Jest jakaś rola, o której pan marzy?

Cezary Pazura: Nie. Nie jestem typem aktora, który marzy o rolach... Moja mama za to ubolewa, że nigdy nie zagrałem księdza. Ogląda "Ojca Mateusza" i mówi, że Artur Żmijewski tak pięknie gra tego księdza, a ja zawsze mam jakieś dziwne role. Oczywiście, ona ma rację. Matka zawsze chce dla dziecka jak najlepiej, to znaczy, żeby dziecko nic nie robiło, a wszystko miało. Jak przyjechała na plan "Krolla", to nie mogła przeżyć tego, że gram w takiej brzydkiej kurtce. Powiedziałem jej, że to taka rola, a ona na to: "Oj rola, rola... A pan Bogusław Linda jest w marynarce". Mama zawsze chciała dla mnie jak najlepiej.

Ale chyba mimo wszystko jest z pana dumna?

Oczywiście. Sam się teraz tylko nad sobą zastanawiam. Koledzy aktorzy grają główne role w filmach, wożą ich na plan, ludzie ich kochają, wracają po pracy do domu i mają wszystko w nosie... Ja oprócz aktorstwa zasuwam po Polsce tysiące kilometrów na występy kabaretowe, prowadzę firmę, na nic nie mam czasu. Myślę - po co mi to, przecież nie muszę tego robić. Ale to już chyba taki mój charakter. Jak mi ktoś nie rzuci kłód pod nogi, to sam sobie rzucę...

Dlaczego więc mimo nawału pracy zajął się pan jeszcze reżyserią?

Nie wiem. To taka opatrzność. Zawsze mnie dziennikarze pytali, kiedy zacznę robić filmy, bo mój przyjaciel Olaf Lubaszenko z aktora stał się reżyserem i czy ja też bym nie chciał. Mówiłem, że absolutnie, bo nie mam czasu. Aż tu nagle dostałem scenariusz i czytając go widziałem film. Więc pomyślałem, że zrobię z tego swój debiut reżyserski. Założyłem firmę, miałem też już zorganizowane pieniądze na film, więc działałem. Ale wcale nie był łatwo, wszystko rodziło się w bólach... Jeszcze po pierwszym dniu zdjęciowym myślałem, że zrezygnuję, ale w końcu się udało i powstał "Weekend".


Film jednak nie miał dobrych recenzji...

To chyba choroba polskich recenzentów - polskie filmy nie mają dobrych recenzji. Wiem, że wielu rzeczy muszę się jeszcze nauczyć. Ale nauczyłem się też, gdzie trzeba odpuścić, a gdzie docisnąć.

20 stycznia do kin wejdzie film Olafa Lubaszenki "Sztos 2", który pan wyprodukował i zagrał w nim główną rolę. To ważny dla pana projekt?

Pierwszego "Sztosa" produkowaliśmy razem z Olafem i w międzyczasie w naszym życiu zdarzyło się tyle różnych rzeczy i okoliczności, że dojrzeliśmy do drugiej części. Ten scenariusz był napisany już dawno temu i też zmieniał się przez te lata. Bardzo się cieszę, że mogłem wyprodukować ten film, ale na początku nie było łatwo. Wiedziałem, że "Sztos 2" powstanie, ale miałem do samego końca problem z zamknięciem budżetu. Olaf bał się, że w ogóle nie zrobimy tego filmu. Nie do końca wierzył, że wyprodukuję ten film. Jednak się udało. Bardzo mnie to cieszy, ponieważ Olaf jest we wspaniałej formie, jako reżyser. Świetnie ogląda się ten film. Jest dowcipny, inteligentny i bardzo kolorowy.

Pańska przyjaźń z Olafem Lubaszenką jest powszechnie znana. Jak się poznaliście?

Przy kręceniu serialu "Pogranicze w ogniu", ale nie od razu polubiłem Olafa. On miał 18 lat, był synem aktora, a ja byłem magistrem sztuki i nie miałem tylu propozycji. Zresztą to nie było tylko moje odczucie i dlatego poddałem się opiniom innych. Nagle okazało się, że mimo tego, że Olaf był ode mnie młodszy, więcej wiedział, władał językami, miał doświadczenie. Imponował mi. Odkryłem w nim wspaniałego kompana i przyjaciela. Też spotykam się z tym czasem, że ludzie dziwią się, że jestem normalnym człowiekiem. Wydaje im się, że aktorzy to zupełnie inni ludzie. To nieprawda. Nie można się poddawać sądom innych. Nie można tak żyć.

Co pan teraz będzie robił?

Niebawem Olaf wyreżyseruje film w Czechach i dostałem propozycję zagrania w tym projekcie. W życiu nie grałem w czeskim filmie, więc rozważam (śmiech).

Cezary Pazura ukończył studia na Wydziale Aktorskim Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Jest jednym z najpopularniejszych i najbardziej lubianych polskich aktorów i twórcą autorskiego kabaretu. Zagrał w ponad 55 filmach produkcji polskiej, austriackiej, niemieckiej. Wielokrotny laureat Złotej Kaczki. W 1991 i 1996 roku otrzymał Złote Lwy Gdańskie. Rola w filmie "Psy 2. Ostatnia Krew" przyniosła mu nagrodę na Międzynarodowym Festiwalu Filmów w Valenciennes. Grał m.in.: u Andrzeja Wajdy, Krzysztofa Kieślowskiego, Juliusza Machulskiego, Władysława Pasikowskiego. Komedia gangsterska "Weekend", która w 2011 roku weszła na ekrany kin, jest jego debiutem reżyserskim, wyprodukowanym przez założoną przez Cezarego Pazurę firmę producencką Cezar 10. Ma 49 lat.