Po urlopie macierzyńskim wracasz rolą Larwy w komedii romantycznej "Listy do M.". Jak udało ci się to pogodzić z rolą matki?

Kasia Bujakiewicz: Wróciłam na plan, jako świeżo upieczona mama. Na szczęście wszystko było tak zorganizowane, że mogłam spokojnie grać. Choć, oczywiście nie obyło się bez pomocy niezawodnej "instytucji babci".

Co zdecydowało o tym, że przyjęłaś tę rolę?

Najpierw powiedziałam nie, bo od początku zakładałam sobie, że przez pewien czas będę na tzw. macierzyńskim. Zresztą od czasów "Magdy M." zdecydowałam, że chcę trochę odpocząć i dać ludziom odpocząć od siebie. Ale w końcu po rozmowach z reżyserem i produkcją dałam się namówić, z czego się bardzo cieszę.

Myślisz, że ten "odpoczynek" to dobry sposób na zachowanie wierności widza?

Nie rozważałam tego w takich kategoriach. Przede wszystkim chciałam zwolnić tempo. Poza wszystkim lubię żyć. Dlatego zostawiłam sobie rolę w "Na dobre i na złe" i włączyłam się w kilka mniej medialnych projektów. Czasem trzeba odpuścić, nabrać trochę dystansu, żeby później z chęcią wrócić do pracy.

Kim jest filmowa Larwa? Jej pseudonim jest chyba dość mylący?

W rzeczywistości Larwa to bardzo dobra przyjaciółka, na którą zawsze można liczyć. Dla głównej bohaterki Doris (Roma Gąsiorowska), Larwa jest jak starsza siostra, próbuje ją ustawiać życiowo. Bardzo kibicuje jej w kwestiach sercowych, zachęca Doris żeby nikogo i niczego nie przegapiła.


A prywatnie? Ty też miałaś wokół siebie takich doradców, a może sama czasem lubisz wcielić się w rolę "starszej siostry"?

Długo byłam sama i wszyscy znajomi i przyjaciele, podobnie jak moja bohaterka, starali mi się tłumaczyć, że powinnam ruszyć się z domu i wyjść do ludzi. Ja zaś nikogo na siłę nie namawiałam do związków. Wychodzę z założenia, że co ma wisieć, nie utonie.

A jak odniesiesz się do stwierdzenia, że gra w polskich komediach to ryzyko? Oglądasz je w ogóle?

W pewnym momencie przestałam, bo przestały mnie śmieszyć. Oczywiście, można wskazać kilka filmów, do których wracam z przyjemnością. Są to "Zakochani", "Nigdy w życiu", "Lejdis". Niestety, później komedie romantyczne zaczęły przypominać masową produkcję. Jednak ilość nie szła w parze z jakością. Złudne okazało się przekonanie, że widz niezależnie od wszystkiego zawsze pójdzie do kina zobaczyć konkretnych aktorów. To nie jest do końca prawdą.

Z "Listami do M." będzie inaczej?

Mam nadzieję, że "Listy do M." przełamią złą passę polskich komedii romantycznych. Film podejmuje trudne tematy, opowiada kilka historii, które nie zawsze są zabawne i romantyczne. Ktoś kogoś zdradza, jest dziecko z domu dziecka. Oczywiście, jak to bywa w przypadku komedii romantycznych, mamy happy end, ale mnie osobiście ten film wzruszył. Przede wszystkim jest o czymś.

Wracasz również na mały ekran. Już ruszyły zdjęcia do nowego serialu z twoim udziałem "Szpital Alicji". Co to za serial?

Miałam dopiero jeden dzień zdjęciowy i na razie nie chcę zdradzać zbyt wiele. Chcemy zrobić fajny serial medyczny, coś co osobiście uwielbiam, w końcu sama przez wiele lat związana jestem z tą konwencją. Prywatnie też lubię oglądać "Dr. Housa" czy "Chirurgów". To właśnie do nich będzie zbliżony klimat serialu "Szpital Alicji". Poza tym zdjęcia kręcone są w Toruniu, w pięknej scenerii, co będzie dla widza wytchnieniem. Zamiast po raz kolejny oglądać Most Świętokrzyski, widz zobaczy piękny Toruń.

Czy podczas pracy nad takim medycznym serialem, poza nauką tekstu musisz zdobyć podstawową wiedzę z zakresu medycyny?

Dzięki pracy w "Na dobre i na złe" zdołałam nauczyć się już kilku rzeczy. W "Szpitalu Alicji", będę musiała wykazać się nieco innymi "umiejętnościami". Mieliśmy spotkanie z bardzo fajną młodą panią chirurg, z warszawskiego szpitala przy Banacha. Pokazała nam kilka operacji, widziałam jak wycinają wyrostek, montują rozrusznik serca. Teraz czeka mnie wizyta w szpitalu, podczas której zapoznam się z różnymi przyrządami, urządzeniami. Oczywiście nie jesteśmy w stanie posiąść całej medycznej wiedzy, którą lekarze zdobywają latami. Ale serial musi być realistyczny, a zadaniem aktora jest wierne oddanie szpitalnej atmosfery, a to wymaga przygotowania.

Katarzyna Bujakiewicz to polska aktorka teatralna i filmowa. Szerokiej publiczności znana jest z ról w filmach "Kochaj i rób co chcesz", "Rh+" i seriali "Na dobre i na złe" oraz "Magda M.". Aktualnie współpracuje z Teatrem Polskim w Poznaniu.