Czym inspirowałeś się przy filmie "Labirynt Fauna", skąd pomysł na tytułową postać?

Bardzo dokładnie wczytywałem się w bajki Hansa Christiana Andersena, Oscara Wilde’a, braci Grimm, Lewisa Carrolla i wielu innych. Uważam, że bajki są jak bliźniacze siostry horrorów, wiele z nich stanowi źródło późniejszych "koszmarnych" opowieści. Dlatego pod koniec "Labiryntu Fauna" pojawia się nawiązanie do bajki o dziewczynce z zapałkami.

Ale sam film jest raczej bajką dla dorosłych - pełno w nim przemocy, przerażających scen, nawiązań do faszyzmu. To na pewno nie jest film dla dzieci.

Nie jest tak, że przemoc w tym filmie ma się komukolwiek podobać! Przybiera różne formy, różne oblicza. Przemoc w moim "Blade – Wieczny Łowca 2" jest przerysowana, wręcz karykaturalna, jak w niesmacznym filmie rysunkowym. W "Labiryncie..." przybiera bardzo realistyczny obraz, dlatego bywa tak nieprzyjemna. To nie jest film dla dzieci, ale o byciu dzieckiem. Nie jestem aż tak chory, by kręcić coś takiego z myślą o dziecięcej widowni.

Film koncentruje się wokół II wojny światowej i hiszpańskiego faszystowskiego generała Franco...

Ten temat Europejczycy rozumieją znacznie lepiej niż Amerykanie. W Stanach obrazy wojny zna się tylko z "Komu bije dzwon" Hemingwaya. Ludzie są przekonani, że II wojna światowa skończyła się w 1939 roku. Dorastałem w Meksyku i dobrze wiem, jak w Ameryce odbierany był generał Franco – nie jako faszystowski dyktator, ale mały facecik w zabawnym garniturze i ze śmiesznymi wąsami.

Wychowywałeś się w rodzinie katolickich konserwatystów. Czy to odbiło się na twoich filmach?

Tak, moja babka dwa razy poddawała mnie egzorcyzmom (śmiech). Teraz może brzmi to zabawnie, ale zapewniam, że wtedy nie było mi do śmiechu. Z pomocą wody święconej próbowała mnie ratować od bagna, w jakim jej zdaniem się pogrążałem. Wściekała się, kiedy śmiałem się z tej wody święconej. Próbowała mnie wychowywać, ubierać, wpoić we mnie, że bogata wyobraźnia jest złem...

Jesteś nadal katolikiem czy porzuciłeś wiarę?

Jestem ateistą. Albo tzw. zawiedzionym katolikiem. Uwielbiam początek filmu "Mutant", w którym ksiądz zabijany jest przez gigantycznego insekta pod napisem "Jezus cię uratuje!".

A skąd bierze się brutalność w twoich filmach?

Cóż, żyłem w bardzo brutalnym kraju. Pierwszego trupa zobaczyłem w wieku czterech lat, potem były następne. Nie musiałem ich szukać, po prostu zawsze jakoś na nie trafiałem. Miałem już broń przyłożoną do głowy, mojego ojca porwano w 1997 roku, pięć metrów ode mnie wybuchały strzelaniny. Przemoc należy do języka, w którym się wypowiadam. Nie dlatego, że jestem brutalny. Po prostu dorastałem w naprawdę okrutnym kraju.

Czy filmy mają dla ciebie funkcję oczyszczającą?

Jak najbardziej! Kiedyś myślałem, że to kompletna bujda, ale tak jest! Wiem, że dzisiaj żyję rozsądniej i bezpieczniej tylko dzięki temu, że robię kino. Praca i kontakt z niektórymi filmami, np. "To wspaniałe życie" Franka Capry, uratowały mi życie. Ale w ten sposób mogą działać nawet gnioty. Dla mnie filmowe wizje to nadzieja.

Czy nadal zamierzasz robić filmy w Hollywood, a jednocześnie rzeczy niezależne w rodzaju "Labiryntu Fauna"?

Nie mam nic przeciwko wielkim studyjnym produkcjom, jak "Blade 2" albo "Hellboy", dopóki mogę w nich grać na swoich zasadach. "Hellboy" był dla mnie bardzo osobistym filmem, choć może trochę trudno w to uwierzyć. Dołączyłem do ekipy "Blade 2", bo strasznie spodobały mi się tam potwory i scena starcia syna z ojcem, kiedy ten pierwszy zabija drugiego. To jak taka krwawa wersja "Amerykanina w Paryżu": minimum scenariusza i kupa tańca. "Mutant" też był na początku filmem osobistym i sami wiecie, jak to się skończyło...

Czemu odrzuciłeś propozycj reżyserowania trzeciej części przygód Harry’ego Pottera?

Bo tam nikt nie ginął! Chciałbym wystąpić w takiej części Pottera, w której ktoś umiera. Tak, jak ja to sobie wyobrażam. Coś za coś. Dzieciaki nie mogą myśleć, że wszystko odbywa się bez bólu. Tak jest stworzony wszechświat.

Co będziesz reżyserował w najbliższym czasie?

Chciałbym ci powiedzieć, ale szczerze mówiąc, nie mam bladego pojęcia. Z filmów anglojęzycznych powstaje scenariusz do drugiej części "Hellboya". Mam być zaangażowany do tego filmu, ale decyzja leży teraz w rękach szefów wytwórni. To samo z "Mountain Of Madness" – scenariusz powstał dwa lata temu i od tego czasu walczę o jego realizację. A jest to o tyle trudne, że w Hollywood trudno jest sprzedać film z naprawdę bardzo mrocznym zakończeniem. Pracuję też nad kilkoma innymi projektami i mam nadzieję, że chociaż część trafi na taśmę.