Schyłkowy PRL miał swoje uroki. Po raz pierwszy w swej historii władza, zwana ludową, zapaliła zielone światło dla kina rozrywkowego. Herold stanu wojennego - Jerzy Urban - przekonał towarzyszy, że skoro są problemy z chlebem, to ludziom trzeba zafundować przynajmniej igrzyska. Brak pieniędzy oraz fatalne relacje WRON z Ronaldem Reaganem uniemożliwiały podłączenie się do hollywoodzkiego rurociągu. Niewdzięczne zadanie zabawienia społeczeństwa musieli wziąć na swe barki rodzimi filmowcy.

W branży dominowały nastroje antysocjalistyczne. Tak zwane polskie kino komercyjne, które miało być przeciwwagą dla dzieł nafaszerowanych politycznymi aluzjami, rodziło się w bólach. Jak na ironię, eskapizm jest wpisany w naturę dziesiątej muzy (choć krytyka często odmawia przyjęcia tego faktu do wiadomości). Reżyserzy nie potrzebowali zachęt państwowego mecenasa, by opowiadać historie, które pozwoliłby widzom zapomnieć o szarym i beznadziejnym "tu i teraz". Takie były zresztą trendy światowe. Moda na styl reportażowo-realistyczny skończyła się razem z latami 70. W następnej dekadzie na ekranach dominował blichtr, cukierkowe kolory i prześwietlone kadry.

Cenzura, czuła na punkcie wszystkiego, co dotyczyło ustroju i wschodniego "sojusznika" w innych kwestiach nie była już tak niezłomna. Bez zmrużenia oka przepuszczała sceny, które towarzysza Gomułkę doprowadziłyby do apopleksji. Mowa oczywiście o scenach erotycznych. Pojawiły się kandydatki na polskie symbole seksu: Anna Dymna, Grażyna Szapołowska i młodziutka Kasia Figura. Oprócz golizny dozwolona stała się też nostalgia za Kresami (oczywiście bez wspominania, kto i w jaki sposób nas ich pozbawił). Mickiewiczowski "kraj lat dziecinnych" wskrzesili na ekranie Wajda i Konwicki. Litewskie krajobrazy znaleźli na Podlasiu i Suwalszczyźnie.

Część widzów wybrała się na "Dolinę Issy" ze snobizmu (Miłosz!), ale innych bardziej rajcował widok Anny Dymnej w stroju Ewy. To połączenie literatury i erotyki jeszcze silniej doszło do głosu w "Łuku Erosa" wywiedzionym z prozy Kadena-Bandrowskiego i przede wszystkim - w "Widziadle" według Irzykowskiego. Był to prawdopodobnie najbardziej przestylizowany film polski od czasów "Dziejów grzechu" Borowczyka. Na przekór zgrzebnym realiom reżyser wskrzesił secesyjne-młodopolskie klimaty rodem z płócien Podkowińskiego i Axentowicza. Na nic jednak wizualne rozpasanie, gdy popełnia się koszmarny błąd obsadowy. Roman Wilhelmi męczy się w skórze dziedzica-impotenta tak, że aż przykro na niego patrzeć.

"Widziadło" i niewznowiona jeszcze "Thais" na chwilę uczyniły z Doroty Kwiatowskiej mroczny przedmiot pożądania tysięcy kinomanów. Zdegustowana tym faktem aktorka szybko prysnęła na stypendium teatralne do Londynu. Z podobnego powodu (wyjazd do Szwecji) zniknęła z firmamentu gwiazda "Komediantki" - Małgorzata Pieczyńska. W tej adaptacji prozy Reymonta doszła do głosu jeszcze inna przypadłość naszych twórców - skłonność do zajmowania się samymi sobą. Z filmów, traktujących o niedolach aktorów, scenarzystów i reżyserów dałoby się ułożyć całkiem pokaźną bibliotekę.

W omawianej kolekcji kinematografię lat 80. reprezentuje dziewięć, niepodrasowanych cyfrowo i pozbawionych dodatków, tytułów. Wybór to raczej przypadkowy, ale pozwalający na wyciągnięcie pewnych wniosków. Czym polskie produkcje sprzed ćwierćwiecza różniły się od obecnych? Po pierwsze, wspomnianym już uzależnieniem od literatury. Po drugie, stylistyką - ówczesne kino nie było przeżarte jeszcze telewizyjną manierą. Po trzecie aktorstwem, bardziej teatralnym i znacznie mniej nonszalanckim niż obecne. W tej kategorii panowała wówczas nawet klęska urodzaju. Tylko w "Komediantce" na ekranie pojawiają się: Beata Tyszkiewicz, Katarzyna Figura, Grażyna Szapołowska, Bronisław Pawlik, Henryk Bista, Władysław Kowalski i Zdzisław Wardejn.

Poważnym zgrzytem jest obecność w antologii erotycznego horroru "Lubię nietoperze". Niedawno pokazywano go w ramach przeglądu polskich produktów filmopodobnych, razem z takimi kuriozami jak "Alicja", "Piggate" czy niezapomniana "Klątwa Doliny Węży". Gdyby zebrać je wszystkie razem - to byłby dopiero hit, a przy okazji wymarzony prezent dla każdego fana rodzimej kinematografii. Niestety, dużo jeszcze wody upłynie w Wiśle, zanim ktoś odważy się wydać te filmy pod szyldem, na jaki zasługują.

ANTOLOGIA FILMU POLSKIEGO

1. "Komediantka" - reż. Jerzy Sztwiertnia

2. "Bohater roku" - reż. Feliks Falk

3. "Kronika wypadków miłosnych" - reż. Andrzej Wajda

4. "Lubię nietoperze" - reż. Grzegorz Warchoł

5. "Widziadło" - reż. Marek Nowicki

6. "Dolina Issy" - reż. Tadeusz Konwicki

7. "Dziewczyna i chłopak" - reż. Stanisław Loth

8. "Misja specjalna" - reż. Janusz Rzeszewski

9. "Łuk Erosa" - reż. Jerzy Domaradzki

dystrybutor: SPI Video