Dlaczego Shrek w twoim wykonaniu ma szkocki akcent?

Trzy czwarte filmu nagrałem z moim rodowitym kanadyjskim akcentem. Zrobiłem tak dlatego, że wydaje mi się, że ta baśń w pewien sposób opowiada o klasach społecznych. Lord Farquaad z pierwszej części Shreka jako reprezentant szlachty miał brytyjski akcent, więc pomyślałem, że mój kanadyjski akcent będzie pasował do klasy pracującej, do której ogr należał. W końcu zdecydowaliśmy się na bardziej wyrazisty szkocki akcent. Ze Szkocji pochodzą moi przodkowie, którzy byli członkami klasy pracującej. Pomyślałem więc, że ich uroczy akcent idealnie by pasował do tej roli.

Mówienie z akcentem jest dla ciebie naturalne?

Gdy jesteś kanadyjskim komikiem, z przydziału dostajesz francuski kanadyjski akcent, a także szkocki, jako że większość mieszkańców Kanady w sumie pochodzi ze Szkocji.

Jakie były reakcje ludzi na charakter Shreka i fakt, że jest tak wspaniale szkocki?

Szkoci zawsze prawią wiele komplementów, chwalą, co jest bardzo miłe. Są bardzo podobni do Kanadyjczyków, którzy cieszą się, gdy się choćby wspomni o ich kraju, np. w tekście piosenki. Wszystkim podoba się seria filmów o Shreku. A ja tylko podkładam głos.

Jak doszło do pana udziału w "Shreku"?

Gdy Jeffrey Katzenberg przyszedł do mnie i powiedział: "Chciałbym, żebyś zagrał w filmie animowanym", odpowiedziałem tylko: "OK. Brzmi ciekawie". Ale gdy dodał, że tytuł brzmi "Shrek", pomyślałem: "Zapomnij stary. Zobaczę, co to takiego, ale to fatalny tytuł".

Jak myślisz, dlaczego nikt wcześniej nie wpadł na pomysł, że byłoby zabawnie odwrócić wszystkie baśni do góry nogami?

To nie do końca prawda. Second City Theatre w Chicago robił spektakle oparte na elementach bajek, były też kreskówki, początkowe skecze Monty Pythona. Nie możemy mówić, że zrobiliśmy to jako pierwsi, ale na pewno jest to pierwszy tego typu film pełnometrażowy. W zabawny sposób wykorzystano formę baśni i pokazano, co jest w nich prawdą, a co tylko wytworem bujnej wyobraźni. Film oparty jest na historii ogrzycy, na którą rzucono czar pięknej dziewczyny, a także na wspaniałym i przewrotnym pomyśle, że ogr, który zazwyczaj jest czarnym charakterem, jest bohaterem, a Książę z bajki staje się antybohaterem. Wiele baśni jest o pięknie, o tym, czym jest piękno i jak ważne jest, by być pięknym. Ten film opowiada o tym, że ono pochodzi z wnętrza, a droga do szczęścia oparta jest na zaakceptowaniu samego siebie i niepoleganiu na tym, co myślą o nas inni. Nawet jeśli obsadzono cię w roli czarnego charakteru, mimo wszystko jesteś bohaterem we własnej sztuce, w swoim życiu. Myślę, że to właśnie przemówiło do ludzi.

Czy myślisz, że to właśnie dlatego filmy o Shreku są tak popularne, bo ich bohater, choć bajkowy, mierzy się ze zwykłymi życiowymi problemami?

Shrek odrabia życiową lekcję każdego człowieka przerabianą na trzech różnych etapach życia: mogę się zmienić z ropuchy w księcia, ktoś może mnie pokochać, mogę być dobrym ojcem. To w pewnym sensie trylogia o życiu, w której Shrek cały czas musi się uczyć sztuki kochania samego siebie.

Jako jeden z nielicznych aktorów miałeś szansę wcielić się w dwie tak rozpoznawalne postaci: Austina Powersa i Shreka.

Najpierw grałem całą masę różnorodnych bohaterów w "Saturday Night Life", potem miałem niesłychane szczęście zagrać w "Świecie Wayne’a", następnie niesamowite doświadczenie, jakim był Austin Powers, a teraz Shrek. Nie mam pojęcia, jak to się wszystko stało. Jestem tylko idiotą z Toronto, który chciał być aktorem.

Co się twoim zdaniem stanie w kolejnej części "Shreka"? Zostało jeszcze tyle bajek do splądrowania...

Najfajniejszą częścią mojej pracy jest to, że przychodzę i podkładam głos pod bardzo dobrze skonstruowaną postać i mogę żyć w fantastycznym świecie Shreka, który kocham, a grupa niezmiernie utalentowanych osób wymyśla i projektuje to wszystko.