Pustynia żywych trupów
"Resident Evil: Zagłada" - trzecie filmowe podejście do najbardziej kultowej gry gatunku survival horror w mniejszym stopniu niż poprzednie przypomina komputerową rąbankę, ale niemal w ogóle nie przypomina horroru. Pozostał czysty survival.
- Zobacz, jak piękni i lubiani wyglądają po śmierci
- Stylowy horror według prozy Stephena Kinga
- Anarchia wielkiej ryby
- Co, gdzie, kiedy - tylko dla kobiet
- Makabra w polskich kinach
- Zaczyna się sezon "żywych trupów"
- I żywy stąd nie wyjdzie nikt
- Amerykańskie władze uczą, jak uciec przed... zombie
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-02-14

temp. min -20°C max. 1°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Grupka niedobitków przebijających się w konwoju na Alaskę próbuje przetrwać w świecie opanowanym przez zarazę, która większość ludzkości zamieniła w zombie. Na własną rękę
przeżyć chce też główna bohaterka całej serii - Alice (niezmiennie Milla Jovovich), załatwiając przy okazji zadawnione porachunki z korporacją Umbrella. Genetycy tejże kiedyś zmienili geny
Alice, przemieniając ją w superwojowniczkę. Teraz chcą zwabić ją - w celach zdecydowanie niepokojowych - do swojej siedziby, a w międzyczasie przeprowadzają testy na jej kolejnych klonach.
Usiłują też zapanować nad armią żywych trupów.
Scenarzystę całej serii Paula W.S. Andersona reżysersko wspomaga tym razem twórca "Nieśmiertelnego" Russell Mulcahy. Udały mu się dwie rzeczy. Po pierwsze wykreował
wiarygodny obraz świata po wielkiej apokalipsie, przypominający w ogólnych zarysach "Mad Maxa", po drugie zaś nudnych i groźnych tylko w masie zombiaków poddał mutacji (efekt
ubocznych doświadczeń na klonach), dzięki czemu żywe trupy po tuningu całkiem nieźle biegają, mają bardziej urozmaicony repertuar zaczepnych technik walki, a niektóre nawet myślą...
I to właściwie tyle, jeśli chodzi o zmiany. Bo poza tym Mulcahy, poniekąd zmuszony do tego przez scenariusz, bazuje na tej samej seryjnej powtarzalności kolejnych starć ludzko-trupich z
kaskaderskimi popisami, strzelającymi giwerami i generowanymi komputerowo efektami. Próby dramatyzacji akcji, nadania jej apokaliptycznego wymiaru katastrofy rodzaju ludzkiego kończą się
patetyczną śmiesznością.
Podobnie jak usiłowanie nadania sensu motywacjom bohaterki, wynoszące ją z poziomu biologicznego automatu, rządzonego instynktem przetrwania do stereotypu uświadomionej co do ludzkiej natury
mścicielki. W następnym filmie zobaczymy pewnie jej kolejne wcielenie - zbawczyni ludzkości. A że następna część powstanie możemy być raczej pewni, bo złowróżbnie zapowiada to
niedobitkom z Umbrelli sama Jovovich, obiecując powrócić na czele armii własnych klonów. To dopiero będzie apokalipsa!























































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!