Marcin Wrona pokazuje męskich facetów
Przerwał karierę sportową. Kino było dla niego terapią rodzinną. Teraz Marcin Wrona opowiada o konfrontacji mięśni i emocji.
- Polskie produkcje nagrodzone w Nowym Jorku
- Najgorętsze premiery filmowe 2010 roku
- "Moja krew" - amerykańskie kino po polsku
- Reżyser w roli fatum
- Rusza Przegląd Filmów Wartościowych
- Grand Off po warszawsku
- Wrona, Sala i Lechki nominowani do Paszportów Polityki
- Polsko-litewskie "Back to Your Arms"
- "Ratownicy" skończyli pracę
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 31°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Sport
Jest ważną częścią mojego życia. Przez dziesięć lat byłem koszykarzem. Byłem nawet w kadrze Polski juniorów, ale podchodziłem do wyników zbyt ambitnie i w efekcie rozwaliłem sobie kręgosłup. Podobnie jak bohater „Mojej krwi” musiałem zrezygnować z kariery w najbardziej obiecującym momencie. Na szczęście jestem sprawny, kontuzja nie przeszkadza w normalnym życiu ani innych aktywnościach sportowych. Trzy razy w tygodniu chodzę na boks, pływam, bo jak się nie zmęczę, to nie potrafię zasnąć.
Emocje
Zacząłem się zajmować filmem, żeby nauczyć się wyrażać emocje. Jako dziecko byłem strasznie nieśmiały i w sumie nadal jestem – wybrałem sobie zawód, który jest zupełnie wbrew mojej introwertycznej naturze. Jestem zamknięty i często mi to w życiu przeszkadza, ale postanowiłem zrobić z tego walor w moim kinie. Dlatego stawiam moich bohaterów w sytuacjach skrajnych, które wyzwalają w nich ekstremalne emocje, z którymi ci nie potrafią sobie radzić. Wydaje mi się też, że nieumiejętność wyrażania emocji nie jest tylko moim problemem, to jeden z dramatów współczesności. Każdy coś udaje: ten gangstera, tamten biznesmena – każdy potrzebuje maski, by się dobrze poczuć. Staram się zmusić moich bohaterów, by wyszli spoza tych etykietek, by dojrzeli.
Kino
W swoich filmach opowiadam historie, które wydarzyły się naprawdę. Staram się tak to robić, żeby jak największa liczba widzów mogła się z nimi utożsamiać. Chciałbym też kiedyś zrobić film o historii Polski, ale taki, który byłby zrozumiały także wszędzie indziej. Ratunek dla polskiego kina leży nie w komercyjnym przyciąganiu. Co ludzie najlepiej pamiętają z naszej kinematografii lat 60. i 70.? Na pewno nie filmy, które były robione z pobudek finansowych: „Ziemię obiecaną”, filmy Munka, Kieślowskiego, Zanussiego. To było kino uniwersalne, choć zakorzenione w naszej rzeczywistości, pozwalało powiedzieć światu, co się u nas dzieje.





















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!