Nóż w brzuchu
"Halloween" - remake kultowego horroru Johna Carpentera z 1978 roku opowiada tę samą, dobrze znaną historię, tyle że z innej perspektywy. I jest znacznie lepszy od wszystkich dotychczasowych kontynuacji.
- Człowiek XXI wieku
- Samotna podróż Bartka Świderskiego
- Film o najgorszym reżyserze świata
- Kino grozy w najlepszym wydaniu
- Moda na zombie
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 8°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Owszem, opowiedział tę samą historię, tyle że zamiast perspektywy nieświadomej zagrożenia ofiary, przyjął punkt widzenia mordercy. W efekcie nakręcił horror biograficzny, trzymający się losów Michaela Myersa, który w wieku lat 10, w dniu święta Halloween przy pomocy noża szlachtuje ojca, starszą siostrę i jej chłopaka, po czym ląduje w psychiatryku pod opieką lekarza Sama Loomisa. Matka Michaela popełnia samobójstwo, a młodsza siostra zostaje adoptowana przez rodzinę z sąsiedztwa. Po 15 latach Myers ucieka i - znów podczas Halloween - powraca do rodzinnego miasteczka, by odnaleźć siostrę.
Ta zmiana punktu widzenia ma tę podstawową wadę, że nieco obniża temperaturę zagrożenia. Szczęśliwie krwawy Rob niewiele czasu stracił na uczłowieczanie swego bohatera i usprawiedliwianie go nadwrażliwością, życiem w dysfunkcjonalnej rodzinie itp. Uczynił zeń zło wcielone z mroczną, wyrwaną z piekielnej otchłani psychiką, wiarygodnie i z mocą huraganu wsączające w oswojony świat. Poza tym nic nowego Zombie nie odkrywa. Z żelazną konsekwencją stosuje reguły slashera, po swojemu doprawiając je do smaku. Tak jak w swoich poprzednich filmach: "Domu tysiąca trupów" i "Bękartach diabła" chętnie i gęsto odwołuje się do klasyki cytowanej wprost albo wprowadzanej w postaci ulubionych ujęć na ekranie telewizora.
Trochę przy tym przesadza z ilością ofiar Myersa, przerabiając "Halloween" na kolejną wariację na temat swej ukochanej "Teksańskiej masakry piłą mechaniczną", mnoży rozbierane sceny, brutalne gwałty i krwawe masakry nagich dziewcząt zbyt nachalnie, by nie wyglądało to na niezdrową perwersję. Choć jego jatki niewiele mają wspólnego ze stylistyką gore, ogląda się ten nowy "Halloween" zupełnie znośnie. Jest się czego bać, opowiadanie ma swoją logikę, jest świetna muzyka wykorzystująca pamiętny oryginalny motyw plus rockowe kompozycje z epoki, jest wreszcie cała plejada aktorów - twarzowców nadających nawet wtórnym scenom ryt celowej celebracji. Oczywiście wszyscy wiemy, nawet Rob Zombie to pewnie wie, że oryginał był lepszy. Nie zmienia to jednak faktu, że i remake można zobaczyć bez zgrzytania zębami.














































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!