Pomysł narodził się niedawno. W połowie maja DZIENNIK opisał historię Anny Radosz, 27-letniej chorej na raka dziewczyny, która postanowiła poświęcić życie dla nienarodzonego dziecka. Dla Krauzów autentyczna historia Radosz będzie pretekstem do próby stworzenia współczesnego moralitetu.

Podobnie jak Adam i Stefan, bohaterowie "Długu", Beata z "Placu Zbawiciela", również bohaterka najnowszego filmu w szczególnej, skrajnej sytuacji będzie próbowała intuicyjnie zrozumieć swój los. Przyjąć jego fatalizm.

Tragedia Radosz stała się argumentem w dyskusji o przeforsowanie zmiany w konstytucji zaostrzającej ustawę antyaborcyjną, ale "Rozmowy w deszczu" będą filmem jak najdalszym od jakiejkolwiek publicystyki czy stawiania gotowych tez. Autorzy scenariusza nie chcą spotykać się z rodziną zmarłej, ani studiować jej życiorysu. Chcą natomiast opowiedzieć przejmującą historię młodej kobiety, która - bez moralnego i religijnego szantażu - decyduje się oddać życie dla dziecka.

Po "Długu" i "Placu Zbawiciela" znowu zobaczymy bohatera stojącego wobec fatum i próbującego zmierzyć się z nieuchronnym losem.

Nie patrzymy na to w ten sposób. Przeczytaliśmy historię, która bardzo nas poruszyła. Ale nie dlatego, że ociera się o tragedię antyczną. Fatum, nieubłagana konieczność zakładają pesymistycznie, że człowiek pozbawiony jest wolnej woli. Dla nas czyn Anny Radosz jest czynem człowieka wolnego. Anna miała wybór i świadomie go dokonała. Jej wyborem był akt miłości. Tylko człowiek wolny jest zdolny do głębokiej miłości. Wolny od własnego "ja", od przywiązania do świata.

Bohaterka "Rozmów w deszczu" jest ofiarą czy bohaterem?

Ani ofiarą, ani bohaterem. Ona po prostu jest. W przeciwieństwie do wielu z nas, których nie ma, bo nie potrafimy kochać. Jesteśmy tylko wtedy, kiedy kochamy. Egoizm to czarna dziura.

Można powiedzieć, że macierzyństwo w Polsce tradycyjnie obciążone jest poświęceniem, heroizmem. Często niepotrzebnym.

W Polsce wszystko nabiera zaskakujących wymiarów. Nawet budowa kilometra autostrady graniczy z heroizmem.

Relacja matki i nienarodzonego syna będzie w "Rozmowach w deszczu" szczególna.

W filmie w pewnym momencie pojawia się młody mężczyzna, w wieku bohaterki. Rozmawia z nią zawsze w nocy, w deszczu. Początkowo widz będzie sądził, że to ojciec dziecka, pod koniec zrozumie, że ona rozmawia ze swoim synem. Z synem, który jest jej rówieśnikiem. Syn zwierza się jej ze swoich problemów, opowiada, co zdarzyło się po jej śmierci.

Nawet w momencie odejścia najbliższej osoby jesteśmy z nią jeszcze długo. Rozmawiamy, spieramy się, kłócimy. Często aż do śmierci. Własnej.

Tutaj jest inna sytuacja. Umierająca matka rozmawia z jeszcze nienarodzonym dzieckiem. To dorosłe dziecko to emanacja jej osobowości. Jej obaw, nadziei. Kobiety w ciąży często rozmawiają ze swymi dziećmi. W tym pomyśle, jak nam się wydaje, jest coś metafizycznego, a jednocześnie naturalnego.

Postawa Anny Radosz była dla części polityków sztandarowym argumentem za radykalnym zaostrzeniem ustawy aborcyjnej.

Anna Radosz skończyła studia, wyjechała do pracy do Anglii. Poznała chłopaka, zaszła w ciążę. W szóstym miesiącu dowiedziała się, że ma raka, bardzo groźnego - czerniaka. W obawie, że chemioterapia może uszkodzić dziecko, postanowiła zaczekać z leczeniem do jego narodzin. Kiedy urodziła, rak był już bardzo zaawansowany, lekarze nie zdołali jej uratować. Wszystko co uczyniła, uczyniła z własnej, nieprzymuszonej żadnymi ustawami woli. Podkreślam jeszcze raz: uczyniła to z miłości, a nie pod pręgierzem paragrafów.

Scenariusz powstaje bez konsultacji z rodziną, bez wgłębiania się w szczegóły tej konkretnej sprawy. Dlaczego?

Nasz film zaledwie w kilku momentach będzie inspirowany losem Anny Radosz. Nie chcemy naruszać prywatności rodziny Anny. Jej bliscy wielokrotnie podkreślali, że sama nie życzyłaby sobie medialnego szumu.

Czy można określić, kiedy rozpoczną się zdjęcia?

Przypuszczamy, że w przyszłym roku.

A co z waszymi wcześniejszymi projektami: filmem, którego akcja będzie rozgrywała się w Afryce, czy opowieścią o wielkiej cygańskiej poetce - Papuszy?

I projekt ruandyjski i cygański to skomplikowane koprodukcje. Myślę, że najpierw powstaną "Rozmowy w deszczu". Skromny, współczesny film. Oczywiście może się zdarzyć zupełnie odwrotnie. Świat zbudowany jest z paradoksów. Po premierze "Placu Zbawiciela" namawiano nas, żeby stworzyć tryptyk. Wykręcaliśmy się, aż się wkręciliśmy.