"Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy: Złodziej Pioruna"
(AKA "Percy Jackson and the Lightning Thief")

USA 2010; reżyseria: Chris Columbus; obsada: Logan Lerman, Pierce Brosnan, Uma Thurman, Brandon Jackson, Alexandra Daddario, Sean Bean; dystrybucja: Imperial-Cinepix; czas: 119 min; Premiera: 19 lutego; Ocena 3/6



Ekranizacje literatury młodzieżowej w Hollywood nadal w modzie. Najlepiej tej najbardziej poczytnej albo potteropodobnej, albo zanurzonej w świecie fantasy, a już najlepiej składającej się z więcej niż jednego tomu, żeby dało się hurtem zaplanować kinowy serial, który w razie powodzenia zagwarantuje zyski przez kilka ładnych lat. Saga Ricka Riordana o Percym Jacksonie spełnia wszystkie te warunki. Liczy już pięć części napisanych w ekspresowym tempie, po tym jak pierwszy tom trafił w 2005 roku na szczyt listy amerykańskich bestsellerów. Na dodatek ogrywa podobny motyw podwójnej rzeczywistości jak książki o Harrym Potterze. Nic więc dziwnego, że hollywoodzcy producenci sięgnęli po książki Riordana.

„Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy: Złodziej Pioruna” to adaptacja pierwszej powieści cyklu. Tytułowy bohater (Logan Lerman) to niby-zwyczajny nastolatek. Z problemami. W szkole mają go za nieudacznika, zaś w domu czeka obleśny, wciąż czepiający się ojczym i zahukana matka. I nagle podczas wizyty w muzeum jego wredna nauczycielka zamienia się w harpię, a muzealne eksponaty zaczynają żyć własnym życiem. Okazuje się, że Percy jest tak naprawdę synem… Posejdona, jego najlepszy szkolny przyjaciel Grover (Brandon Jackson) to przydzielony mu do ochrony satyr, a w ciele przewodnika po muzeum na wózku inwalidzkim kryje się centaur Chiron. Co prawda mamy XXI wiek, ale bogowie starożytnej Grecji wcale nie umarli. Wciąż żądzą na Olimpie i ingerują w sprawy ludzi.


Lotnie wymyślony jest ten punkt wyjścia i wcale pomysłowo rozegrany. Świat mitów, homerycki w konstrukcji porządek ludzki i boski zderzają się czołowo ze współczesnością.

Zeus (Sean Bean) oskarża Percy’ego o kradzież swego pioruna. Aby nie dopuścić do wojny i zagłady świata, a przy okazji uwolnić z Hadesu porwaną matkę, Percy wyrusza w podróż. W towarzystwie wiernego Grovera i córki Ateny, Annabell (Alexandra Daddario). W Nowym Jorku odnajdują portal, który przenosi ich na Olimp, pod kultowym napisem Hollywood odkrywają przejście do krainy zmarłych.

Trochę żałuję, że ten materiał trafił w ręce Chrisa Columbusa. Bo ten swoim zwyczajem wyrwał mu zęby, przykroił do uniwersalnego przepisu na młodzieżową rozrywkę. Namnożył efektów, zainscenizował szereg sztampowych zwrotów akcji, dodał trochę humoru, wplótł wątek miłosny, oswoił problemy okresu dojrzewania. Wymieszał to wszystko w klasycznych proporcjach i uznał (skądinąd zapewne słusznie), że to wystarczy do sukcesu wśród młodzieżowej widowni. Na szczęście nie do końca zepsuł zabawę. Zawierzył, dzięki Zeusowi, błyskotliwym patentom autora powieści na rozmaite udziwnienia, gierki z konwencją i żonglowanie mitologicznymi odniesieniami. Na dodatek zatrudnione gwiazdy potrafiły zabawić się swoimi rolami. Zwłaszcza Pierce Brosnan jako centaur, Uma Thurman jako meduza i Rosario Dawson jako Persefona. Dzięki tej wystudiowanej ekscentryczności pierwszą część filmowej sagi o Percym Jacksonie ogląda się w sumie całkiem nieźle. Że będą następne jest więcej niż pewne. A jeśli, wzorem sagi o Potterze, producenci oddadzą je w ręce bardziej kreatywnych niż Columbus reżyserów, możemy się bawić jeszcze lepiej.