W świecie, w którym spotykamy Jennę (Keri Russell) - tytułową bohaterkę "Kelnerki" - role kobiet i mężczyzn zostały wpisane w odwieczny i nieugięty patriarchat. Przypominają schemat z "Thelmy i Louise": nieznośni, rozkapryszeni faceci ze skłonnościami sadystycznymi i uległe im niezbyt inteligentne kobiety, niewidzące możliwości życia poza rodzinnym układem, który bez względu na to, jak jest toksyczny, daje im pozorne poczucie bezpieczeństwa.

Earl, mąż Jenny, pije, bije, zabiera pieniądze, zmusza do świadczenia "obowiązków małżeńskich". Ale jest. A jak wiadomo, kobieta na prowincji bez mężczyzny nie istnieje. Dwie przyjaciółki bohaterki, które pracują z nią w barze u Joego, też nie znają innych niż podłe relacji z mężczyznami. Becky (Cheryl Hines) ma męża inwalidę, który robi pod siebie, a Dawn (reżyserka filmu Adrienne Shelly) jest brzydka i sama jak palec. Choć najgorsze przykłady tego, czym kończą się niedobrane małżeństwa ma pod nosem, i tak na siłę szuka partnera.

Taki fabularny punkt wyjścia mógłby przerodzić się w ponury dramat. Shelly ma jednak tyle talentu, że bez popadania w banał udaje się jej obrócić historię Jenny w jedną z najzabawniejszych i najsłodszych komedii romantycznych, jakie widziałam. Ponure układy rodzinne bohaterki kontrapunktuje słodkim zapachem truskawek i wanilii. Jenna jest bowiem mistrzynią pieczenia ciast, a zapach dochodzący z domowej kuchni pozwala jej (i widzom) zapomieć o upierdliwym mężu. Ma też więcej odwagi i szaleństwa niż sama przypuszcza. Kiedy odkrywa, że jest w ciąży, piecze ciasto "Nie chcę dziecka Earla". A potem beztrosko wdaje się w romans z lekarzem prowadzącym jej ciążę. Kiedy zaś do głosu zostanie dopuszczony biedny Earl, wpadający w furię na myśl, że żona pokocha dziecko bardziej niż jego, widzowie duszą się ze śmiechu. Takich pomysłów na próżno szukać w typowych cukierkowych komediach romantycznych.

"Kelnerka" to też wykład feminizmu w wersji codziennej. Tak przekonujący, że nie ma z nim szans dyskutować nawet najbardziej zagorzały przeciwnik ruchu kobiecego. Bohaterki filmu nie są ani świadome swoich praw, ani swojej siły. Toczą banalne rozmowy o makijażu i wielkości biustu. W dodatku Jenna nie kocha dziecka, które ma urodzić, denerwują ją gratulacje znajomych i personelu medycznego.

Uważa wprawdzie, że dziecko ma prawo do życia, ale nie można zmusić kobiety, by darzyła je uczuciem. Jej postawa daleka jest od radosnego cmokania nad brzuszkiem. Ale to właśnie urodzenie dziecka pozwoli jej ułożyć swoje życie. Da jej siłę, której wcześniej w sobie nie odnajdywała. To największa pochwała macierzyństwa i samodzielności kobiet.

Życie dopisało smutny epilog do feministycznej twórczości Adrianne Shelly. Rok temu została zamordowana w swoim nowojorskim mieszkaniu przez robotnika budowlanego, nielegalnego imigranta, któremu zwróciła uwagę, że za bardzo hałasuje. Mężczyzna tłumaczył policji, że miał zły dzień, zupełnie jak Earl z jej obrazu. Shelly zdążyła zrobić tylko pięć filmów, wysoko ocenionych na festiwalu kina niezależnego w Sundance.


KELNERKA
USA 2007; Reżyseria: Adrienne Shelly; Obsada: Keri Russell, Nathan Fillion, Cheryl Hines, Jeremy Sisto; Dystrybucja: Imperial-Cinepix; Czas: 108 min
Premiera: 26 października