Podobno wszyscy jesteśmy wybrańcami losu. Ale nawet wybrańcy czasami rodzą się z garbem: dosłownym lub metaforycznym. Inna jest także Alex, bohaterka filmu "XXY”. Łączy w sobie budzącą się, pachnącą pierwszymi feromonami dziewczęcość, oraz przeczucie urodziwej męskości. Bo Alex jest hermafrodytą. Chłopcem z dziewczęcą twarzą. Dziewczyną z męskimi genitaliami.

Język polski w opisie tak subtelnej i skomplikowanej materii jest zimny i bezradny. Nazewnictwo i opisy brzmią medycznie. Tymczasem w filmie debiutującej w fabule Lucíi Puenzo medycyna staje się językiem poezji. Nie ma w "XXY” śladu skandalu, dosłowności. Jest za to zrozumienie dla zawiłości sensualnego alfabetu, nieoczywistych literowych zbitek, dla ABC, które w ciągu chromosomów czasami układa się na przykład w X,X i Y.

Hermafrodyta Alex urodziła się w Argentynie. Jej rodzice, chcąc uciec od plotek i domysłów, przyjechali do Urugwaju. Ucieczka niby się powiodła, bo dziecko się uśmiecha, rodzice zapominają o łzach, dookoła jest pięknie i bezpiecznie. Ale w obiektywie Natashy Braier urugwajska sielanka z wolna staje się "ziemią jałową”. Plaże są wyłącznie jesienne, ogród mroczny albo metaliczno błękitny, las kryje zbyt wiele tajemnic. To przeczucia pełne strachu, bo Alex dojrzewa, a budząca się płciowość jest ograniczona niemożnością podjęcia jakiejkolwiek decyzji. Dziewczyna nie czuje się do końca ani Alex ani Aleksandrem. Kim więc jest? Kim będzie?

Momentem kluczowym "XXY” jest przyjazd do Urugwaju przyjaciół rodziny. Jest wśród nich chirurg plastyczny Ramiro, który ma za zadanie przeprowadzić z Alex rozmowę dotyczącą jej przyszłości. Z kolei jego syn Alvaro, dzięki dziewczynie rozpozna własną przyszłość, bo nastoletni bohaterowie natychmiast wyczują w sobie bliskość. On nieładny i samotny, ona odwagą i bezczelnością przykrywa desperacki strach. Nieudany seks z Alex będzie dla Alvaro pierwszym ważnym seksualnym doświadczeniem, zrozumie, że on też będzie inny, że w jego życiu najważniejsi okażą się mężczyźni.

Ponieważ gej w kinie wzbudza dzisiaj dużo większą sympatię niż większość dotychczasowych typowo męskich władców wyobraźni, coraz trudniej o komedię albo tragedię w głównym amerykańskim nurcie, w której brakuje takiej postaci. Nic więc dziwnego, że kino próbuje przyglądać się także innym płciowym inwersjom. Pokazuje, że rzeczywistość bywa ciekawa dlatego, że jej bohaterowie są różnorodni. Nieoczywiści, niepodobni do siebie, intrygujący.

Androgyn, osoba transgenderowa, źle czuje się we własnej, jednoznacznie określonej - męskiej lub żeńskiej - powłoce. W ostatnich latach na naszych ekranach pojawiło się wiele ciekawych tytułów poruszających tę tematykę. W wydaniu tragicznym i komediowym, lirycznym i z queerowym przegięciem. To naprawdę imponująca lista, by wymienić tylko "Nie czas na łzy” (1999) Kimberly Peirce, "Złe wychowanie” (2004) Pedro Almodóvara czy "Śniadanie na Plutonie” (2005) Neila Jordana. Na DVD można oglądać głośną "Transamericę” (2005) Duncana Tuckera, a w styczniu w HBO odbyła się polska premiera amerykańskiego filmu Agnieszki Holland "Historia Gwen Araujo” (2006). Jest w czym wybierać. Czas na trans.

"XXY”

Argentyna 2007; Reżyseria: Lucía Puenzo, Obsada: Ines Efron, Martin Piroyansky, Ricardo Darin; Dystrybucja: AP Manana; Czas: 91 min

Premiera: 11 stycznia