Rocky urodził się w głowie Sylvestra Stallone w połowie lat 70. Aktor sam napisał scenariusz do pierwszej części przygód - zajęło mu to raptem trzy dni.

Mimo to "Rocky I" odniósł niebywały sukces. W 1976 roku dostał aż trzy Oscary: za najlepszy obraz, scenariusz i reżyserię. Sam Stallone został nominowany w kategorii najlepszy aktor. Tu jednak poległ, ale sukces porażki osłodził mu sukces finansowy.

Pierwsza część przygód niepokornego boksera kosztowała nieco ponad milion dolarów, a przyniosła dochód w wysokości... 220 milionów dolarów! Nic więc dziwnego, że Stallone żwawo zabrał się za produkcję kolejnych odcinków opowiadających o Rockym.

"Rocky II" pokazał się światu w 1979 roku, następne części powstawały w 1982, 1985 i 1990 roku. Jak to zwykle bywa, każdy kolejny film był już tylko coraz bledszą kopią pierwszej wersji.

Prosty bokser Rocky dojrzewa, żeni się, toczy kolejne walki, leje się pot i krew. Na niewiele się to zdaje - Rocky przyciąga coraz mniej widzów. Żadna z kolejnych części nie odniosła już tak wielkiego sukcesu jak pierwszy film.

Stallone nie poddaje się. Uparty jak na pięściarza przystało, niezrażony tym, że właśnie stuknęła mu 60., zrobił następny film - "Rocky VI" 9 marca wejdzie do polskich kin.

Obawy, że ta część opowieści o losach boksera będzie najsłabsza, wcale nie są bezzasadne. Stallone nafaszerował swój film (który go kosztował 24 miliony dolarów) pseudofilozoficznymi prawdami, a starzejącego się boksera uczynił niewiarygodnie dobrym człowiekiem bez najmniejszej skazy.

Czy Rocky zasługuje na sympatię, czy nie? Każdy odpowie sobie sam. Faktem jest, że w Stanach Zjednoczonych Rocky to postać kultowa. Bohaterski bokser trafił nawet do gier komputerowych.

Więcej! Rocky ma własny pomnik. Statua stoi przed budynkiem galerii w Filadelfii, której to schody zostały uwiecznione w filmie z 1976 roku. Pomnik, który przedstawia bohatera gotowego do walki, został sfinansowany przez samego… Sylvestra Stallone.