Triumfator Oscarów o mało nie przepadł
Film "Hurt Locker. W pułapce wojny" zgarnął sześć Oscarów (nominacji miał o trzy więcej) i był triumfatorem tegorocznej imprezy, choć jego losy w finale oscarowego wyścigu stały pod znakiem zapytania. A to za sprawą niefortunnego maila, który wysłał do członków Akademii jeden z producentów filmu.
- Borat nie wręczy Oscara
- "Gwiezdne wojny" odmieniły życie Camerona
- Oto najlepszy film tego roku
- Sandra Bullock to najgorsza aktorka
- Porażka "Avatara". Polacy bez Oscara
- Konopka: Polski dokument ma światowy poziom
- "Zasłużone Oscary dla Bridgesa i Bullock"
- Farrah Fawcett zapomniana na Oscarach
- Film w cieniu wielkich pieniędzy
- Ostatni sezon w otchłani
- Film braci Coen otworzy Berlinale 2011
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-09

temp. min -21°C max. -1°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Tegoroczna edycja nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej przejdzie do historii. Nie z powodu tego, że jej wynik był zaskakujący czy bulwersujący. Przeciwnie, wszystko poszło zgodnie z przewidywaniami komentatorów i bukmacherów. Również nie dlatego, że po dekadach lat przywrócono zasadę nominowania 10 filmów w kategorii film roku. Ale dlatego, że po raz pierwszy nagrodę za reżyserię otrzymała kobieta – Kathryn Bigelow, która była czwartą nominowaną w tej kategorii panią w w 82-letniej historii Oscarów.
Wojna jak narkotyk
Jej film „Hurt Locker. W pułapce wojny”, zgarnął sześć statuetek (nominacji miał o trzy więcej) był niewątpliwym triumfatorem tegorocznej imprezy, choć jego losy w finale oscarowego wyścigu stały po znakiem zapytania. A to za sprawą niefortunnego maila, który wysłał do członków Akademii jeden z producentów filmu. Apelował w nim by zastanowić się, na kogo postawić w walce Dawida (skromny, niskobudżetowy „Hurt Locker”) z Goliatem (główny konkurent filmu Bigelow „Avatar”, który miał tyle samo nominacji).
Ponieważ regulamin nagrody zakazuje bezpośrednich kontaktów z Akademikami, filmowi groziła dyskwalifikacja. Skończyło się tylko na zakazie pojawianie się na gali rozdania nagród w Kodak Theatre w Los Angeles nadgorliwego producenta.
Na fali filmów postirackich obraz Bigelow wyróżniało odejście od demaskatorskiej tonacji, skupienia na kompletowaniu listy (skądinąd słusznych) oskarżeń pod adresem administracji George W. Busha. Tymczasem reżyserka pokazuje wojnę jako niemal narkotyczne uzależnienie. Nie pokazuje żołnierzy zdemoralizowanych przez wojnę, ale bohaterskich saperów wykonujących bodaj najniebezpieczniejszą misję rozbrajania bomb podkładanych w gruzach i samochodach-pułapkach, udaremniania samobójczych zamachów, rozbrajania przydrożnych min. Owszem, żyją ci żołnierze w ciągłym stresie, odliczają dni do końca służby, ale nie zamieniają się w zdehumanizowane psy wojny.
Eldridge (Brian Geraghty) chce tylko przetrwać, zdaje sobie sprawę, że każda chwila może być tą ostatnią, szuka pomocy u psychologa, buntuje się przeciw grozie śmierci. Sanborn (Anthony Mackie) dopiero pod koniec uświadomi sobie wartość życia, poczuje, jak bardzo chciałby mieć syna. Ich dowódca, główny bohater, sierżant James (Jeremy Renner), wciąż igra ze śmiercią. Takie rozłożenie akcentów początkowo zresztą szkodziło to filmowi – mimo, że miał premierę latem 2008 roku na festiwalu w Wenecji, przez długi czas nie było dystrybutorów chętnych by wprowadzić go do kin. Teraz doceniony przez Akademię film Bigelow ma szansę na drugie życie w kinach.
Czytaj dalej >>>


























































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!