Jest coś, czego pan zazdrości Shrekowi?
Głosu. On nie musi krzyczeć. Zbigniew Zamachowski, który dał głos Shrekowi, mówi powolnym, tubalnym głosem, a ja się po prostu drę.

Bardzo się pan darł w trzeciej części?
Trochę. Przecież ulubionym środkiem wyrazu Eddiego Murphy’ego, oryginalnego Osła, jest właśnie krzyk. A ja postanowiłem się tego trzymać i też jestem strasznie krzykliwy.

Wiem, że nie bardzo pan lubi rozmawiać o "Shreku", ale jednak od lat konsekwentnie oddaje pan swój głos krnąbrnemu Osłowi... Jaki pan ma stosunek do filmów o "Shreku"?
Zerowy. Mnie takie filmy nie poruszają. Oczywiście cieszę się, że dzieci je bardzo lubią. Wiem, że część dorosłych też się na nich dobrze bawi. Sam bym pewnie nie poszedł na "Shreka" do kina. Zobaczymy, co na to moja wnuczka. Być może obejrzymy go razem w domu na dvd. Kiedy byłem w Ameryce, podeszła do mnie pani i powiedziała, że jej wnuki wolą oglądać "Shreka" z polskim dubbingiem niż w oryginale. Podziękowała mi za to, że dzięki temu uczą się polskiego.

No to ma pan misję...
Misja to chyba za duże słowo, ale przynajmniej komuś pomogę i później zapomni ten polski język.

I naprawdę w ogóle się pan nie bawi, nagrywając głos Osła?
Muszę się bawić, bo inaczej Osioł mówiłby po prostu smutnym, zdenerwowanym i złym głosem. Z drugiej strony na zabawę nie bardzo jest czas, bo trzeba być nieustannie skoncentrowanym, żeby się zmieścić w sekwencji i odpowiednio podłożyć głos. W studiu jest zawsze miłe towarzystwo, bo przecież reżyserem dźwięku jest Joasia Wizmur, a ona jest moją byłą studentką.

A czuje pan chociaż odrobinę sympatii do tej postaci?
Kiedy słyszę "postać", to myślę, że ludzie żartują. Przecież to narysowany zwierzaczek...

Oj, chyba pan tego zwierzaczka faktycznie nie lubi...
Lubię, lubię tego Osła. Tylko wydaję mi się, że to nie jest rola wymagająca głębokiej analizy. To tak szybko idzie, że już nie pamiętam, co mówiłem w filmie, a co w grze komputerowej. Przecież ja i moi koledzy musimy obsługiwać różne pochodne "Shreka". Bez przerwy muszę się opędzać od reklam. Różni reklamodawcy chcą, bym zareklamował ich produkt głosem Osła. W dodatku jest wokół tego jakiś straszny szum medialny, w którym nie bardzo chcę uczestniczyć...

Nie musi pan.
Nie muszę, a z drugiej strony właśnie rozmawiamy o "Shreku" na planie mojego filmu "Korowód". Kończę zdjęcia i tym jestem pochłonięty...

To po co pan się zgodził na udział w trzeciej części?
A wyobraża sobie pani, żeby Osioł mówił nie moim głosem?

Nie.
Producenci też nie, a i ja chyba również. Poza tym jestem zobowiązany udzielić głosu Osłowi również w czwartej części. W piątej mogę odmówić.

Zrobi pan to?
Nie, bo chyba by mnie powiesili. Kiedy raz bąknąłem, że w "piątce" nie zagram, to usłyszałem, że naród mi tego nie wybaczy. Doszedłem więc do wniosku, że nie będę się sprzeciwiał narodowi. Wiem, że ten "Shrek" jest świetnie wymyślony. Zresztą nabrałem wprawy i ostatniego "Shreka" nagrałem w ciągu jednego dnia. A może mój Osioł coraz mniej mówi? Wydaje mi się, że w następnej części będzie się odzywał jeszcze mniej...

Ma pan jakieś nowe sprawdzone informacje dotyczące kolejnych części "Shreka"? Szykują się jakieś niespodzianki?
Nie, to nie żadne nowe informacje, tylko moje domysły. W kolejnych częściach pojawiają się po prostu nowi bohaterowie i mój Osioł schodzi na trochę dalszy plany. W piątej części Osioł pewnie już zachrypnie, będzie się mało odzywał, a ja będę miał niewiele do roboty.

W tej części jednak Osioł nadal podróżuje ze Shrekiem i jest pełnoprawnym głównym bohaterem. Obejrzał pan cały film, czy tylko sceny z udziałem swojego bohatera?
Cały. Inaczej nie mógłbym przystąpić do pracy. Oglądałem wersję niepełną graficznie, z niedorysowanymi elementami. Musiałem przecież wiedzieć, jak się potoczy akcja. Nagrywałem natomiast sekwencjami.

Jan Frycz wciąż wspomina dubbing do "Gdzie jest Nemo". Był zachwycony. A z pana jakoś zachwyt nie tryska...
Po pierwszym "Shreku" też byłem zachwycony (śmiech). Teraz chodzę na tego "Shreka" jak do roboty.