W "Placu Zbawiciela" - w reżyserii Joanny Kos-Krauze i Krzysztofa Krauze - Budnik wcieliła się w rolę Beaty, młodej mężatki, matki dwójki dzieci. Co Jowita oddała z siebie swojej filmowej postaci?

"Fizyczność" - mówi przekornie w rozmowie z dziennikiem.pl. "A tak serio, to bardzo polubiłam Beatę, mimo że była taka wycofana psychicznie i zbyt późno zaczęła wierzyć w siebie i swoją rodzinę" - dodaje.

Film małżeństwa Krauze opowiada prawdziwą historię toksycznej rodziny. Przez splot wypadków młodzi małżonkowie zmuszeni zostają do zamieszkania wraz z matką męża (w tej roli rewelacyjna Ewa Wencel, nagrodzona Orłem za drugoplanową żeńską kreację) w jednym mieszkaniu przy tytułowym Placu Zbawiciela w Warszawie.

Gorzka opowieść o biedzie, nienawiści, osamotnieniu i walce - która nie prowadzi do zwycięstwa, tylko niszczy rodzinę - została doceniona przez krytyków i filmowców. "Plac Zbawiciela" został uznany za najlepszy polski film minionego roku. Joanna Kos-Krauze i Krzysztof Krauze dostali Orły za reżyserię.

"Tuż po zakończeniu ceremonii zadzwoniłam do moich reżyserów" - mówi Budnik. "Sami nie mogli odebrać nagrody, bo pracują nad kolejnym filmem, tym razem w odległej Rwandzie. Ale obiecali, że jak tylko wrócą, razem będziemy świętować nasz sukces. Dla mnie samej to olbrzymie wyróżnienie i straszna przyjemność, że rola Beaty którą zagrałam w filmie <Plac Zbawiciela>, została dostrzeżona i tak bardzo doceniona. Już sama nominacja była ogromnym wyróżnieniem, a tego, że otrzymam główną nagrodę, w ogóle się nie spodziewałam".

Niestety, szansę na zobaczenie Jowity Budnik mają tylko ci, którzy wybiorą się do kina na film "Plac Zbawiciela". Mimo wspaniale zagranej roli aktorka nie otrzymała jeszcze żadnych nowych propozycji filmowych.

"Nie umiem planować swojego życia i nie mam żadnych planów aktorskich, nie otrzymałam na razie żadnych propozycji pracy" - mówi dziennikowi.pl Jowita Budnik.