"Szef wszystkich szefów" to podobno komedia. Podobno, bo ten film zamiast bawić, męczy. Główny bohater Ravn, przedsiębiorca z Kopenhagi, wymyśla fikcyjnego szefa, na którego zwala wszystkie decyzje, zwłaszcza te, które nie mogą liczyć na aprobatę ze strony podwładnych. Schody zaczynają się, kiedy postanawia sprzedać firmę. Kupujący chcą poznać szefa. Ravn zatrudnia więc aktora, który ma go odgrywać. Problem w tym, że aktor coraz bardziej utożsamia się ze swoją rolą...

Von Trier zapowiadał "Szefa wszystkich szefów" jako współczesną komedię opartą na wątku wojny płci, szalonym tempie i błyskotliwych dialogach. Nic z tego niestety nie znajdziemy. Tempo jest usypiające, wojny płci nie ma, bo kobiety to postacie drugoplanowe, a szybko wypowiadane, ale niezbyt błyskotliwe dialogi rzadko śmieszą. Zabrakło także prowokacji. Chyba że uznać za nią nazwanie Ibsena dupkiem. Albo to, że von Trier nakręcił nieudany film... Dlaczego więc w ogóle go zrobił?

Może potraktował "Szefa..." jako kolejny eksperyment. A von Trier od lat eksperymentuje z językiem, formą, strukturą filmową. Zdjęcia z ręcznej kamery, łączenie horroru z czarną komedią, musical w stylu "West Side Story", film w konwencji teatru telewizji, no i oczywiście słynny manifest "Dogma 95", który wywołał tyle emocji, a którym Duńczyk usiłował ratować kino.

Te eksperymenty mogły irytować i złościć. Zawsze jednak były uzasadnione, bo stanowiły integralną część kolejnych prac reżysera. Nie przesłaniały też treści filmów. Natomiast oglądając "Szefa...", ma się wrażenie, że von Triera interesowało tylko jedno - nowa technika filmowania zwana Automavision, a sprowadzająca się do ograniczenia wpływu człowieka na stronę wizualną filmu. Zamiast operatora o kompozycji poszczególnych kadrów i ustawieniu kamery decydował komputer.

Samuel Goldwyn, legendarny hollywoodzki producent, mawiał, że nie warto od razu kręcić filmu tylko dlatego, że ktoś ma coś do powiedzenia. Wystarczy napisać list. Na użytek "Szefa..." można by to powiedzonko sparafrazować - nie warto od razu kręcić filmu tylko dlatego, że ktoś chce poprzyciskać guziczek w komputerze.