DVD: Koreański "Pan Zemsta"
"Pan Zemsta" jest najsłabszą częścią koreańskiego cyklu o wendecie, ale to nadal wartościowe kino. Poza wizualną atrakcyjnością ma nam jeszcze coś do zaoferowania
- "Mistyfikacja" na DVD, czyli pomysł na Witkacego
- "Uchwycić rzeczywistość". Między prawdą a fikcją
- Miłość i śmierć po koreańsku
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-22

temp. min 6°C max. 31°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Pomysł na fabułę jest dość prosty: głuchoniemy chłopak Ryu ma śmiertelnie chorą siostrę i jeśli błyskawicznie nie znajdzie się dawca nerki, dziewczyna umrze. Niestety, nerka Ryu się nie nadaje, a lekarze nie są skłonni do pośpiechu. W akcie desperacji chłopak nawiązuje kontakt z nielegalnymi handlarzami organów. Zostaje jednak okrutnie oszukany - traci własny narząd i wszystkie oszczędności życia. Jakby tego było mało, właściciele fabryki, w której pracuje, tylko szukają sposobności, by pozbyć się części załogi. Parę dni nieobecności w pracy owocuje zwolnieniem Ryu. W tej sytuacji pozostają rozwiązania niekonwencjonalne - wraz ze swoją przyjaciółką, komunizującą anarchistką, chłopak planuje porwanie córeczki jednego z fabrykantów. Okup ma pokryć koszty przyszłego przeszczepu. Do pewnego momentu wszystko idzie dobrze...
"Pan Zemsta" to naprawdę niezły film. Obecne są tu już wszystkie cechy kształtującego się stylu Park Chan-wooka, ze smoliście czarnym humorem i kreowaniem przypadkowych tragicznych konfliktów na czele. Łatwo też spostrzec łudzące podobieństwo choćby do słynnego "Hana-bi" (1997) Japończyka Takeshiego "Beata" Kitano, z jego skłonnością do slapstickowego żartu i skrajnej lakoniczności w przedstawianiu emocji.
Cała trylogia Park Chan-wooka narzuca porównania z "Kill Billem" Quentina Taranino. To jednak zbieżność tylko powierzchowna - o ile Tarantino z radością bawi się popkulturowymi kliszami, o tyle filmy Koreańczyka biorą się raczej z autentycznej refleksji społecznej. Lepszym punktem odniesienia byłby tu chyba rozpoczęty w latach 70. cykl "Życzenie śmierci" z Charlesem Bronsonem jako samotnym mścicielem, który musi wobec skrajnej obojętności świata wziąć sprawy we własne ręce. Wendeta jako gorący temat w filmie i literaturze stanowi znak czasów – dla socjologa to oczywisty symbol bezradności, alienacji i śmierci zaufania. Bez zaufania nie ma społeczeństwa, pozostaje tylko samotność i przemoc.













































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!