Druga hollywoodzka produkcja szwedzkiego reżysera (nominowanego do Oscara za dramat "Zło") nie jest arcydziełem kina grozy, jednak potrafi widza zaskoczyć i nieźle przestraszyć. Głównym bohaterem filmu jest Mike Enslin (John Cusack), autor przewodników po nawiedzonych miejscach.

Sam nie wierzy w duchy, ale pracuje z zapałem, bo tylko pisanie pozwala mu zapomnieć o zmarłej na raka córce i żonie, którą opuścił bez słowa po śmierci dziecka. Mike kończy właśnie pracę nad kolejną książką ("10 nawiedzonych pokojów hotelowych"), gdy dostaje anonimową pocztówkę z nowojorskiego hotelu Dolphin z adnotacją: "Nie wchodź do pokoju 1408".

Pisarz jedzie więc do Nowego Jorku i mimo sprzeciwu właściciela hotelu (Samuel L. Jackson) melduje się pod numerem 1408. Jak głosi legenda, ludzie w tym pokoju od lat umierali mniej lub bardziej gwałtowną śmiercią i nikt nie przebywał tam żywy dłużej niż godzinę. Takie opowieści Mike Enslin zawsze traktował niepoważnie, ale coś, co do tej pory uważał za bzdury dla naiwnych czytelników, wkrótce doprowadzi go na krawędź szaleństwa...

"1408" to kawałek porządnego hollywoodzkiego rzemiosła, trzymającego niemal cały czas w napięciu. Poprzedni horror Hafstroma, nakręcony jeszcze w Szwecji "Duch topielca" (2004), był nieudaną kalką amerykańskich młodzieżowych filmów grozy. Teraz widać, że reżyser sporo się w fabryce snów (czy też w tym przypadku - koszmarów) nauczył.

Jak każdy porządny horror, "1408" straszy najbardziej wtedy, kiedy jeszcze nic się nie dzieje. Jest efektowny, ale nie efekciarski. Umiejętnie buduje napięcie dobrymi zdjęciami (ich autorem jest nominowany przed laty do Złotej Żaby na festiwalu Camerimage francuski operator Benoit Delhomme), scenografią i muzyką.

Największa jednak odpowiedzialność spoczywa na barkach Johna Cusacka, bo to na nim cały czas skupia się uwaga widzw. Popularny aktor odtwarza tu typową dla siebie postać nieco zagubionego w rzeczywistości faceta, ale potrafi nadać mu niepokojące rysy, stopniowo gubić się w odmętach obłędu, przerażać, ale jednocześnie sprawić, że widzowie wciąż czują do niego sympatię.

W porównaniu do krótkiego opowiadania Stephena Kinga, Hafstrom znacznie rozbudował retrospekcje z życia Enslina i wydarzenia rozgrywające się w pokoju 1408. I choć zrobił to umiejętnie, nie sposób pozbyć się wrażenia, że strasznych atrakcji jest tutaj zbyt wiele. Gdyby tylko szwedzki reżyser zdecydował się na nakręcenie filmu średniometrażowego, efekt byłby naprawdę znakomity - kawał intensywnego, autentycznie przerażającego kina.

Rozciągnięcie opowieści do blisko 100 minut zabiera jednak sporo napięcia - paradoksalnie im więcej niewytłumaczalnych rzeczy dzieje się w przeklętym pokoju, tym bardziej widzowie na nie obojętnieją. Efektu nie poprawia też nieco na siłę dokręcone pozytywne (bo szczęśliwym trudno je nazwać) zakończenie. Oryginalne - mroczne i bliższe literackiemu oryginałowi - na wstępnych pokazach widzowie uznali za zbyt pesymistyczne, więc szersza widownia będzie się mogła z nim zapoznać dopiero po premierze filmu na DVD.

Ostatecznie jednak cena, jaką niezależny szwedzki reżyser zapłacił za hollywoodzką karierę, nie okazała się zbyt wysoka. Ulegając naciskom producentów i wymogom widowni, Hafstrom nakręcił całkiem udany stylowy horror, z pewnością jeden z lepszych, jakie gościły w tym roku na polskich ekranach. Po serii ociekających przemocą obrazów, których bohaterowie są torturowani, ćwiartowani i pożerani żywcem, taki nieco staroświecki film grozy to prawdziwa ulga.

"1408", reż. Mikael Hafstrom, dystr. Kino Świat

Ekranizacje Kinga:

CARRIE (1976) reż. Brian De Palma
Film na podstawie debiutanckiej powieści Kinga. Historia gnębionej przez rówieśników nastoletniej uczennicy (Sissy Spacek), która odkrywa w sobie paranormalne zdolności, przyniosła popularność zarówno autorowi literackiego pierwowzoru, jak i reżyserowi. Sukces obrazu De Palmy nadał impet pisarskiej karierze Kinga i zapoczątkował serię mniej lub bardziej udanych ekranizacji jego książek. Do dziś ta pierwsza adaptacja uchodzi za jedną z najlepszych.

LŚNIENIE (1980) reż. Stanley Kubrick
Demoniczna twarz Jacka Nicholsona rozświetlona krwiożerczym uśmiechem stała się już ikoną współczesnego kina grozy. Opowieść o prowincjonalnym nauczycielu, który wraz z żoną i synkiem wprowadza się na zimę do ogromnego hotelu Panorama, zyskała poklask krytyków i widzów. Tego entuzjazmu nie podziela jednak Stephen King, który - jak wielokrotnie podkreślał - filmu Kubricka wprost nienawidzi (głównie z powodu cięć fabularnych i zmiany zakończenia). Skądinąd w 1997 r. King wyprodukował własną, telewizyjną wersję powieści.

MAKSYMALNE PRZYSPIESZENIE (1986) reż. Stephen King
Największa filmowa porażka w karierze mistrza grozy, a zarazem jedyny pełnometrażowy film w jego reżyserii. Kanwą scenariusza King uczynił własne opowiadanie "Ciężarówki". Tajemniczy impuls przemienia ogromne samochody dostawcze w ziejące żądzą mordu machiny śmierci. Film tak groteskowy i tandetny, że nawet sam twórca (który - nawiązując do tradycji zapoczątkowanej przez Hitchcocka - pojawił się w jednej z epizodycznych ról) do dziś odmawia w tej sprawie jakichkolwiek komentarzy. Wyłącznie dla koneserów.

MISERY (1990) reż. Rob Reiner
Oscar dla Kathy Bates. Historia prowincjonalnej pielęgniarki, która udziela powypadkowej pomocy swojemu ulubionemu pisarzowi, a następnie więzi go w swoim domu i zmusza do pisania kolejnej książki z cyklu o pięknej cygance Misery. Ewidentne potwierdzenie tezy, że King na srebrnym ekranie wypada najlepiej, kiedy snuje opowieść wyzbytą elementów nadnaturalnych. Rzecz autentycznie mrożąca krew w żyłach - głównie z tego powodu, że zdecydowanie mogłaby się zdarzyć naprawdę.

SKAZANI NA SHAWSHANK (1994) reż. Frank Darabont
Tim Robbins i Morgan Freeman w ekranizacji jednego z czterech realistycznych opowiadań składających się na nietypowy w dorobku Kinga zbiór "Different Seasons" (polski tytuł: "Cztery pory roku"). Świetnie skonstruowana fabuła i wyborne aktorstwo uczyniły z tego filmu głównego kandydata do Oscarów za 1994 r. Opowieść o mężczyźnie niesłusznie skazanym za podwójne zabójstwo i jego przemyślnej ucieczce z więzienia okazała się jednak wielką przegraną. Bilans: 7 nominacji i ani jednej statuetki. Jednak w plebiscycie widzów "Skazani..." uplasowali się na drugim miejscu listy filmów wszech czasów.