"To, że Polańskiego nie ma tutaj z nami, jest czymś bardzo dziwnym dla nas wszystkich" - powiedział na konferencji prasowej "Autora widmo" producent filmu Robert Benmussa.

6 najważniejszych premier 60. Berlinale >>

Nie potwierdziły się plotki, że reżyser przysłał nagranie wideo ze swoją wypowiedzią dla prasy, które miało zostać pokazane podczas konferencji. Wbrew temu, co sądziła większość uczestników Berlinale przed premierą filmu, nie areszt domowy reżysera i jego ewentualna ekstradycja były dominującym tematem spotkania twórców filmu z prasą, ale sam "Autor widmo".


Reżyser z ekstraklasy

Roman Polański jest zaprzeczeniem teorii, że reżyseria nie może być zawodem dożywotnim, że w pewnym wieku brak człowiekowi energii, by ogarnąć cały film. Jego najnowszy film "Autor widmo", zrealizowany na podstawie bestsellerowej powieści Roberta Harrisa "Ghostwriter", to bezdyskusyjna ekstraklasa stojąca w jednym rzędzie z jego genialnym "Chinatown" czy najlepszymi dreszczowcami Hitchcocka.

Włosi zachwyceni nowym filmem Polańskiego >>

Tytułowy autor widmo to pisarz (genialny, grający na ironicznej nucie Ewan McGregor) wynajęty do stworzenia autobiograficznej książki byłego premiera Wielkiej Brytanii Adama Langa (Pierce Brosnan). Sytuacja jest o tyle skomplikowana, że poprzednik naszego bohatera zginął w tajemniczych okolicznościach, a przeciwko Langowi wysunięto zarzuty, które mogą go doprowadzić przed Trybunał Sprawiedliwości w Hadze. Pisarz musi udać się na Wschodnie Wybrzeże Stanów Zjednoczonych, gdzie obok byłego premiera w luksusowej willi ukrywają się jego zdystansowana żona Ruth (znakomita Olivia Williams) i apodyktyczna asystentka Amelia (Kim Cattrall).


Świat zbudowany z fikcji

Polański postawił na to, w czym był zawsze najlepszy. Obraca się tu wśród motywów pojawiających się w niemal wszystkich jego filmach: człowieka znajdującego się w sytuacji, której nie rozumie, sytuacji, przed którą nie potrafi się bronić. Reżyser prowadzi bohatera tak, że jego sytuacja zaczyna uwierać widza i zmusza go do współuczestnictwa. Udowodnił też po raz kolejny, że jest specjalistą od ujęcia filmowego (pierwsze kilka ujęć powinno się pokazywać w szkołach filmowych).

Przeczytaj naszą rozmowę z autorem zdjęć "Autora widmo", Pawłem Edelmanem >>

Film Polańskiego to nie tylko znakomity, precyzyjny thriller. W lekkim z definicji gatunku udało mu się powiedzieć rzeczy bardzo istotne: oglądamy ludzi z wielkimi pieniędzmi, sukcesem, a jednak przeraźliwie samotnych, żyjących w fikcyjnych związkach, brnących w piętrowe kłamstwa, postępujących wbrew wartościom, w których wierzą. Pokazuje cywilizację ludzi przegranych. Oglądamy creme de la creme świata, a jednak jesteśmy przekonani, że nie chcielibyśmy być na miejscu tych ludzi.

Wielu krytyków jest zgodnych, że dla części obsady to - przynajmniej jak do tej pory - życiowe role. "U niego nie ma miejsca na jakieś psychoanalizy, grzebanie w głowie. Precyzyjnie powie ci, co masz grać, a jak nie zrozumiesz, to ci pokaże" - mówiła DGP Olivia Williams obsadzona w głównej roli kobiecej w filmie.

Na konferencji prasowej jej słowa potwierdził Ewan McGregor, który powiedział, że jego rolę w 50 proc. stworzył on sam, a w 50 Polański.


W kręgu szaleństwa

Niestety, druga premiera giganta kina na Berlinale nie była już tak udana. Film Martina Scorsese "Wyspa tajemnic" to również ekranizacja uznanego autora kryminałów Denisa Lehane’a. Książka, która wyszła po polsku pod tytułem "Wyspa skazańców", to bodaj najbardziej skomplikowana, niejednoznaczna i niedopracowana fabuła w dorobku tego pisarza. Akcja rozgrywa się w latach 50. w położonym na wyspie zakładzie karnym dla więźniów chorych psychicznie.

Do eksperymentalnego więzienia prowadzonego przez doktora Cawleya (Ben Kingsley) przybywa dwóch policjantów – Teddy Daniels (Leonardo DiCaprio) i Chuck Aule (Mark Ruffalo) – mających wyjaśnić okoliczności ucieczki groźnej morderczyni. Dla tego pierwszego śledztwo to tylko pretekst. Chce odwiedzić wyspę, by dokończyć dwie prywatne sprawy: to właśnie w zakładzie doktora Cawleya urywa się ślad po psychopatycznym podpalaczu, który spowodował śmierć żony policjanta. Po drugie w swojej karierze Teddy natknął się na sprawę, która sugerował, że w zakładzie prowadzi się na więźniach nielegalne eksperymenty neurologiczne. Jednak wkrótce po przybyciu na wyspę jego samego zaczynają nawiedzać coraz bardziej natrętne koszmary z czasów II wojny światowej, kiedy wraz z jednostka aliantów brał udział w wyzwoleniu obozu w Dachau.



Groza jest tu budowana stylowo, w nawiązaniu do dawnego kina, na którym Scorsese zna się jak mało kto: na wyspie szaleje złowroga nawałnica, więźniowie trzymani są w jakichś tajemniczych kazamatach itd. Problem polega na tym, że reżyser przestylizował wizje głównego bohatera, źle zgrał je z planem realnym. Wyobrażane w koszmarach Teddy’ego stosy ciał w obozie koncentracyjnym są estetycznymi, wykoncypowanymi i pozbawionymi jakichkolwiek emocji obrazami. Powracająca w snach nieuchwytna postać żony (Michelle Williams) to jakiś upiorny wypadek przy pracy tego świetnego reżysera. Potknięcie w tak istotnym dla klimatu i fabuły elemencie właściwie zniszczyło "Wyspę tajemnic". Zamiast zbudować napięcie między jawą a snem, wprowadzić widza w nastrój niepewności, spłaszczyło film.

Przed nami jeszcze cały tydzień konkursowych projekcji na Berlinale. Komu jury pod przewodnictwem Wernera Herzoga przyzna Złotego Niedźwiedzia, dowiemy się w najbliższą sobotę.