Niedawno twierdził pan, że już nie zagra w filmie akcji…

W tym samym roku, gdy grałem w pierwszej "Szklanej pułapce", Mel Gibson nakręcił "Zabójczą broń". Te filmy ustaliły kanon dla całej generacji kina akcji. Przez pierwsze cztery, pięć lat scenariusze były całkiem ciekawe, ale potem na potęgę zaczęto odcinać kupony. To kino zrobiło się po prostu głupie. Chciałem od niego odpocząć.

Ale "Szklana pułapka 4.0" sprawiła, że zmienił pan zdanie…

Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, dlaczego w ogóle zgodziłem się rozmawiać o "czwórce". Kiedy poznałem Lena (Wisemana, reżysera "Szklanej pułapki 4.0" - przyp. red.), powiedziałem mu, że chciałbym kiedyś nakręcić film w stylu pierwszej części, moim zdaniem jedynej dobrej z całego cyklu. Poza tym chciałem wprowadzić "Szkalną pułapkę" w XXI wiek, nie rezygnując przy tym ze starej szkoły kina akcji - z prawdziwymi scenami kaskaderskimi itp. Len się zgodził. Nie miałem wyjścia!

Ta seria rozpoczęła pana karierę filmową i uczyniła z pana gwiazdę.

Z perspektywy czasu mógłbym powiedzieć, że ten film odmienił bieg mojej kariery. Wtedy jednak nie zdawałem sobie z tego sprawy. Wszyscy w Hollywood coś przeczuwali i dziwili się, że aktor telewizyjny dostał pięć milionów dolarów za rolę w filmie akcji. Następnego dnia gaże wszystkich aktorów wzrosły do pięciu milionów. A ja nie dostałem ani jednej kartki świątecznej z podziękowaniem za podwyżkę.

Jak to się stało, że telewizyjny gwiazdor zagrał w "Szklanej pułapce"?

Najpierw zrezygnowałem z tej roli. Grałem w serialu "Na wariackich papierach" i po prostu nie mogłem jej przyjąć. Ale stał się cud. Moja serialowa partnerka Cybill Shepherd zaszła w ciążę. W związku z tym producenci skasowali serial, a ja miałem czas na "Szklaną pułapkę". Dzięki dzieciakom Cybill!

Co pan myśli o prawdziwym terroryzmie jako bohater, który w filmach wielokrotnie walczył z terrorystami, a kilka razy uratował świat?

Nie przejmuję się takimi rzeczami. Gdy nie pracuję jako aktor, jestem ojcem moich trzech córek, przyjacielem dla znajomych. Nie oglądam wiadomości. Silna konkurencja sprawiła, że wszystkie stacje gonią za sensacją, co wieczór starają się nas bardziej przerazić i oburzyć. Nie pokazują dobrych rzeczy. To się nie sprzedaje.

Czy łatwo przychodzi panu bycie ojcem? Czego uczy pan córki?

Razem z Demi (Moore, byłą żoną aktora - przyp. red.) nauczyliśmy je wiary w siebie. W to, że jako młode kobiety we współczesnym świecie mają prawo do własnego zdania. I mają prawo mówić "nie". Nawet jeśli powiedziały "tak", a potem zmieniły zdanie.

Jak się panu udaje chronić rodzinę przed plotkami o sobie?

Nauczyłem się nie zwracać uwagi na plotki. Możemy teraz pójść do kiosku i bez problemu znaleźć pięć głupot o mnie. Nic mnie to nie obchodzi. Gdy byłem młodszy, nie radziłem sobie ze sławą. Wciąż myślałem: cholera, znów piszą o mnie rzeczy, które nie są prawdą. Dziś wiem, że nie mam wpływu na to, czy dzisiejsze plotki zostaną zapamiętane jako prawdziwa historia. Nie ma żadnego znaczenia, ile razy będę powtarzał, że nie miałem nic wspólnego z Lindsay Lohan. Już na zawsze związała nas szósta strona jakiegoś brukowca.

Niedługo zobaczymy pana w małej roli w "Planet Terror" - drugiej części wspólnego projektu Quentina Tarantino i Roberta Rodrigueza. Chyba polubił pan tych ekscentryków.

Nad "Planet Terror" pracowałem tylko dwa dni. Gdy nakręciliśmy "Sin City - Miasto Grzechu", które - w przeciwieństwie do "Szklanej pułapki" było eksperymentem testującym, jak daleko można się posunąć w fotografii cyfrowej, powiedziałem Robertowi (Rodriguezowi, reżyserowi - przyp. red.): "Chcę być częścią twojego zespołu - wszdzie i zawsze". Więc zadzwonił do mnie i powiedział mi o tym filmie, o Osamie bin Ladenie, a ja od razu zgodziłem się w nim wystąpić. Uwielbiam Roberta Rodriqueza!

To nie jedyny znakomity reżyser, którego pan spotkał. Z M. Night Shyamalanem nakręciliście dwa filmy - "Szósty zmysł " i "Niezniszczalnego".

Bardzo bym chciał znów z nim pracować. Mówi się o kolejnej części "Niezniszczalnego". To od początku miała być trylogia, więc zobaczymy...

Zagra pan w "Szklanej pułapce 5"?

Jestem w dobrej kondycji, ludzie się dziwią, gdy słyszą, że mam 52 lata. W końcu przyjdzie czas, gdy ograniczenia fizyczne nie pozwolą mi już na takie zabawy, ale myślę, że jeszcze w jednej części mógłbym zagrać.