Dziennik Gazeta Prawana logo

Jamie Foxx: Sława to maraton

11 lutego 2008, 18:02
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Laureat Oscara Jamie Foxx, którego możemy oglądać w "Królestwie" zdradza "Kulturze TV" przepis na wielką karierę i mówi o modzie na czarnoskórych aktorów.

Tak, ale nie jest! Nie obudziłem się pewnego dnia i nie powiedziałem sobie: "Chyba chciałbym być komikiem, piosenkarzem i aktorem!". To nie są typowe zawody, nie wystarczy pójść do szkoły, skończyć ją i poszukać pracy. Albo ma się to coś albo nie. A nawet jeśli się ma, i tak nie jest łatwo. Na przykład muzyka. Ja lubię łagodne r&b, a w pewnym momencie królował hip-hop. Musiałem zaczekać, aż ludziom znudziły się teksty o gangsterach i strzelaninach. Warto było, bo mój album "Unpredictable" tylko przez pierwsze dwa dni sprzedał się w 600 tysiącach egzemplarzy. Śpiewam o miłości, a ludzie to lubią. Zwłaszcza kobiety, które chcą być kochane.

Jasne. Gdy się kochamy i słyszę: "Och Jamie", natychmiast reaguję: "Nie kochanie. Co mówiłem? Zdobywco Oscara, Jamie!". To pierwszy dowcip, jaki powiedziałem po zdobyciu Oscara. Jestem komikiem i lubię sobie ze wszystkiego żartować. Denzel Washington nigdy by sobie na to nie pozwolił, ale dla mnie to najzabawniejsza rzecz na świecie: ja wygrałem Oscara!

W tej chwili dobrze mi się powodzi zarówno w muzyce, jak i w filmie. Ale gdy dobra passa się skończy, nie zabiję się z rozpaczy. Tak naprawdę jesteś tak dobry jak twój ostatni film. Gdy mówisz o szczycie, myślę o ludziach takich jak Clint Eastwood, Warren Beatty, Harrison Ford, Tom Cruise... Aktorach, którzy są tam od wielu lat. Często zbyt szybko okrzykujemy kogoś gwiazdą. W danej chwili możesz być na topie, ale jak powiedział Quincy Jones: "Show-biznes to maraton, a nie sprint".

Trudno być Afroamerykaninem w tej branży. W latach 60. był tylko jeden czarnoskóry facet - Redd Foxx, w latach 70. Richard Pryor, a w 80. Eddie Murphy. W latach 90. ta sytuacja w końcu zaczęła się zmieniać. Gdy popatrzysz na Willa Smitha, Chrisa Tuckera, Chrisa Rocka... Wszyscy świetnie zarabiają i przynoszą wytwórniom mnóstwo kasy.

Może nie w stu procentach, ale generalnie tak. Czy uważasz Adama Sandlera za wielką gwiazdę? Pewnie nie, a przecież zarabia on na swoich filmach fortunę. Tak samo Will Farrel. Gwiazdą zostaje się dzięki temu, co o tobie ludzie myślą i czy cię lubią.

W porównaniu z czasami, gdy nie byłem znany? Niewiele, ale dobrze jest wiedzieć, że mam pieniądze, gdybym ich potrzebował. Od dawna nic nie kupiłem. Nadal mieszkam w swoim starym domu przy stacji benzynowej, chociaż nabyłem już nowy.

To prawda. Chcę otaczać się fajnymi ludźmi. Mam tę samą listę od siedmiu lat. Pomysł zaczerpnąłem z klubów, w których występowałem jako komik. Widziałem różne typy, które przychodziły na moje występy. Niektórzy byli fajni, inni nie. Zacząłem spisywać nazwiska tych pierwszych. I w ten sposób powstała moja lista.

Nagrywać dobrą muzykę, kręcić wartościowe filmy i rozśmieszać ludzi. Jestem bardzo zadowolony z mojego ostatniego albumu. Miałem też dużo szczęścia przy wyborze filmów, w których zagrałem - "Miami Vice", "Dreamgirls", "Królestwo"... Nie mogę się też doczekać następnego projektu, filmu "The Soloist" z Robertem Downeyem Jr. w reżyserii Joe’a Wrighta. To będzie coś wyjątkowego.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj