Ryan Reynolds - człowiek spoza systemu
Gwiazdor "Pogrzebanego" Ryan Reynolds opowiada o klaustrofobii, biurokracji i o tym, jak zrobić karierę i zachować zdrowy rozsądek.
- Znany aktor jest załamany rozwodem
- Matthew McConaughey kawalerem roku
- Scarlett Johansson ma nową miłość
- Zamienię ciebie na inny model
- Najseksowniejszy facet świata pręży muskuły
- Oto najseksowniejszy mężczyzna świata
- Ryan Reynolds sześć stóp pod ziemią
- Ryan Reynolds tylko trochę komediowy
- Ryan Reynolds bez wyjścia
- "Zielona Latarnia" ostatnią deską ratunku
-
Ryan Reynolds z Sandrą Bullock razem... na premierze Zamiany ciał. Kto jeszcze wpadł?
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 31°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Po roli w takim filmie jak "Pogrzebany" chyba można się nabawić klaustrofobii?
Ryan Reynolds: Klaustrofobia jest pierwotnym lękiem, każdy w jakimś stopniu na nią cierpi. Wystarczy powiedzieć, że jednym z największych lęków człowieka jest strach przed pogrzebaniem żywcem. Nie sposób było tego lęku uniknąć w trakcie zdjęć. Naprawdę kręciliśmy je w trumnie, w filmie nie ma wielu efektów specjalnych. I gdy siedziałem tam zamknięty, miewałem napady paniki. Na planie była kobieta, której zadaniem było uspokajanie mnie. Miałem do piersi przyczepiony mikrofon, żeby mogła słyszeć, gdy przyspiesza mi serce. Czasami nie mogłem wyjść z trumny przez kilka godzin. Wtedy próbowała złagodzić lęk, opowiadała mi o otwartych przestrzeniach, łąkach, drzewach. Ezoteryczne bzdury, ale mnie uspokajały. Jednak zdarzały mi się naprawdę trudne chwile.
Musiałeś się do tej roli w jakiś szczególny sposób przygotować?
Przygotowania niewiele by mi dały. Facet, którego gram, przechodzi przez coś nadzwyczajnego, trudno to sobie nawet wyobrazić. Przygotowywałem się więc na bieżąco. Zanim zaczęliśmy zdjęcia, po prostu wskoczyłem do trumny, żeby sprawdzić, czy na wszystko jest OK. Pasowała, więc powiedziałem coś w rodzaju: "Zaczynamy". I to wszystko.
Zdjęcia kręciliście siedemnaście dni, choć akcja trwa zaledwie parę godzin. Jak udało wam się zachować spójność?
Kręciliśmy ten film chronologicznie, a to się prawie nigdy nie zdarza. Wiedzieliśmy od początku do końca, jaki efekt chcemy osiągnąć, a pewnie nie byłoby to możliwe, gdyby nie powstawał scena po scenie w określonym przez scenariusz porządku.




















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!