Doprowadzenie do zrobienia filmu "300" zabrało ci wiele lat. Dlaczego odrzucano twój pomysł?

Zwyczajnie żadne studio filmowe nie było nim zainteresowane. Nikt nie rozumiał mojego pomysłu na przeniesienie komiksu Franka Millera. Gdy wróciłem z tym pomysłem w 2002 r., właśnie przymierzano się do zrobienia filmu "Troja" z Bradem Pittem.

Jak podszedłeś do materiału wyjściowego, jaki był komiks Millera?

Musiałem połączyć swoje wyobrażenia o bitwie z rzeczywistością przedstawioną w dziele Franka Millera. W książce Franka są to rysunki - wiadomo, autor nie musiał specjalnie przejmować się linearną opowieścią i zwracać uwagi na czas. W filmie przechodzi się z jednego fragmentu do drugiego w sposób płynny, nie skacze w czasie, choć oczywiście można stosować takie zabiegi. Największym wyzwaniem było więc nadanie płynności obrazkowym scenom z komiksu. Miller zmitologizował prawdziwą bitwę pod Termopilami. Nie chodziło mu o zachowanie realiów, ale o przedstawienie spartańskiego ducha. Przecież na pomniku w Termopilach Leonidas jest nagi, ma tylko hełm, tarczę i włócznię. Książki Franka to nie tylko rysunki, ale odpowiednio dobrany tekst. Chciałem przenieść na ekran nie tylko jego ilustracje, ale także jego prozę.

"300" to film zachwycający wizualnie. Nie jest jednak zbyt wiernie opowiedzianą historią bitwy...

Wyobraź sobie, że jest rok 480 p.n.e. i opowiadasz tę bitwę komuś, kto nigdy nie widział słonia. Wiadomo, że przy odpowiednio strasznym opisie jego wyobrażenie zadziałałoby ze zdwojoną mocą. Tak samo podszedłem do postaci króla Kserksesa. Nie mógł być normalnym człowiekiem, bo to zburzyłoby cały mit. Ten film nie ma nic wspólnego z innymi filmami historycznymi. To nie ma być film historyczny. Chodziło mi o stworzenie doświadczenia filmowego, jakiego jeszcze na ekranach nie było.

Jak osiągnąłeś ten niesamowity efekt wizualny filmu?

Każda ramka tego filmu to ważny element wizualny: od architektury, przez krajobrazy, do walki. Zostało to osiągnięte przez przetwarzanie każdego wykreowanego obrazka. Polegało to na "zdławieniu" czerni w obrazie i zwiększeniu nasycenia kolorów, tak by zmienić kontrast filmu. Zrobiłem tak z każdą ramką. To właśnie to "zdławienie" daje filmowi niepowtarzalny wygląd i nastrój.

Co powiesz o niezwykłej brutalności tego filmu? Sceny walki to czysta gloryfikacja przemocy.

To prawda, że w filmie jest dużo brutalności, ale moim zdaniem ta brutalność charakteryzuje się swoistym pięknem. To jest walka w obronie ojczyzny, w słusznej sprawie, to sprawa honoru i godności, z jaką Spartanie stają do nierównej walki. Ta brutalność różni się od brutalnych scen z innych filmów historycznych czy wojennych. Przyznaję, że w filmie jest cała masa krwi. Na planie nawet żartowaliśmy sobie, że musimy opatentować taki wygląd krwi na ekranie.

Jak ci się pracowało z aktorami?

Ten film wymagał od aktorów niezwykłej sprawności fizycznej, choć walczyli oni z niewidzialnym wrogiem w studiu. Przede wszystkim musieli fantastycznie się prezentować i dlatego przeszli dwumiesięczne mordercze szkolenie. Gerard Butler ćwiczył przez 7 miesięcy z osobistym trenerem po co najmniej 6 godzin dziennie. Powiedziałem wszystkim, że tym razem nie chodzi o typowe dla roli przygotowanie fizyczne całego organizmu. W tym filmie ciała stają się swoistymi kostiumami, w których grają aktorzy.

Czy "300" jest komentarzem do obecnej sytuacji politycznej na świecie?

Moim głównym celem było przełożenie książki Franka Millera na język filmu. Wiadomo, że polityka będzie się jakoś kojarzyła także z "300". Znajdą się ludzie, którzy będą się zastanawiali, czy ze względu na obecną wojnę George Bush to Leonidas, czy może Kserkses. Jeśli film wywoła takie rozmowy, to super.