Jej (nie) różowe życie
"Ta wykreowana przez prasę księżniczka nie istnieje, moje życie naprawdę nie jest łatwiejsze tylko dlatego, że gram w filmach. Nadal jestem normalną dziewczyną" podkreślała w wywiadach ładna, zgrabna, bogata i sławna Gwen. Niski chudzielec z aparatem na zębach dopiero po 14. urodzinach zaczął się zmieniać w "coś, na co dało się już popatrzeć". Potem musiała walczyć o przyzwolenie na rozpoczęcie aktorskiej kariery. A gdy już tatę i mamę udało się przekonać, że ich córeczka ma talent, uwierzyć w to nie chcieli spece od kompletowania obsad do filmów i Gwyneth wciąż przepadała na castingach. Przez kilka lat pracowała więc jako kelnerka. Kiedy zaś odniosła sukces zawodowy, kiepsko zaczęło jej się układać z facetami i często zostawała na lodzie. Widocznie nie można mieć wszystkiego.

Rodzice z branży
Denerwuje się, gdy słyszy, że to rodziciele załatwiali jej role: "Opinia, że w karierze pomogły mi rodzinne kontakty, doprowadza mnie do łez. Przecież w ten biznes angażuje się wielkie pieniądze. Nikt nie zaryzykuje ich, żeby zrobić przyjemność znajomym, których córka chce być aktorką!" - tłumaczy. I opowiada, jak mama Blythe Danner, ceniona aktorka teatralna i filmowa, oraz tata Bruce Paltrow, znany producent telewizyjny, trzymali ją z dala od branży. Marzyło im się dla pociech (Gwyneth ma młodszego brata i siostrę) normalne dzieciństwo i świetne wykształcenie. W Nowym Jorku zapisali córeczkę do bardzo drogiej szkoły dla dziewcząt. Koleżanki ciągle chciały ją odwiedzać w domu, żeby spotkać tam kogoś sławnego, np. Michaela Douglasa albo Stevena Spielberga.

Sama przeciw wszystkim
Gwyneth już jako pięciolatka chciała grać i błagała, by rodzice pozwolili jej pójść na zdjęcia próbne. Przez lata twardo odmawiali, a ona uparcie próbowała dostać rolę. Już jako nastolatka na jednym z castingów podała prawdziwe nazwisko, a że producent znał Paltrowów, sprawa się wydała i skończyła awanturą.
Wreszcie panna Paltrow zaczęła studiować historię sztuki, dalej jednak marzyła o aktorstwie. W końcu, nie zważając na protesty ojca, rzuciła studia. Wówczas do akcji wkroczyła Blythe Danner. Dzięki wstawiennictwu matki Gwyneth dostała rolę u jej boku w przedstawieniu "Picnic". Kiedy okazało się, że ma talent, zaangażowano ją do innych spektakli.

Dwa lata na karierę...
...tyle czasu minęło od chwili, gdy pojawiła się na ekranie w "Siedem" Davida Finchera, do momentu, gdy odniosła pierwszy wielki sukces jako czarująca "Emma" i odebrała jedną ze swoich pierwszych nagród aktorskich - Golden Satellite Award. Gwyneth Paltrow bez trudu odnalazła się w świecie z powieści Jane Austen, tak samo jak w hollywoodzkiej pierwszej lidze. Kolejne role w "Wielkich nadziejach", "Morderstwie doskonałym", "Utalentowanym panu Ripley" i Oscar za "Zakochanego Szekspira" (choć niektórzy nazywają go największą pomyłką w dziejach Amerykańskiej Akademii Filmowej) tylko umocniły jej pozycję na szczycie. Cała ten zgiełk stracił jednak znaczenie, odkąd jest matką i żoną. Dziś grywa tylko od czasu do czasu: "Trudno mnie teraz wyciągnąć z domu. Rodzina przede wszystkim".

Dama na ekranie
Gwyneth ma słabość do ról silnych, sławnych kobiet. Była już niedocenioną za życia Sylvią Plath, choć wcześniej musiała stoczyć batalię z krewnymi angielskiej poetki, którzy uznali ją za zbyt ładną do tej roli. Teraz walczy o angaż do biografii anielskiej Marleny Dietrich. Historia się powtarza. Tym razem przeciw jest córka legendarnej aktorki, Maria Riva. Jej zdaniem, Paltrow jest - dla odmiany - zbyt szczupła: "W czasach mojej matki w Hollywoodzie nie było ani jednej gwiazdy, która byłaby tak chuda jak współczesne aktorki. Wytwórnie nie podpisywały wtedy kontraktów z chudzielcami. Marlena, Joan Crawford, Paulette Goddard... wszystkie miały krągłe, kobiece kształty. Wyglądały tak, jak chcieli je oglądać mężczyźni i były piękne. Moim zdaniem, Gwyneth przydałaby się porządna porcja starej dobrej szarlotki i mnóstwo lodów!" - mówi Riva. Cóż, w przypadku pani Martin w grę wchodzą tylko dania wegańskie, a takie nie są zbyt tuczące.

Nieustająca dieta
Figury i urody pozazdrościć jej mogą nawet modelki. Gwyneth Paltrow: "Wiem, wiem, wszyscy mówią, że jestem szczupła, ale ja mam problemy jak tysiące innych kobiet: 35 lat, wolniejszy metabolizm i fałdki, których nie było jeszcze cztery lata temu".

Jej zdaniem, kobiety dały sobie wmówić, że zawsze muszą dobrze wyglądać, a skoro tej opinii nie można zmienić, to - nie ma wyjścia - trzeba o siebie dbać. "Niektórzy uważają mnie za dziwaczkę, ale ja sądzę, że jeśli prowadzi się życie tak aktywne, jak matki i aktorki, trzeba odreagować przez równie intensywne ćwiczenia".

Gwyneth jest częstym gościem w znanym londyńskim centrum jogi. "To odmieniło moje życie, jestem dużo bardziej zrównoważona i prawie w ogóle nie choruję" - wyjaśnia. Medytuje, je zdrową żywność (żadnych mięs, cukru), nie pije kawy. Przytyć zgodziła się tylko dla filmowego „Płytkiego faceta”. Do 150 kilogramów plastikowej wagi.

Kłopoty z facetami
Gdy na planie kultowego już dziś "Siedem" Davida Finchera związała się z Bradem Pittem, okrzyknięto ich najpiękniejszą parą Fabryki Snów. Już planowali wielkie przyjęcie weselne i nagle, ku zaskoczeniu hollywoodzkich plotkarzy, powiedzieli sobie żegnaj! Kiedy zaś po dwóch latach narzeczeństwa porzucił ją Ben Affleck, ukojenia szukała w ramionach gwiazdy "Przyjaciół" Davida Schwimmera. Po nim nadszedł czas Luke’a Wilsona. On przeniósł się nawet do Londynu, by towarzyszyć jej w czasie przygotowań do debiutu na West Endzie. Lecz i tak długo ze sobą nie wytrzymali. Potem nastąpił miłosny epizod z hiszpańskim następcą tronu w roli głównej. Nawet królowi Juanowi Carlosowi podobała się wybranka syna i zanosiło się na to, że Gwyneth zostanie nową Grace Kelly, gdy oto na horyzoncie pojawił się przystojny wokalista zespołu Coldplay - Chris Martin. I na nim lista uczuciowych porażek hollywoodzkiej piękności na razie się zakończyła.

Chris Martin, czyli koniec kłopotów z facetami
"Zakochaliśmy się w sobie od pierwszego wejrzenia, ale kto nie pokochałby Gwyneth" - opowiada Martin. Kiedy się poznali, ona była jedną z najsławniejszych na świecie aktorek, on - dobrze zapowiadającym się muzykiem. Potem zamienili się rolami: teraz on jest sławnym muzykiem, a ona zajmuje się wychowaniem dzieci i prowadzeniem domu. I obojgu to odpowiada. Dla niego zapisała się na kurs gotowania. Dotąd nawet jajko na twardo nie zawsze jej wychodziło, ale czego się nie robi dla miłości... A jeszcze więcej dla zachowania prywatności. Nie pokazują się razem na czerwonym dywanie. Z jej premier on wychodzi bocznymi drzwiami albo nie przychodzi wcale. "Oboje nie lubimy marnować czasu na hucznych imprezach. Najważniejsze są dla nas chwile spędzone z dziećmi" - twierdzi Gwyneth.

Jabłko Mojżesza
Swoją córeczkę, nie przejmując się, że może się ona stać pośmiewiskiem placów zabaw, nazwali Apple, czyli Jabłko ("Mąż zaproponował, żeby jej imię kojarzyło się z kwiatami i owocami jabłoni. Jest naszą piękną odmianą Goldena"). Jeszcze większą fantazją państwo Martin wykazali się, gdy rok temu na świat przyszedł drugi potomek. Synek otrzymał imię po biblijnym wyzwolicielu, przywódcy i proroku czczonym od tysięcy lat - Mojżeszu. Być może zainspirowała ich nazwa miejsca, w którym urodziło się dziecko: Szpital im. Góry Synaj w Nowym Jorku. A może chcieli wybrać imię przypominające ckliwą piosenkę miłosną, którą Martin napisał dla żony ("Podobnie jak Mojżesz ma władzę nad morzem, tak ty masz władzę nade mną…"). Jeśli ciąg dalszy nastąpi, może być nawet ciekawszy.

W duecie z Madonną
Szczęściem Paltrow cieszy się jej przyjaciółka Madonna. Martin bardzo przypomina jej męża Guya Ritchiego: jest muzykiem, o pięć lat młodszym od Gwyneth, no i w momencie, kiedy się poznali, był od niej mniej sławny. I nie ma większego znaczenia, że sam Chris za królową popu specjalnie nie przepada. Panie umawiają się na jogę i na makrobiotyczne gotowanie, lubią też razem ponarzekać na głupotę Amerykanów. Albo powspominać dawne czasy, kiedy ówczesny teść Madonny, Leo Penn nakrył 12-letnią Gwyneth na paleniu papierosów. Zadzwonił wtedy do Madonny i poprosił, aby napisała list do młodszej koleżanki i przekonała ją, że nie warto wpadać w nałóg.

Znajomi przyjaciółek żartują, że obie są ze sobą tak związane, że Gwyneth, podobnie jak Madonna, najpierw urodziła dziewczynkę, a później chłopca. – Ludzie dziwią się naszej przyjaźni. To pewnie dlatego, że wydajemy się tak różne. Tymczasem w głębi serca obie jesteśmy bardzo wrażliwe – powiedziała w jednym z wywiadów Paltrow.

Amerykanka w Londynie
W rankingu najbardziej eleganckich Brytyjek zajęła pierwsze miejsce, chociaż jest Amerykanką, bo Londyn to dla niej idealne miejsce. Lubi czytać w niedzielę rano gazetę w łóżku (żadnych plotkarskich, tylko "Financial Times"), wpaść do pobliskiego pubu na piwo, spacerować po Hyde Parku, a w weekend wyjechać za miasto do teściów. I to ona z pomocą Madonny wylansowała modę na Wielką Brytanię i jej stolicą wśród amerykańskich gwiazd. "A pomyśleć, że kiedy przyjeżdżałam tu kręcić filmy, byłam zła i przygnębiona. Nie podobali mi się ludzie, nie smakowała kuchnia, nie śmiałam się z angielskich dowcipów, denerwowała mnie pogoda" - mówiła w wywiadach aktorka, która niedawno wystawiła na sprzedaż swój nowojorski apartament. Teraz uważa, że ludzie na Wyspach Brytyjskich żyją pełniej. "Mają czas na drobne przyjemności, umawiają się z przyjaciółmi na kawę i do teatru. Celebrują życie" - zwierzała się dziennikarzowi "Vogue’a".

Wróg zespołowy
A jednak jest ktoś, kto jej nie lubi: muzycy z Coldplay. Z przerażeniem czekali na to, aż ich zespół się rozpadnie za sprawą kobiety, tak jak kiedyś zdarzyło się z Beatlesami. Zaczęło się od tego, że po sukcesie "A Rush Of Blood To The Head" w 2002 roku Gwyneth nie chciała być sama, ruszyła z nimi w trasę. Potem Martin zadecydował, że na kolejnej płycie Paltrow zaśpiewa razem z nim dwie piosenki. Wreszcie aktorka przez przypadek kopnęła komputer męża, powodując poważne zniszczenia. Na dysku znajdowały się między innymi nowe utwory Coldplay i istniała obawa, że fani mogą ich nigdy nie usłyszeć. Specjalista od komputerów odzyskał jednak zagrożone pliki, a winy Gwyneth zostały wybaczone. Tym bardziej że usunęła się w cień i zajęła wychowaniem maluchów. Muzycy Coldplay odetchnęli z ulgą.