"Zrobiliśmy prawdziwą fikcję"
Na czym polega odpowiedzialność filmowca, co to znaczy film polityczny i czy w USA istnieje cenzura? O nominowanym do Oscara w dziewięciu kategoriach i uznanym najlepszym filmem roku "Hurt Locker. W pułapce wojny" rozmawiamy z reżyserką filmu Kathryn Bigelow i jego scenarzystą Markiem Boalem.
- Film w cieniu wielkich pieniędzy
- Porażka "Avatara". Polacy bez Oscara
- Konopka: Polski dokument ma światowy poziom
- "Zasłużone Oscary dla Bridgesa i Bullock"
- Triumfator Oscarów o mało nie przepadł
- Farrah Fawcett zapomniana na Oscarach
Pogoda
POLSKA
Sobota 2012-02-04

temp. min -28°C max. -4°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Scenariusz filmu „Hurt Locker. W pułapce wojny” wziął się z reporterskiego doświadczenia.
Mark Boal: Byłem w Iraku jako korespondent wojenny przez trzy tygodnie. Ulokowano mnie razem z jednostka saperów. Większość z rzeczy, które opisałem w scenariuszu „Hurt
Lockera” było wspomnieniem z tamtego pobytu. Właściwie wszystkie pokazane w nim wydarzenia są prawdziwe, choć bohaterowie filmu są kompilacją osób, które poznałem w Iraku.
To, co najbardziej zaskoczyło mnie podczas tamtej podróży, to fakt, że spodziewałem się spotkać ludzi, którzy będą zmęczeni, przerażeni, narzekający – takich bohaterów filmów o Wietnamie. Tymczasem ci faceci sprawiali wrażenie jakby lubili swoja robotę. Wtedy uświadomiłem sobie, że przykładamy do tej wojny anachroniczne kryteria, że to nie to samo co Wietnam, gdzie wszyscy młodzi ludzie byli zmuszani jechać na wojnę.
Nie mówię, że wojna teraz jest lepsza, bo jest tak samo okropna. Tyle tylko, że tym razem ludzie są tam z własnego wyboru, świadomie, a wojna jest dla nich przygodą, zastrzykiem adrenaliny. To robi ogromną różnicę.
A czym jest dla pana? Pan też świadomie, dobrowolnie pojechał obserwować wojnę.
MB: To jest forma uzależnienia. Mogę się utożsamić z tymi chłopcami, rozumiem to uczucie. Motto, które pojawia się na początku filmu: „Wojna to narkotyk” wziąłem z
korespondenta wojennego Chrisa Hudgesa. On wielokrotnie przyznawał, że nie potrafi wysiedzieć, kiedy wie, że coś się dzieje na świecie. To silniejsze od niego. W domu, w spokojnym otoczeniu
dostawał depresji.
Ja walczę ze swoim nałogiem. Staram się przekonać siebie, żeby nigdzie już nie jechać. Bo powroty są trudne. Człowiek ma wrażenie, że ma lekkiego kaca, wszystko wydaje się takie płaskie, nieinteresujące. Kiedy jesteś w sytuacji zagrożenia życia wszystko wydaje się ważne, myślisz o sobie inaczej, w bardzie epicki sposób, powiedziałbym. Banalne pytania o to jak wyglądam i czy wyłączyłem pralkę nawet nie przemykają ci przez głowę. Myślisz za to o śmiertelności, o wyższych uczuciach.
Ze scenariuszem udał się pan do Kathryn Bigelow. Proszę wybaczyć, ale filmy wojenne uważa się raczej za domenę reżyserów-mężczyzn. Co spowodowało, że postanowiliście państwo
pracować razem nad tym tematem?
Kathryn Bigelow: Nigdy nie patrzyłam na robienie filmów przez pryzmat gatunków. Ciekawe, że nikt nie czepia się kobiet, które są astrofizykami, matematykami, chirurgami. A każdy ma swoje
zdanie na temat kobiet-reżysera, która nie robi filmów wyłącznie dla kobiet. Szkoda, że nie żyjemy w czasach postpłciowych.
Czytaj dalej >>>























































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!