Rodzina
Nie jestem specjalnie konserwatywny, ale w życiu najważniejsza jest rodzina. Filmy kręci się miesiącami i zazwyczaj nie na podwórku pod domem. Dlatego zawsze zabieram ze sobą żonę z dzieciakami i zachęcam do tego ludzi, z którymi pracuję. A jeśli ktoś nie ma rodziny, może wziąć psa. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby któryś czworonóg wszedł nam w kadr albo zaszczekał w trakcie ujęcia. Wprowadziłem też nowy zwyczaj: dzień rodzinny na planie. Cała ekipa wypisuje wtedy swoim pociechom zwolnienia ze szkoły i zaprasza je na plan. Dzieciaki mają frajdę, bo mogą statystować. Myślę, że niedługo wyłuskamy w ten sposób jakąś nową gwiazdę. Synek naszego specjalisty od kostiumów i charakteryzacji (w filmie "Książe Kaspian", drugiej części "Opowieści z Narnii" - przyp. red.) tak wczuł się w rolę krasnala, że musieliśmy długo go przekonywać, że niestety nie może ciągle być na pierwszym planie.

Kino
Mody w kinie układają się jak na sinusoidzie. Lata 80. i 90. to era filmów o katastrofach naturalnych. W "Twisterze" Jana De Bonta szaleli badacze tornad, w "Vulcano" Micka Jacksona bohaterowie walczyli z lawą. Wtedy też producenci telewizyjni zwariowali na punkcie reality show. Dawno mi się to znudziło, widzom pewnie też. Realny świat mamy przecież na co dzień. Może dlatego ostatnio powstało tyle filmów fantasy. Zresztą za pomocą różnych magicznych światów też można doskonale odnieść się do współczesnych spraw. Czarodziejskie wycieczki do innego wymiaru z książek "Opowieści z Narnii" C.S. Lewisa były przecież reakcją na okropieństwa II wojny światowej. Dzisiaj cały świat też jest ogarnięty dziwną wojną, więc ten pomysł nie stracił na aktualności. Teraz pracuję nad drugim z kolei filmem opartym na tych powieściach, wcześniej zrobiłem trzy "Shreki". Też mam swoją sinusoidę i chyba przyszedł czas na zupełnie inny świat. Marzy mi się mały niezależny film.

Literatura
Jako dziecko byłem największym molem książkowym w okolicy. "Lwa, Czarownicę i starą szafę" C.S. Lewisa dostałem, gdy miałem osiem lat i do dzisiaj stoi na mojej półce. Przez lata dokładałem do niej kolejne powieści fantastyczne i komiksy. Superbohaterowie i dziwne stwory ukształtowali mój nastoletni gust. Pewnie gdybym nie przeczytał tylu magicznych historii, nie zostałbym specem od efektów specjalnych. Im coś bardziej zakręcone, tym bardziej mi się podoba. Z jednym wyjątkiem. "Harry Potter" to zdecydowanie nie moja bajka.

Praca
Od dawna nie miałem wakacji. W "Opowieściach z Narnii" grają dzieciaki, więc musimy je kręcić latem. Nie możemy sobie pozwolić na to, żeby nasz aktor oblał jakiś egzamin. Nie każdy reżyser lubi pracować z dziećmi i nastolatkami, ale dla mnie to ogromna frajda. Ostatnio żona uświadomiła mi, że to jedyni aktorzy, którzy prawie wcale się nie męczą. My podczas setnego dnia na planie prawie padamy na twarz, a dla nich to nieustająca zabawa w bitwy, walki i księżniczki. Nie jestem szefem sadystą. Bez dobrej atmosfery nie można pracować efektywnie. Zupełnie mi nie przeszkadza, kiedy pomiędzy ujęciami dają do zrozumienia, że trochę się ociągam i puszczają na cały regulator piosenkę "Sitting, Wishing, Waiting" (Siedząc, marząc, czekając) Jacka Johnsona.

Środowisko
Pochodzę z Nowej Zelandii i zawsze wydawało mi się, że nie ma piękniejszego miejsca na ziemi, ale muszę przyznać, że lasy w Polsce i Słowenii całkiem dorównują tym z antypodów. Zakochałem się w Kotlinie Kłodzkiej i polskich brzozach.
Mój ulubiony kolor to zielony i to nie tylko dlatego, że tak wyglądał Shrek. Mam świra na punkcie ochrony środowiska. Kiedy widzę, że ktoś nie segreguje śmieci, dostaję białej gorączki. Raporty o globalnym ociepleniu z tego roku bardzo mnie zmartwiły, ale też ucieszyły. Może komuś wreszcie uświadomią, że z ekologią nie ma żartów. Zmiany w pogodzie poczułem na własnej skórze. Chciałem zorganizować plan filmowy w Nowej Zelandii, ale to mała wyspa i ostatnio nigdy nie wiadomo, jaki front atmosferyczny będzie nad nią przechodził i ile będziemy czekać na odpowiednie światło. Dlatego postanowiliśmy kręcić w Europie. Jednak tego lata tutaj też prognozy meteorologów przestały się sprawdzać. Podczas pracy nad "Shrekiem" było łatwiej. W animacji jesteś jak Bóg, kontrolujesz wszystko. W filmie fabularnym nie możesz namalować ładnej pogody.


Andrew Adamson - rocznik 1966, reżyser i scenarzysta. Urodził się w Auckland w Nowej Zelandii. Zaczynał jako specjalista od efektów specjalnych (m.in. "Batman Forever", "Czas zabijania" oraz "Batman i Robin). Jako reżyser zadebiutował "Shrekiem", wyreżyserował wszystkie filmy z tej serii (za "Shreka 2" dostał nominację do Oscara) i "Opowieści z Narnii: Lew, Czarownica i stara szafa". Teraz kręci w Pradze kolejny filmem z tego cyklu "Opowieści z Narnii: Książe Kaspian". Premiera w maju.