"Twarda sztuka" to kolejny dowód na to, że bez aktorstwa nie potrafi pani długo wytrzymać?

Tak, już kilkakrotnie zarzekałam się, że zrywam z aktorstwem i nic z tego nie wychodziło. Dwa lata temu po napisaniu autobiografii "Moje życie" wróciłam na duży ekran filmem "Sposób na teściową". Choć – delikatnie mówiąc – nie przypadł krytyce do gustu, ja świetnie bawiłam się na planie. Ta sama motywacja przyświecała mi, gdy zapragnęłam wystąpić w "Twardej sztuce" Garry’ego Marshalla. To dowcipny facet, czytając scenariusz, pękałam ze śmiechu, więc pomyślałam sobie – dlaczego nie? Nie rozczarowałam się. Dodatkową atrakcją była możliwość pracy z Felicity Huffman, którą znam prywatnie, razem angażujemy się w różne akcje społeczne.

Film pokazuje życie trzech pokoleń kobiet. Więzy rodzinne to dla pani przekleństwo czy błogosławieństwo?

Rodzina to dosyć trudny temat. W młodości ulegałam przemożnemu, wyniszczającemu wpływowi apodyktycznego ojca. Napisanie autobiograficznej książki było rodzajem oczyszczenia, rozgrzeszenia przeszłości i roli ojca w moim życiu. To właśnie on wciąż mi powtarzał, że jestem za gruba albo za brzydka. Problemy z łaknieniem, potem uzależnienie od aerobiku to jego sprawka. Wtedy rodzina była dla mnie przekleństwem. Skoncentrowana na sobie zaniedbałam własne dzieci. Dziś jednak wiem, że dobrą matką można zostać w każdym momencie życia. Moje dzieci, tak jak ja, mieszkają w Atlancie, jestem już babcią i z entuzjazmem spełniam się w tej roli. Koniki bujane i inne zabawki są stałym wyposażeniem mojego mieszkania. W chodzeniu na czworakach, śpiewaniu kołysanek czy parskaniu jak koń jestem mistrzynią. Staram się dać jak najwięcej swoim wnukom, ale to nie zmienia faktu, że czasem chciałabym cofnąć sie w czasie, by te wszystkie rzeczy robić z moimi dziećmi.

Ostatnie dwa filmy z pani udziałem to lekkie komedie. Tymczasem jest pani kojarzona przede wszystkim z psychologicznie pogmatwanymi postaciami. Podobno przygotowując się do roli prostytutki w "Klute", spędziła pani sporo czasu w nowojorskich domach publicznych, podglądając dziewczyny przy pracy. To było pani najbardziej niezwykłe doświadczenie zawodowe?

Wtedy byłam bardzo poruszona, ale dziś inaczej to oceniam. Zresztą miałam już wtedy na koncie "Barbarellę" (śmiech). Bardziej zapadł mi w pamięć pobyt w górach, który zorganizowała mi u zaprzyjaźnionej rodziny Dolly Parton. Wtedy przygotowywałam się do roli w serialu telewizyjnym "The Dollmaker". Przez kilka tygodni żyłam z nieznanymi mi wcześniej ludźmi, w zupełnej głuszy w górach gdzieś w Arkansas, tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Bez prądu, ciepłej wody. Poznałam wycinek amerykańskiego, prawdziwego życia. Wcześniej wydawało mi się, że Stany to Nowy Jork i Kalifornia. Otrzeźwiło mnie to i przywróciło do pionu. Zapyta pani, czego można się nauczyć w dziurze zabitej dechami? Na przykład przy jakiej pogodzie najlepiej rosną grzyby albo z jakimi przyprawami podać jutro na obiad ziemniaki.


Gdyby miała pani wybrać tylko trzy filmy ze swoim udziałem, pod którymi mogłaby się pani podpisać, które by to były?

"Klute", "Powrót do domu" i "Nad złotym stawem". Ale proszę mnie nie pytać w jakiej konkretnie kolejności znalazłyby się na podium. To tak, jakbym miała powiedzieć, które ze swoich dzieci kocham bardziej.



Klasyka konfliktu pokoleń

"Twarda sztuka", w której fabuła opiera się na konflikcie między trzema pokoleniami kobiet (matką, córką i babką) to kolejny film o (nie)porozumieniach między członkiniami żeńskiej gałęzi rodziny. Napięcia między kobietami to temat bardzo fotogeniczny. Wystarczy wspomnieć choćby genialny "Volver" Pedra Almodóvara, którego świat zaludniają wyłącznie kobiety i ich sprawy. Główna bohaterka Raimunda (Penelope Cruz) musi się uporać z tragicznym wspomnieniem, w które bezpośrednio jest zaangażowana jej matka i nastoletnia córka. W przeciwieństwie do bohaterek Almodóvara ukojenia nie znajdują kobiety Jamesa Brooksa. W jego "Czułych słówkach" mężczyźni są niedojrzałymi dodatkami do prawdziwego życia, które jest udziałem kobiet. Wielokrotnie pisano o tym filmie jako o historii 30-letniego związku matki Aurory (Shirley MacLaine) i córki Emmy (Debra Winger). Przedwcześnie owdowiała Aurora skupia całą energię życiową na córce. Ta ucieka od niej w niezbyt przemyślane małżeństwo. Choć kobiety nie dzielą poglądów i jedna zajmuje się niszczeniem związku drugiej, nie potrafią się rozdzielić. A w tragicznym finale jest między nimi wiele miłości. Toksyczny związek samotnej matki z córkami, tym razem na wesoło, pokazała niedawno Diane Keaton w filmie "A właśnie, że tak!" Michaela Lehmanna, gdzie uroczo terroryzowała swoje trzy córki (Mandy Moore, Lauren Graham i Piper Perabo), symulując rozmaite choroby i wprowadzając się do ich domów w środku nocy.