Jesienią, kiedy przymierzał się pan do realizacji filmu zastanawiał się pan, czy nie wystąpić w swoim filmie. Jaką decyzję pan podjął? Czy zobaczymy pana w "Katyniu"?

Nie. Wygrał zdrowy rozsądek. Doszedłem do wniosku, że mój udział w tym filmie jest zbędny. Oczywiście nie od razu. Najpierw zrobiłem film, a potem zrozumiałem, że moje w nim wystąpienie mogłoby być nawet nietaktowne. Uważam, że dużo lepszym rozwiązaniem jest wielka akcja edukacyjna, której patronuje minister kultury i sztuki "Pamiętam. Katyń 1940". Film nie może zawierać wszystkich informacji historycznych. Ta akcja pomoże zrozumieć zbrodnię i kłamstwo katyńskie.

Jeszcze do niedawna pana film nosił tytuł "Post mortem. Opowieść katyńska", teraz zatytułowany jest „Katyń”. Dlaczego zdecydował się pan na zmianę tytułu?

Post mortem - to tytuł wzięty z łaciny. Obawialiśmy się razem z producentem, że może być niezrozumiały, bo przecież łacina została niemal całkowicie wyparta ze szkół. Zaś tytuł "Katyń" mówi wszystko.

Na co pan zwracał szczególną uwagę realizując film "Katyń"? Czy były to fakty historyczne czy też może emocje?

Było dla mnie oczywistym, że mój film będzie zgodny z faktami historycznymi. Przecież scenariusz powstał na podstawie prawdziwych dokumentów, pamiętników i relacji ludzi. Starałem się zrobić film czytelny, który będzie hołdem dla tych 15 tysięcy zamordowanych. Moim marzeniem było, by aktorzy, których zaprosiłem do udziału w tym filmie potrafili wejść w świadomość, dusze i sposoby zachowania postaci z tamtego czasu. Przecież moi aktorzy to w większości młodzi ludzie, jeszcze przed czterdziestką. Dla nich zbrodnia katyńska to odległe czasy, trudne do zrozumienia. Moim zdaniem udało im się przeniknąć do tamtego strasznego okresu i wydobyć z siebie wielkie emocje. Emocje, które targały tymi, którzy w Katyniu zginęli i tymi, którzy stracili swoich najbliższych. Mogę powiedzieć, że mam wielką satysfakcję po pracy z aktorami. Momentami miałem wrażenie, że znowu mam 13 lat i patrzę na przyjaciół moich rodziców. Aktorzy stworzyli i odtworzyli tamten świat, który do niedawna był tylko w mojej pamięci.

Czy pomógł fakt, że filmowe postaci noszą rzeczywiste imiona aktorów?

Nie zrealizowałem do końca tego pomysłu. Niektóre imiona się dublowały, więc tylko część aktorów pozostała przy swoich imionach.

Aktorzy twierdzą, że na planie filmu panowała szczególna atmofera. Uważają, że nie brali udziału w zwykłym filmie. Czy to prawda, czy pan też miał wrażenie, że robi film specjalny, ważny, niezwykły?

Mam wrażenie, że aktorzy zrozumieli, że i ja i widzowie oczekują od nich czegoś więcej, czegoś szczególnego, wzniosłego, innego od tego, do czego oni są przyzwyczajeni grając w innych filmach. Myślę, że ten rodzaj skupienia i oddania, który się wytworzył na planie filmu, ogarnął wszystkich i wpłynął na kształt filmu. Na czas powstawania "Katynia" aktorzy wyłączyli się ze wszystkich innych spraw i zajęć i całkowicie oddali się temu filmowi.

Czy uważa pan, że pana "Katyń" może się przyczynić do odkrywania prawdy przez młodych ludzi?

Prawda już dawno została odkryta. Przecież za czasów PRL-u wszyscy wiedzieli o zbrodni katyńskiej. W 1989 roku materiały dotyczące tej zbrodni dotarły do Polski, do rąk Jaruzelskiego, a następnie do Wałęsy... Kłopot w tym, że nie wszyscy pamiętają o haniebnym mordzie dokonanym na polskiej inteligencji.

Czy jest pan zadowolony z tego filmu?

Jestem zadowolony z tego, że ten film zrobiłem. Zresztą, miałem poczucie, że muszę ten film zrobić. Teraz będę czekał do premiery, do 17 września, jak zostanie on przyjęty.