przypadkowo cofa się wehikułem czasu o trzy dekady, do roku 1955, długo budziła nieufność szefów wielkich wytwórni filmowych. Marty (Michael J. Fox) swą aktywnością w przeszłości niechcący zaburza bieg historii, w związku z czym pojawia się groźba, że mama nigdy nie spiknie się z tatą, czytaj: pewien przeciętny amerykański chłopak nigdy nie przyjdzie na świat. Marty, w roku 1955 rówieśnik swoich niedoszłych(?) rodziców, musi zatem zrobić wszystko, by ich ze sobą połączyć. Co nie jest proste, bo papa to fajtłapa, a mama właśnie się zakochała... w Martym.

Pomijając studio Disneya, przerażone sceną, w której rozochocony podlotek po łyku z piersiówki przypuszcza w samochodzie szturm na swego nienarodzonego jeszcze syna, Hollywood gremialnie uznało, że scenariusz jest zbyt grzeczny.

W końcu, dzięki wsparciu Spielberga, haczyk połknął szef Universalu Sid Sheinberg. Miał jednak parę warunków. Zmienił m.in. imię matki Marty’ego z Meg na Lorraine. Zapewne tylko przez czystą koincydencję tak dano na chrzcie jego żonie. Zażądał, aby Einstein - zwierzak wynalazcy wehikułu czasu (Christopher Lloyd) - był psem, a nie szympansem. "Zrobiłem badania" - wyjaśnił z poważną miną. "Żaden film z szympansem nie przyniósł zysków."

Nieśmiała uwaga Zemeckisa i Gale’a, że przecież Clint Eastwood zagrał z małpą w dwóch kasowych komediach, zgaszona została miażdżącą kontrą: To był orangutan. Spółka Z&G postawiła się w tylko w kwestii tytułu. "Kosmita z Plutona" zamiast "Powrotu do przyszłości" (bo "Nikt nie pójdzie na film z przyszłością w tytule!!!") to już było, przyznajmy, zdecydowanie za wiele.

Jeśli teraz myślą Państwo o Speinbergu z rozbawieniem, warto przypomnieć, że nie był ostatnim kretynem. W końcu dał się namówić. Jego poprzednik na stołku szefa Universalu był w stanie rzucić z wściekłością na ziemię scenariuszem "Chcę cię trzymać za rękę" i ochrzanić Zemeckisa - notabene Żyda - że prooponuje mu obrazek antysemicki. To właśnie na jego cześć Zemeckis i Gale dali nazwisko Tannen największemu głąbowi na ekranie, złośliwemu prześladowcy Marty’ego i jego ojca.

"Powrót do przyszłości" to jedna z najzabawniejszych komedii lat 80. "Powrót do przyszłości II" zabierający Marty’ego w odległą o 30 lat przyszłość też potrafi rozbawić, choć znać po nim syndrom drugiego filmu. A część trzecia przenosząca bohaterów w epokę Dzikiego Zachodu? Cóż skoro dają w pakiecie, można obejrzeć, by poznać finał przygody.

"Powrót do przyszłości. Trylogia" (Back to the Future);
USA 1985 - 1990; reżyseria: Robert Zemeckis;
obsada: Michael J. Fox, Christopher Lloyd, Lea Thompson;
dystrybucja: Cinepix-Imperial