Czy Polański prosił pana przed zdjęciami o obejrzenie na wzór jakichś innych filmów? Mówił, w jakim stylu utrzymany ma być „Autor widmo”?

Paweł Edelman: Przygotowania do filmu zaczęliśmy stosunkowo dawno, około dwa lata temu. Polański zadzwonił do mnie, pytając, czy znam książkę Roberta Harrisa, bo na jej podstawie nakręcimy film. Na temat stylu filmu zaczęliśmy rozmawiać, jeszcze zanim powstał scenariusz. Wiedzieliśmy, że nie będzie to film „o facetach, którzy wylatują przez okno”, a raczej współczesna wersja filmu noir. Właściwie sama powieść podsuwa tropy obrazowe, które określiliśmy dość szybko. Kamera podąża za naszym bohaterem, którego gra Ewan McGregor. W filmie nie ma właściwie scen bez jego udziału. Akcja powieści i naszego filmu rozgrywa się w ciągu dosyć krótkiego czasu w deszczowe i pochmurne dni, w dziennych scenach nigdy nie pojawia się słońce, światło jest zawsze chłodne i rozproszone. Moim założeniem było zbudowanie atmosfery filmu noir bez twardego światła, co na pierwszy rzut oka wydaje się sprzecznością. Mam jednak nadzieję, że film ma zdecydowany i silny klimat, który z tego założenia wynika. Wracając do pytania – żadnych filmów z Romanem nie oglądaliśmy, choć muszę przyznać, że wróciłem do „Dotknięcia zła” Orsona Wellesa, zobaczyłem też znowu „Chinatown” i „Michaela Claytona” Tony’ego Gilroya. Jednak żadnych bezpośrednich inspiracji nie szukałem.


„Autor widmo” to pana trzeci, po „Pianiście” i „Oliverze Twiście”, film z Romanem Polańskim. Gdyby jakiś kolega operator poprosił pana o charakterystykę Polańskiego, co by mu pan powiedział?

Roman jest artystą o bardzo silnie ukształtowanym światopoglądzie estetycznym. To jest swego rodzaju metoda czy system, który mnie wydaje się głęboko sensowny i naturalny. Płynna i satysfakcjonująca współpraca z Romanem zasadza się na zrozumieniu tej metody i jej akceptacji, cała reszta jest prosta. Rola operatora polega na wspieraniu reżysera. Fakt, że operator jest też autorem zdjęć, wydaje mi się wtórny i trochę przypadkowy. Roman kiedyś napisał, że lubi ze mną pracować, bo jestem spokojny, kiedy on się denerwuje. To chyba wszystko wyjaśnia. Na swojej długiej drodze artystycznej nie spotkałem jeszcze reżysera, który byłby niezainteresowany opinią operatora na temat scenariusza, obsady czy gry aktorów. Roman nie jest wyjątkiem, dobre pomysły podsunięte we właściwym czasie są zawsze mile widziane (choć przyjmowane nie zawsze). Na pytanie „czego Roman nie lubi w czasie kręcenia zdjęć” muszę znowu odpowiedzieć nieco ogólniej. Żaden z reżyserów nie lubi, by operator zanudzał go swoimi problemami, nie lubi też przesadnie długo na operatora czekać.


W „Autorze widmo” grają gwiazdy – m.in. Pierce Brosnan i Ewan McGregor. Dostrzegał pan w ich grze element rywalizacji? Czy „kradli” sobie ujęcia? A może ktoś z członków obsady domagał się specyficznego sposobu oświetlania go, jak zwykła czynić choćby Marlena Dietrich?

Tak się akurat złożyło, że Ewan i Pierce są niezwykle miłymi facetami. Ewan jest motocyklistą, który przejechał przez Ukrainę, Syberię, Kazachstan i Mongolię, co jasno mówi, że nie może przejmować się takimi drobiazgami, jak walka z partnerem w scenie. Nie było między nimi niepotrzebnej rywalizacji, była tylko mądra współpraca. Z oświetlaniem mężczyzn generalnie nie ma problemu, oni akceptują swój wiek i swoje zmarszczki. Inaczej jest, kiedy fotografuję kobiety – staję wtedy na głowie, żeby wyglądały jak najlepiej. Myślę też, że aktorki jakoś te moją ambicję czują i nie starają sie mnie dopingować. Specjalnego oświetlenia nikt nigdy ode mnie nie wymagał, poza Marylą Rodowicz, z którą kiedyś robiłem reklamę.



Jakie były największe trudności wynikające z faktu, że fabułę rozgrywającą się w Stanach kręciliście panowie w Niemczech, pomijając oczywistą potrzebę wymiany wszelkich okolicznych szyldów?

Podstawową trudnością było znalezienie plenerów, które mogłyby przypominać amerykańskie lokalizacje opisane w scenariuszu. Była to żmudna praca, wymagająca czasu, ale wydaje mi się, że efekt jest zadowalający. Po znalezieniu plenerów wybudowaliśmy w nich dekoracje, które naśladują architekturę charakterystyczną dla Wschodniego Wybrzeża Stanów, a dekoracje wypełniliśmy wyposażeniem przywiezionym stamtąd. Do kilku scen nakręciliśmy amerykańskie plenery, które połączyliśmy z pierwszymi planami komputerowo.


Robił pan zdjęcia do „Zemsty”, w której Andrzej Wajda reżyserował Polańskiego w roli Papkina. Widać różnice między tymi filmowcami?

Na planie „Zemsty” Andrzej Wajda nie spotkał reżysera Romana Polańskiego, a aktora Romana Polańskiego, a to jest wielka różnica. Roman niejednokrotnie brał udział w różnych produkcjach jako aktor i doskonale rozumiał swoją rolę. Zdjęcia do przeciętnego polskiego filmu trwają około 30 dni, „Tatarak” kręciliśmy mniej więcej 20 dni, a „Katyń” koło 40. Filmy Polańskiego mają znacznie większe budżety, co oznacza też większą liczbę dni zdjęciowych – kręcenie „Pianisty” trwało około 90 dni, tyle samo „Olivera Twista”. Myślę, że Roman mógł być zaskoczony, że musimy czasem skomplikowane i trudne sceny realizować w pośpiechu.


Pracował pan w Hollywood – przy „Rayu” Taylora Hackforda czy „Wszyscy ludzie króla” Stevena Zailliana. Czy wciąż przepisy związkowe nie pozwalają robić operatorowi niektórych rzeczy, z którymi nie ma problemu w Europie? Przykładowo stawać za kamerą, gdyż, w ten sposób, zdaniem Amerykanów, zabiera pracę szwenkierowi?

Jest wielu operatorów w USA, między innymi jeden z moich ulubionych – Roger Deakins, którzy sami sobie szwenkują, czyli stoją za kamerą. To prawda, że przepisy wymagają zatrudnienia oddzielnego człowieka do tej funkcji, ale praktyka jest taka, że płaci mu się za nicnierobienie.


Czy w głowie Pawła Edelmana, by samemu coś wyreżyserować, opowiedzieć jakąś historię całkowicie po swojemu? Paru znanych operatorów tej pokusie uległo. A jeśli nie, to co pana przed takim krokiem powstrzymuje?

Są dwa powody, dla których nie wyreżyserowałem filmu. Ciągle świetnie się bawię, robiąc zdjęcia do filmów, daje mi to radość i satysfakcję, myślę, że sporo umiem, ale jeszcze nie wszystko. Po drugie – nie trafiłem jeszcze na tekst, który pociągałby mnie tak bardzo, by wejść na tę wyboistą ścieżkę. Ale przyznam, że ciągle się rozglądam.



Pawel Edelman
(rocznik 1958), wybitny polski operator filmowy, nominowany do Oscara za zdjęcia do "Pianisty" Romana Polańskiego