Anne Hathaway: W poprzedzający spotkanie z Julianem (Jarroldem, reżyserem filmu - przyp. red.) wieczór mój pies postanowił zjeść jeden z hotelowych kapci, co skończyło się dla niego całonocnymi wymiotami. Spałam może z godzinę. Kiedy na przesłuchaniu Julian zobaczył mnie taką niewyspaną i w paskudnym nastroju, zrozumiał, że nie jestem uśmiechniętą i beztroską dziewczynką, jaką znał z "Pamiętnika księżniczki". I dał mi rolę.

A pies?

Na szczęście wyzdrowiał.

Jak pani zareagowała na oburzenie wielu Brytyjczyków, że ich Jane zagrała Amerykanka?

Nie chciałabym wyjść na zarozumiałą kozę, ale nie ma dla mnie znaczenia, czy Amerykanka gra Brytyjkę czy Brytyjka - Amerykankę. Wielu aktorów dowiodło, że to żadna różnica. Rozumiem, że Wyspiarze roszczą sobie prawo do Austen, ale ona jest własnością światowej kultury. W tej roli po raz pierwszy naprawdę się zatraciłam. Pozwoliłam Jane zdominować moje życie, nawet mój akcent.

Mimo to w granej przez panią postaci trudno dostrzec autorkę "Rozważnej i romantycznej".

Moja Jane to bez wątpienia osoba młoda i utalentowana. Napisała już "Eleanor" i "Mary Ann" i czuje, że jest to jej powołanie. Jednocześnie wie, że nie osiągnęła jeszcze szczytu swych możliwości. Z biegiem akcji dojrzewa, by stać się tą Jane Austen, która przeszła do historii.

Jaką rolę w owym "dorastaniu" ma pojawienie się przystojnego prawnika Thomasa Lefroya?

Tom wprowadził w nie przede wszystkim niepokój. Nareszcie miała kogoś na tym samym poziomie intelektualnym, z kim mogła się droczyć, sprzeczać, dyskutować. Z czasem obdarzyła tego "nieznośnego" Toma uczuciem… Przynajmniej w filmie, bo jak było naprawdę, czy tych dwoje jedynie z sobą flirtowało, czy też istniał pomiędzy nimi namiętny romans, nigdy się nie dowiemy. Wśród znawców Jane Austen zdania są podzielone. Jej biograf Jon Spence odnalazł informację, sugerującą, że przez dwa lata żyli w utrzymywanym w tajemnicy związku, a następnie wyjechali w podróż do Londynu, gdzie nastąpiło zerwanie. Kręcąc "Zakochaną Jane" nie czerpaliśmy szczególnej przyjemności z zapychania dziur w tej historii zmyślonymi wydarzeniami. Nie mieliśmy innego wyjścia.

Filmowa Austen musiała wciąż walczyć: o odrobinę niezależności w skostniałym społeczeństwie, o prawo do miłości. Jak znosiła, że walczyła przede wszystkim z własną rodziną?

Jane bardzo kochała swojego ojca. To dzięki niemu mogła zdobyć wykształcenie, co w tamtych czasach nie było ani naturalne, ani łatwe. Jej relacje z matką nie wyglądały już tak dobrze. Najlepiej świadczyć o tym list, który pani Austen, napisała do swojej synowej Mary Loyd: "Kassandra, dojedzie do nas później w tym roku, natomiast kiedy dotrze Jane, jeden Bóg raczy wiedzieć".

Takie to były czasy i życie zgodnie z etykietą. Rozerwać się można było tylko od czasu do czasu na balach...

Myślę, że emocje jakie towarzyszyły tamtym balom można przyrównać do dzisiejszych koncertów rockowych. Tak samo oczekiwanych na prowincji, gdzie ludzie wprost nie mogą się doczekać jakiejkolwiek atrakcji. To była także jedyna okazja do porozmawiania, nie narażając się przy tym na bycie podsłuchiwanym przez dorosłych, kontrolujących zachowanie rumieniących się panien na wydaniu. Taniec trwał zazwyczaj jakieś 10 minut, co dawało szanse na sprawdzenie, czy osoba, którą chcesz poślubić, jest kompletnym nudziarzem, czy też rzeczywiście jesteście dla siebie stworzeni. Na balach zapadały ważne decyzje, bo ludzie wówczas częściej wiedzieli więcej o majątku wybranka czy wybranki, niż o jego cechach charakteru.

W czym tkwi sekret niesłabnącej popularności klasycznych powieści Austen?

Myślę, że w sposobie w jaki pisała o uczuciach kobiet i ich psychice. Zagłębić się w "Emmę" czy "Rozważną i romantyczną" to tak, jakby czytać książkę napisaną przez najlepszą przyjaciółkę.

A jak pracowało się z młodą brytyjską gwiazdą, Jamesem McAvoyem, który zagrał narzeczonego pisarki?

Było już kilka filmów, na planie których mieliśmy się spotkać, ale wciąż coś stawało nam na przeszkodzie. Kiedy dowiedziałam się, że James zagra w "Zakochanej Jane" pomyślałam: zawsze się rozmijaliśmy, może teraz się uda. W trakcie zdjęć świetnie się dogadywaliśmy, więc postanowiłam zobaczyć jego pozostałe filmy. Po serialu "Shameless" nie mogłam spać przez tydzień. Cały czas myślałam, o tym że pracuję z fenomenalnym aktorem, przyszłą legendą kina. Byłam przerażona i zawstydzona. Więc, może i dobrze, że wcześniej nie wiedziałam wiele o jego rolach, sparaliżowałaby mnie trema. Zresztą onieśmielona czułam się niemalże przez wszystkich. Moi filmowi rodzice: James (Cromwell - przyp. red.) i Julie (Walters - przyp. red.) okazali się ciepłymi, cudownymi ludźmi. Wspaniale było z nimi pracować.