Jane Fonda: Moje filmy kocham jak dzieci

TWARDA SZTUKA (GEORGIA RULE) USA 2007 W ROLACH GLOWNYCH LINDSAY LOHAN, JANE FONDA, FELICITY HUFFMANFOT. MONOLITH / Inne
Dwukrotna laureatka Oscara, Jane Fonda, opowiada "Kulturze TV" o nowym filmie, wizytach w domu publicznym i czego można się nauczyć, żyjąc bez prądu
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-22

temp. min 9°C max. 30°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Twarda sztuka" to kolejny dowód na to, że bez aktorstwa nie potrafi pani długo wytrzymać?
Tak, już kilkakrotnie zarzekałam się, że zrywam z aktorstwem i nic z tego nie wychodziło. Dwa lata temu po napisaniu autobiografii "Moje życie" wróciłam na duży ekran
filmem "Sposób na teściową". Choć – delikatnie mówiąc – nie przypadł krytyce do gustu, ja świetnie bawiłam się na planie. Ta sama motywacja
przyświecała mi, gdy zapragnęłam wystąpić w "Twardej sztuce" Garry’ego Marshalla. To dowcipny facet, czytając scenariusz, pękałam ze śmiechu, więc pomyślałam
sobie – dlaczego nie? Nie rozczarowałam się. Dodatkową atrakcją była możliwość pracy z Felicity Huffman, którą znam prywatnie, razem angażujemy się w różne akcje
społeczne.
Film pokazuje życie trzech pokoleń kobiet. Więzy rodzinne to dla pani przekleństwo czy błogosławieństwo?
Rodzina to dosyć trudny temat. W młodości ulegałam przemożnemu, wyniszczającemu wpływowi apodyktycznego ojca. Napisanie autobiograficznej książki było rodzajem oczyszczenia,
rozgrzeszenia przeszłości i roli ojca w moim życiu. To właśnie on wciąż mi powtarzał, że jestem za gruba albo za brzydka. Problemy z łaknieniem, potem uzależnienie od aerobiku to jego
sprawka. Wtedy rodzina była dla mnie przekleństwem. Skoncentrowana na sobie zaniedbałam własne dzieci. Dziś jednak wiem, że dobrą matką można zostać w każdym momencie życia. Moje dzieci,
tak jak ja, mieszkają w Atlancie, jestem już babcią i z entuzjazmem spełniam się w tej roli. Koniki bujane i inne zabawki są stałym wyposażeniem mojego mieszkania. W chodzeniu na czworakach,
śpiewaniu kołysanek czy parskaniu jak koń jestem mistrzynią. Staram się dać jak najwięcej swoim wnukom, ale to nie zmienia faktu, że czasem chciałabym cofnąć sie w czasie, by te wszystkie
rzeczy robić z moimi dziećmi.
Ostatnie dwa filmy z pani udziałem to lekkie komedie. Tymczasem jest pani kojarzona przede wszystkim z psychologicznie pogmatwanymi postaciami. Podobno przygotowując się do roli
prostytutki w "Klute", spędziła pani sporo czasu w nowojorskich domach publicznych, podglądając dziewczyny przy pracy. To było pani najbardziej niezwykłe doświadczenie
zawodowe?
Wtedy byłam bardzo poruszona, ale dziś inaczej to oceniam. Zresztą miałam już wtedy na koncie "Barbarellę" (śmiech). Bardziej zapadł mi w pamięć pobyt w górach, który
zorganizowała mi u zaprzyjaźnionej rodziny Dolly Parton. Wtedy przygotowywałam się do roli w serialu telewizyjnym "The Dollmaker". Przez kilka tygodni żyłam z nieznanymi mi
wcześniej ludźmi, w zupełnej głuszy w górach gdzieś w Arkansas, tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Bez prądu, ciepłej wody. Poznałam wycinek amerykańskiego, prawdziwego życia. Wcześniej
wydawało mi się, że Stany to Nowy Jork i Kalifornia. Otrzeźwiło mnie to i przywróciło do pionu. Zapyta pani, czego można się nauczyć w dziurze zabitej dechami? Na przykład przy jakiej
pogodzie najlepiej rosną grzyby albo z jakimi przyprawami podać jutro na obiad ziemniaki.
Gdyby miała pani wybrać tylko trzy filmy ze swoim udziałem, pod którymi mogłaby się pani podpisać, które by to były?
"Klute", "Powrót do domu" i "Nad złotym stawem". Ale proszę mnie nie pytać w jakiej konkretnie kolejności znalazłyby się na podium. To
tak, jakbym miała powiedzieć, które ze swoich dzieci kocham bardziej.












































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!