Marczewski: Będzie jeszcze wiele filmów
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -14°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Wróćmy do pana. Nie robił pan filmów w stanie wojennym, potem wyjechał pan do Anglii, po powrocie zrobił „Ucieczkę z kina Wolność”. I znowu cisza…
Ja mam takie poczucie, że nie tylko ja, ale też polska inteligencja po przełomie straciła swój grunt i nie bardzo wiedziała, jak znaleźć się w nowej sytuacji. To nie był czas ewolucji tylko rewolucji. I muszę przyznać, że nie znałem, nie rozumiałem tej sytuacji, która się wytworzyła. To był okres zagubienia. Część kolegów poszło w taką łatwą imitację filmów zachodnich, marzyło, żeby udowodnić, że my nie jesteśmy gorsi i też potrafimy. Do niczego dobrego to nie doprowadziło, bo nie mogło doprowadzić. To przecież była kopia z kopii. To nie było osobiste. Zachłysnęliśmy się czymś nowym. Jeszcze nie bardzo wiedzieliśmy czym, ale się zachłysnęliśmy. Narzekaliśmy, że mamy słabą technikę, że mało pieniędzy. To była bzdura, drugorzędne rzeczy. Prawdziwa luka, jeżeli była, była w głowach i w sercach, w emocjach, w spojrzeniu na rzeczywistość. To był okres takiego błota. W głowie było błoto i nikt nie potrafił spojrzeć na naszą historię i teraźniejszość rzeczywiście z nowej perspektywy.
Dlatego pan powiedział to słynne zdanie: „Koledzy, czy naprawdę musieliście zrobić te wszystkie filmy?”.
Tak. Chociaż ja to powiedziałem wcześniej.
W 1988 roku…
To jeszcze była końcówka Peerelu. Już się to zaczynało rozkładać i powstał szereg filmów, które opowiadały miałkie anegdotki. Że ktoś gdzieś przyszedł, ktoś się w kimś zakochał. A co mnie to obchodzi? To było kompletnie nieadekwatne, pozbawione powiązań jakichkolwiek z rzeczywistością, w której żyliśmy. I wtedy rzeczywiście zadałem to pytanie publicznie, które koledzy, przynajmniej niektórzy, mieli mi długo za złe. I rzeczywiście te filmy nie przetrwały i już nawet nie pamiętamy ich tytułów.
A pan sam znów nie robił nic. Był oczywiście „Weiser”, teatr telewizji, drobiazgów kilka, ale dużego filmu nie zrobił pan od dziesięciu lat. Dlaczego tak
rzadko?
Wpadłem w pewną pułapkę, którą szkoła, którą z Andrzejem Wajdą założyliśmy, na mnie zastawiła….
To koszty ponosi pan większe. Bo Wajda filmy robi dość regularnie…
Andrzej potrafi się zachować inteligentniej ode mnie i potrafi godzić jedno z drugim. To jest oczywiście tanie usprawiedliwienie, ale jest w tym jednak wiele prawdy, że to jest cena za moje zaangażowanie w szkołę. Ale kilka pomysłów się krystalizuje i myślę, że w ciągu roku, może półtora znajdę się na planie, bo już czuje, ze mnie bardzo goni, już mi tego brakuje.
Czyli jeszcze jakiś film Wojciecha Marczewskiego zobaczymy?
Będzie jeszcze wiele filmów. Na pewno.






















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!