Dla Scotta najlepszym filmem SF jest "2001 Odyseja Kosmiczna" Stanleya Kubricka. Od czasów tego dzieła nie stworzono nic lepszego. A kolejni reżyserzy korzystają już ze sprawdzonych pomysłów. Dla niego "Matrix", "Dzień Niepodległości" czy "Wojna Światów" to jest jedno i to samo. Przez to jeden z jego ukochanych gatunków idzie tą samą drogą co westerny.

"Za dużo efektów, za mało treści, do tego jeszcze słabe scenariusze" - ocenia reżyser. Według niego, ludziom się znudzi oglądać cały czas te same wątki i przestaną oglądać SF, a wtedy trzeba będzie naprawdę wielkiego reżysera, by przywrócić gatunkowi popularność. A Ridley Scott wie, co mówi. Bo to on stworzył największe dzieła SF, jak "Obcy, ósmy pasażer Nostromo" czy "Łowcę androidów".