"Kret" to film poruszający temat współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa. Grasz syna człowieka, który zmuszony był podpisać lojalkę. Czy to ważny dla ciebie film?

Borys Szyc: To jest ambitny film, opowiada o sprawach, które dotyczą nas wszystkich. Mówi o grzechu, o przeszłości, o tym, że trzeba zapłacić za wyrządzone zło oraz o miłości ojca i syna. Ta miłość jest twarda i czasem oschła, ale mimo wszystko bardzo głęboka i pełna ciepła. Przyjaźnimy się z Marianem Dziędzielem i po prostu przenieśliśmy na ekran nasze uczucia.

Młodzi ludzie dziś nie rozumieją czasów komunizmu. Czy próbowałeś swoją rolą przekonać młodego widza, że warto pamiętać o tej części historii?

Historia powinna być bliska każdemu, bo trudno jest żyć na oślep i jak ćma lecieć tylko tam, gdzie jest jaśniej i weselej. Bez świadomości skąd się wywodzimy, dlaczego jest tak, a nie inaczej. Trzeba to wiedzieć, żeby mieć świadomość. Rafael Lewandowski napisał scenariusz tak, że nie musiałem nic dodawać, aby udowodnić, że ta historia jest ważna.

Czy "Kret" może nas czegoś nauczyć?

Na pewno. Jeżeli tak się stanie, to będzie bardzo dobrze. Dla mnie film ma być przede wszystkim dobrze opowiedzianą historią, która gra na emocjach.

W "Krecie" partnerował ci Marian Dziędziel. Czy grając z tak doświadczonym aktorem, starasz się jeszcze czegoś nauczyć?

Aktorstwo to zawód, w którym uczysz się cały czas. Zawsze możesz się czegoś dowiedzieć mimo tego, że uprawiasz ten zawód już wiele lat. Jest tak, dlatego, że instrumentem, którym się posługujemy, jesteśmy my sami. Nasze emocje, przeżycia i doświadczenia są warsztatem pracy.

Myślałeś o tym, co byś zrobił gdyby, tak jak w "Krecie", okazało się, że najbliższa ci osoba współpracowała z SB?

Przygotowując się do roli myślałem o tym. Nie ważne jednak, co ja bym zrobił. Ważne jest, że zostawiamy takie pytanie widzom.


Reżyser "Kreta", Rafael Lewandowski, jest pół-Francuzem. Podobno uczyłeś się francuskiego na potrzeby pracy z nim?

Parę lat temu miałem robić z Rafaelem film, w którym mój bohater poznaje pękną Francuzkę. Między nimi nawiązuje się romans i przez ich relacje poznajemy różnice między Polakami i Francuzami. Mój bohater miał mówić świetnie po francusku, a że ja prywatnie nie mówię, to dostałem tę rolę napisaną fonetycznie i się wyuczyłem (śmiech).

"Kret" wchodzi do kin już w piątek, ale niebawem zobaczymy także inne premiery z twoim udziałem. Grasz m.in. w międzynarodowej produkcji "Bitwa pod Wiedniem".

Wcielam się w postać Hetmana Sieniawskiego. Zdjęcia trwają. Mieliśmy już część bitewną w Rumunii, a 8 września wyjeżdżamy do Turynu, gdzie będziemy kręcić wnętrza pałacowe. Grają ze mną m.in. Daniel Olbrychski, Alicja Bachleda-Curuś i Wojciech Mecwaldowski.

Czy oprócz aktorstwa masz czas na hobby? Co ze śpiewaniem? Będzie kolejna płyta?

Chodzi mi to po głowie, bo na przekór wszystkim, lubię śpiewać (śmiech). Ale nie mam teraz na to czasu. Za dużo pracuję.