Wiele aktorek marzy, by wystąpić w filmie Francois Ozona, reżysera, który słynie z umiejętności pięknego filmowania kobiet. Jak udało się pani tego dokonać?

Musiałam przejść przez sito przesłuchań wstępnych. Spotykaliśmy się sześć czy siedem razy. Kiedy wreszcie mój agent powiedział, że mam tę rolę i zdążyłam zwariować ze szczęścia, zaczęły się schody. Projekt zawisł na włosku ze względu na kłopoty finansowe. Kręcenie odwlekano w nieskończoność. W dodatku mój udział w filmie był najbardziej zagrożony, bo gdyby Ozon obsadził w roli głównej aktorkę o znanym nazwisku, zebranie pieniędzy poszłoby dużo łatwiej. Dopóki nie stanęłam na planie, nic nie było pewne.

Kostiumowy "Angel" odbiega od poprzednich filmów Ozona, na dodatek krytyka przyjęła go chłodno. Nie była pani rozczarowana współpracą?

Lubię wszystko to, co nakręcił Ozon, zwłaszcza "Pod piaskiem". Ale problem z jego filmami jest taki, że nie można ich wrzucić do worka z napisem: "Kino Francois Ozona". Przecież nie da się porównać "5X2" z "8 kobiet". Każdy z nich jest grą z inną konwencją. Wspólne jest tylko to, że każdy rozgrywa się na granicy realnego i nierealnego. Francois mierzy się z tematem wyobrażeń ludzi o świecie i o nich samych, pyta o obiektywną prawdą. Uwielbiam w nim to, że ma umiejętność podejmowania rozmowy z publicznością, zmusza ją do ruszenia głową, wyłapania subtelnej ironii.

To pani pierwsza poważna rola w tak dużej i ambitnej produkcji. Czuła pani tremę?

Gdybym na planie choć przez moment pomyślała: "O mój Boże, gram główną rolę w filmie Ozona!", zemdlałabym, a potem by mnie wyrzucili z roboty. Francois to typ zimnego profesjonalisty i gdyby tylko cokolwiek mi nie wyszło, bez mrugnięcia okiem oddałby tę rolę innej aktorce. Poświęcił dwa lata swojego życia temu filmowi, nie zniósłby porażki. On nie pozwala aktorkom tylko ładnie wyglądać i ozdabiać kadru. Trzeba być też brzydkim, zwierzęcym, pełnym seksu.

Pani bohaterka jest pisarką. Zajmuje się masową produkcją romansów dla panien. Czyta pani podobną literaturę?

Jako nastolatka zarywałam noce dla takich książek. Myślę, że gdybym nie przeszła takiego etapu w życiu, sama nie uciekała od rzeczywistości w piękny świat, który oferuje kiepska literatura, nie zrozumiałabym dlaczego Angel chciała się schronić w świecie marzeń. Jej inność polega na tym, że większość dziewcząt z tego wyrasta. Jej się nie udało.

Angel ma jasny plan na życie - chce być sławna. Wydaje się, że podobnie myślą młode aktorki, pani również?

Oczywiście, że chcę odnieść sukces. Ale miłość tłumów, na której zależało Angel, mnie nie pociąga, wolałabym zdobyć uznanie krytyków. Teraz pracuję w teatrze nad "Mewą" Czechowa - tam ważny jest wątek miotania się między uwielbieniem publiczności, a przychylnością krytyków. Na razie jednak nie znam smaku ani jednego, ani drugiego.

Wkrótce światowa premiera "Pokuty" Joe Wrighta, gdzie gra pani z Keirą Knightley i Jamesem McAvoyem, niedawno wystąpiła pani u Woody’ego Allena. Jeżeli do tego dodać cały sezon przedstawień z The Royal Shakespeare Company, to wygląda, że przeżywa pani przysłowiowe 15 minut sławy.

Zwykle orientujemy się, że byliśmy na topie dopiero, gdy propozycje przestają przychodzić (śmiech). Ja tego na razie nie widzę, codziennie przychodzę do domu padnięta, ścieram pot i resztki scenicznego makijażu z twarzy. W "Pokucie" miałam tylko epizod podobnie jak w "Scoop" Allena. I nie miałam poczucia obcowania z wielkim reżyserem. Potwierdziła się opinia, że Allen nie gada z aktorami, zamieniliśmy na planie zaledwie kilka zdań. Daje kawałek scenariusza i nawet nie mówi, ile dni potrwa praca. Jeśli chodzi o teatr, to granie w nim przez lata traktowałam jako hobby i możliwość zarobienia kieszonkowego. Dopiero kiedy stawki wzrosły, a pracy było tyle, że musiałam rzucić uniwersytet, zorientowałam się, że robię karierę. To było jakieś trzy lata temu.

Zaliczyła pani już też kompletną klapę - "Dirty Dancing 2".

Nieźle z tym wdepnęłam. Kiedy zaczęłam pracować poza Wielką Brytanią, myślałam, że im więcej wezmę komercyjnych propozycji, które uczynią mnie rozpoznawalną, tym szybciej uda mi się dostać ambitne propozycje, na których mi zależy. Schrzaniłam, bo film był zły i nie odniósł żadnego sukcesu. A ja dostałam łatkę idiotki z "Dirty Dancing 2"...

Dorastała pani w Hong Kongu, czy to ważne doświadczenie życiowe?

Tylko gdzieś podświadomie czułam się outsiderką, byłam za mała, wróciliśmy kiedy miałam osiem lat. Nie wiem czy mi to pomogło w pracy aktorki, mało z tego pamiętam. Daleki Wschód nie kojarzy mi się ani dobrze ani źle.