Triumfator Oscarów o mało nie przepadł
- Borat nie wręczy Oscara
- "Gwiezdne wojny" odmieniły życie Camerona
- Oto najlepszy film tego roku
- Sandra Bullock to najgorsza aktorka
- Porażka "Avatara". Polacy bez Oscara
- Konopka: Polski dokument ma światowy poziom
- "Zasłużone Oscary dla Bridgesa i Bullock"
- Farrah Fawcett zapomniana na Oscarach
- Film w cieniu wielkich pieniędzy
- Ostatni sezon w otchłani
- Film braci Coen otworzy Berlinale 2011
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -14°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Co ciekawe „Hurt Locker” nie tylko pokonał wystawny „Avatar” w najważniejszych kategoriach: film roku, reżyseria i scenariusz oryginalny, ale wyprzedził także film Camerona w tak zwanych kategoriach technicznych (montaż, dźwięk i montaż efektów dźwiękowych), w których tamten był pewniakiem. Najdroższa i najbardziej dochodowa produkcja w historii kina przy dziewięciu nominacjach została z zaledwie trzema statuetkami: za zdjęcia, efekty specjalne i scenografię.
Wszystko zgodnie z planem
Porażki „Avatara” można się było spodziewać. Po pierwszym zachwycie, napędzanym głównie tym, że jego reżyser James Cameron uchodził za człowieka, w którego rękach wszystko obraca się w złoto, entuzjazm dotyczący jego filmu nieco osłabł. Mówiono, że został on przeceniony, pojawiły się głosy krytyki, zastanawiano się na ile ten, powstały w dużej mierze w komputerze, obraz może w ogóle startować w kategorii filmów fabularnych, nie animowanych. Wielu krytyków dostrzegło też pozorne nowatorstwo „Avatara”. 3D to przecież nie żadna nowość w kinie (eksperymentowano z nim niemal od zarania kinematografii), aktorstwo typu performance capture – to też nie pomysł Camerona, od pewnego czasu pracuje nad nim na przykład Robert Zemeckis.
Najbardziej radykalni krytycy kina opartego wyłącznie na nowinkach technicznych postulowali stworzenie nowych kategorii oscarowych obejmujących „kino z komputera”. To nie znaczy, że takie kino po porażce oscarowej zahamuje teraz swój rozwój. Pewnych procesów nie da się zatrzymać, trójwymiar to już właściwie standard produkcji dla dzieci, trwają prace nad projektorami, które zastąpiłby kłopotliwe okulary do oglądania 3D. Ale Oscary to nagroda ostatnimi laty bardzo upolityczniona. Jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że Ameryka wciąż nie otrząsnęła się z wojennej traumy, nie dziwić sukces filmu Bigelow. Świetnie spełnił on zapotrzebowanie na artystyczną puentę polityki władz USA, na którą Hollywood czekało od kilku oscarowych edycji.
Nagrody w pozostałych kategoriach właściwie nie wzbudzały większych emocji – bo przyznano je wedle wcześniejszych oczekiwań. Za rolę pierwszoplanowe, podobnie jak Złote Globy, Oscary otrzymali Jeff Bridges („Szalone serce”, które trafi na nasze ekrany w kwietniu) i Sandra Bullock („The Blind Side”).
W przypadku aktorki, była to o tyle zabawna koincydencja, że Bullock dzień wcześniej dostała Złotą Malinę za rolę w innym filmie i, jako druga (po Halle Berry) w dziejach tego niechlubnego wyróżniania pofatygowała się je odebrać. Kojarzona dotąd głównie z komediami romantycznymi aktorka jest pierwszą osobą w historii Hollywood, która w tym samym roku otrzymała obie nagrody. Tegoroczne nagrody aktorskie są doskonałym przykładem tego jak zachowawcza i konserwatywna jest Amerykańska Akademia Filmowa. Wedle statystyk składa się ona w przeważającej części z białych mężczyzn po 60. Ci zaś lubią kino proste, z jasnym przesłaniem i takie właśnie główne role nagrodzili. „Szalone serce” to standardowa hollywoodzka historia, mówiąca, że nie ma takiego upadku, z którego nie można by się podnieść. „The Blind Side” z kolei to najbardziej konwencjonalny (pod względem fabuły i treści) z nominowanych tytułów.
Czytaj dalej >>>






















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!