Po roli w takim filmie jak "Pogrzebany" chyba można się nabawić klaustrofobii?

Ryan Reynolds: Klaustrofobia jest pierwotnym lękiem, każdy w jakimś stopniu na nią cierpi. Wystarczy powiedzieć, że jednym z największych lęków człowieka jest strach przed pogrzebaniem żywcem. Nie sposób było tego lęku uniknąć w trakcie zdjęć. Naprawdę kręciliśmy je w trumnie, w filmie nie ma wielu efektów specjalnych. I gdy siedziałem tam zamknięty, miewałem napady paniki. Na planie była kobieta, której zadaniem było uspokajanie mnie. Miałem do piersi przyczepiony mikrofon, żeby mogła słyszeć, gdy przyspiesza mi serce. Czasami nie mogłem wyjść z trumny przez kilka godzin. Wtedy próbowała złagodzić lęk, opowiadała mi o otwartych przestrzeniach, łąkach, drzewach. Ezoteryczne bzdury, ale mnie uspokajały. Jednak zdarzały mi się naprawdę trudne chwile.

Musiałeś się do tej roli w jakiś szczególny sposób przygotować?

Przygotowania niewiele by mi dały. Facet, którego gram, przechodzi przez coś nadzwyczajnego, trudno to sobie nawet wyobrazić. Przygotowywałem się więc na bieżąco. Zanim zaczęliśmy zdjęcia, po prostu wskoczyłem do trumny, żeby sprawdzić, czy na wszystko jest OK. Pasowała, więc powiedziałem coś w rodzaju: "Zaczynamy". I to wszystko.

Zdjęcia kręciliście siedemnaście dni, choć akcja trwa zaledwie parę godzin. Jak udało wam się zachować spójność?

Kręciliśmy ten film chronologicznie, a to się prawie nigdy nie zdarza. Wiedzieliśmy od początku do końca, jaki efekt chcemy osiągnąć, a pewnie nie byłoby to możliwe, gdyby nie powstawał scena po scenie w określonym przez scenariusz porządku.


"Pogrzebany" to nie tylko kino pełne napięcia. Porusza też parę istotnych kwestii.

Dla mnie to przede wszystkim film o komunikacji i złudnym poczuciu bezpieczeństwa, jakie nam ona daje. Mamy poczucie, że jesteśmy w kontakcie ze światem przez cały czas. Mamy komórki, iphone’y, całą elektronikę. Ale w chwili zagrożenia Paul nie może nawiązać kontaktu z nikim, kto byłby mu w stanie pomóc.

W tym samy roku zagrałeś w dwóch tak różnych filmach jak niskobudżetowy thriller "Pogrzebany" i pełny efektów specjalnych 'Green Lantern" (premiera w 2011). Na czym polegała różnica w pracy nad tymi rolami?

Do "Pogrzebanego" musiałem się przygotować psychicznie. W przypadku "Green Lanterna" przygotowanie oznacza pięć miesięcy w siłowni. Staram się wybierać różne role i od początku mogłem robić różne rzeczy i nigdy nie przytłoczył mnie sukces, dzięki temu zachowałem zdrowy dystans do przemysłu filmowego. Nie byłem dziewiętnastolatkiem z okładek kolorowych magazynów. Byłem w Hollywood, ale nie stałem się częścią systemu. Myślę, że udało mi się zrobić normalną karierę, dlatego mogę w ciągu jednego roku wystąpić i w niskobudżetowym "Pogrzebanym", i w superprodukcji "Green Lantern". I mam nadzieję, że tak będzie cały czas.

POGRZEBANY | Hiszpania, USA, Francja 2010 | reżyseria: Rodrigo Cortes | obsada: Ryan Reynolds | dystrybucja: Monolith | czas: 95 min