Rola Precious to bardzo trudne zadanie aktorskie. Dlaczego zatrudnił pan Gabourey Sidibe, debiutantkę bez żadnej szkoły?

Lee Daniels: Wiedzieliśmy, że to musi być dziewczyna, której nikt nie zna. Przejechałem całe Stany w poszukiwaniu właściwej osoby i wróciłem z niczym. Wtedy, na ostatnim castingu w Nowym Jorku, pojawiła się Gabi. Zachwyciłem się natychmiast, od razu powiedziałem jej, że ma tę rolę. Ona rozpłakała się, więc ja oczywiście też zacząłem płakać. Brałem udział w wielu castingach jako producent, ale ten był wyjątkowy.

W głównej roli naturszczyk, a na dalszym planie wielkie gwiazdy, tyle że estrady – w mało efektownych drugoplanowych rolach obsadził Mariah Carey i Lenny’ego Kravitza. Dlaczego?

Oboje są od lat moimi przyjaciółmi. Ufają mi tak bardzo, że sami zaproponowali, że swoimi rozpoznawalnymi nazwiskami i twarzami będą promować mój skromny film. Mariah i Lenny, jak to gwiazdy show-biznesu, mają obsesję na punkcie kontrolowania wszystkiego, co jest związane z ich pracą.

Po kilku dniach zdjęć dokładnie wiedzieli, jak działa plan filmowy. Irytowali mnie, Mariah za bardzo udawała speca od filmu. Ale zapomniałem o tym, kiedy po zdjęciach łamiącym się głosem powiedziała: "Nigdy wcześniej nie przytrafiła mi się lepsza praca od tego filmu. I nie chcę już więcej grać, bo doświadczenie współpracy z Lee Danielsem było tak niezwykłe, że nic tego nie przeskoczy".

Powieść "Push", na której podstawie powstał pana film, była już adaptowana – w Londynie wystawiono sztukę na jej podstawie, w której zrezygnowano z etnicznego kontekstu, a cała obsada była biała. Pan zdecydował się na Harlem i czarnoskórych bohaterów. Jaką różnicę robi etniczny kontekst?

Choćby taką, że kręcąc "Hej, skarbie", robiłem film dla afroamerykańskiej publiczności. Byłem przekonany, że robię kino etniczne, zamknięte w problemach jednej grupy. Tymczasem przyjęcie filmu w Sundance i w Cannes otworzyło mi oczy, że zrobiliśmy rzecz uniwersalną.

Kiedy uznał pan, że powieść "Push" to materiał, z którego chciałby pan zrobić film?

Książka ukazała się w 1996 roku, przeczytałem ją jakieś 10 lat temu, a do momentu, w którym wszedłem na plan filmu, trzymałem ją pod poduszką. Ta lektura rozłożyła mnie na łopatki, wprawiła w złość, smutek, osłupienie. Musiałem ją przenieść na ekran, żeby zaspokoić swoje sumienie. Poza tym byłem przekonany, że nikt się nie odważy.

Dziesięć lat temu nie miał pan jeszcze doświadczenia jako reżyser filmowy.

Wcześniej reżyserowałem w teatrze, potem zostałem producentem, aż wróciłem do reżyserii, tyle że filmowej. Filmy, które produkowałem, a kto inny reżyserował, są dla moich współpracowników raczej złym wspomnieniem. W końcu zacząłbym obrażać reżyserów, bo byłem przekonany, że sam wiem najlepiej, jak robić filmy. Włożyłem więc szpilki, najlepszą kieckę i zacząłem swój bal.


Lee Daniels (ur. 1959) – amerykański producent i reżyser filmowy. Produkował m.in. "Monster’s Ball.Czekając na wyrok" Marca Forstera.Jako reżyser zadebiutował w 2005 roku thrillerem "Shadowboxer". Oscarowy "Hej, skarbie” to drugi film w jego dorobku.