Przyjaźń po francusku
Daniel Auteuil nie może znaleźć przyjaciela, nie dogaduje się z byłą żoną, a na dodatek siwieje. Nawet pomoc Patrice’a Leconte’a niewiele daje. "Mój najlepszy przyjaciel" nie należy do najlepszych filmów wybitnego aktora i świetnego reżysera.
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-02-14

temp. min -19°C max. 1°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Przyciśnięty do muru wchodzi w zakład: w ciągu 10 dni musi przedstawić swojej współpracownicy Catherine (piękna Julie Gayet) przyjaciela, inaczej straci drogocenną, antyczną grecką wazę. Po przejrzeniu swojego notesu kontaktów stwierdza, że rzeczywiście takowego brak. Postanawia więc poprosić o pomoc dopiero poznanego taksówkarza Bruna, który jak się wydaje, ma tysiące znajomych. Jego życiowe motto brzmi: "być towarzyskim, uśmiechniętym i otwartym”, co jest wręcz idealną odwrotnością postawy Francois.
Psychologiczne motywy postępowania bohaterów "Mojego najlepszego przyjaciela" są mało wiarygodne, podobnie jak gra Daniela Auteuila kolejny raz pracującego z Lecontem. Auteuilowi, który niemal jak Tommy Lee Jones w Hollywood wydaje się grać w każdym francuskim filmie, trudno uwierzyć, że nie ma przyjaciół. Aktor, dwoi się i troi, ale nie potrafi pozbyć się swojej przyjaznej i ufnej aparycji. W jego dorobku musiał chyba przyjść czas na słabszą rolę, bo nie ratuje nawet reżyseria Leconte’a. Artysta ten przyzwyczaił widzów do tego, że raz na jakiś czas robi sprawny, lekki i klarowny film, ale na swoim ostatnim pomyśle poległ. Nie wierzę postaciom (jak ktoś kto nie jest zdolny do przyjaźni, nie zna jej, mógł zostać mężem i ojcem?), przez co nie wierzę w cały film. "Mój najlepszy przyjaciel" moim przyjacielem nie zostanie.





























































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!