"On całym swoim życiem dawał przykład, nic nie mówił, tylko żył tak, jak powinien żyć porządny człowiek" - wspomina Kęstowicza aktorka, Emilia Krakowska. "Jest mi tak smutno z powodu jego odejścia, przecież mógł jeszcze pracować...".

"Traktował mnie zawsze jak swoją wnuczkę, z olbrzymim ciepłem i zaangażowaniem tworzył rodzinną atmosferę na planie" - mówi o zmarłym aktorze Kaja Paschalska, która z Zygmuntem Kęstowiczem spotkała się na planie "Klanu" ponad dziesięć lat temu.

"Przy nim zawsze czułam się bezpiecznie"- mówi serialowa Ola. "Na planie wszyscy spotykali się tylko przy takich szczególnych okazjach jak święta, dlatego teraz gdy będziemy realizować wielkanocne odcinki <Klanu>, będzie mi go bardzo brakowało" - mówi wzruszona.

Zygmunt Kęstowicz zadebiutował w 1940 roku w teatrze w Wilnie. Tuż po wojnie występował w Białymstoku, a potem w teatrach w Krakowie. Na początku lat 50. związał się z Warszawą. Grał m.in. w teatrach Dramatycznym, Polskim i Narodowym. W latach 60. wcielił się w postać Stefana Jabłońskiego w radiowym słuchowisku "W Jezioranach".

Występował w filmach i popularnych serialach telewizyjnych, m.in. w "Stawce większej niż życie", "Czterech pancernych i psie", "Czarnych chmurach". Za swoją pracę był wielokrotnie nagradzany. W 1976 roku otrzymał "Złoty ekran" za udział w telewizyjnym programie "Pora na Telesfora".

W 1995 roku marszałkowie Sejmu i Senatu uhonorowali artystę Orderem Wdzięczności Społecznej za pracę w słuchowisku "W Jezioranach".

Od kilku lat Zygmunt Kęstowicz cierpiał na chorobę Alzheimera. By oswoić widzów ze zmianami, ta sama dolegliwość pojawiła się u nestora rodu Lubiczów w telewizyjnym "Klanie". Aktor do końca nie poddawał się, otwarcie mówił o swym stanie zdrowia i pracował z pełnym zaangażowaniem. W 2004 roku w wywiadzie dla "Faktu" tak z uśmiechem na ustach mówił o swoim stanie zdrowia: "Na Suwalszczyźnie, gdzie jeżdżę na urlop, zobaczyłem, jak staruszka pod kościołem żegna się na mój widok. Spytałem: <Dlaczego?>. <Żeby pan tylko wyzdrowiał!> - odpowiedziała."