Marczewski: Będzie jeszcze wiele filmów
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -14°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
To od razu miał być Janusz Gajos? Opowiadał mi kiedyś, że był zdumiony tym, jak dużo pan wiedział o swoim bohaterze…
Muszę powiedzieć podobne rzeczy o Januszu. To było unikalne spotkanie, rzeczywiście fantastyczne. Tak jak w „Kluczniku” moje spotkanie z Tadeuszem Łomnickim, dla którego była zresztą napisana rola w „Ucieczce z kina Wolność”, ale on wycofał się na kilka dni przed zdjęciami. Tadeusz był wielkim artystą, czasem bywał fantastycznym człowiekiem, ale bywał też czasami mały. Nie byliśmy w stanie zapłacić takiej sumy, jakiej sobie zażyczył i wycofał się. Miałem dramatyczną i ostrą rozmowę z nim, powiedziałem mu, co o tym myślę. Po śmierci Tadeusza zadzwoniła do mnie jego żona z zapytaniem, czy ja ciągle mam do niego żal, ponieważ często w domu wspominał to zdarzenie. Także jego to też gryzło. Wracając do spotkania z Gajosem. Janusz wycofał się zupełnie z innych działań, z teatru. Nawet gdy były dni wolne, on z nami siedział w Łodzi, oglądaliśmy materiały, rozmawialiśmy.
Opowiadał o waszych wspólnych iluminacjach…
Tak, on mnie kiedyś sprawdził. Grał scenę, dosyć długie ujęcie. Powiedziałem mu, że w pewnym ułamku sekundy zgubił wątek, że nie do końca zagrał tak, jak miało być. On mi na to, że niemożliwe, żebym to zauważył. Napisaliśmy na kartkach i wskazaliśmy ten sam moment. Janusz bardzo dużo wniósł od samego początku i miałem poczucie, że on rzeczywiście poświęcił się tej roli, otoczył się tylko tym i to był wielki prezent. Wiedziałem, że jest doskonałym aktorem, ale okazał się również fantastycznym człowiekiem, wciąż poszukującym. Kiedy się spotyka z kimś takim, czuje się, że warto być reżyserem.
Mówi pan o pracy z aktorami, że to najtrudniejsza część tego zawodu. A jak się pracuje z własną żoną jako aktorką?
Trudno, ale przede wszystkim jej trudno. Niestety tak jest, to podła cecha mojego charakteru, że bliskie osoby płacą cenę za inne niepowodzenia niezwiązane z nimi. To znaczy, jakieś producenckie problemy czy inne, a ja tę złość wyładowuję na niej. Praktycznie każda nasza współpraca kończyła się rozmową, w której Teresa mówiła mi, że nasza praca była bardzo ciekawa, ale to już ostatni raz. Dla mnie to była zawsze dobra współpraca. Muszę znać aktora prywatnie, muszę wiedzieć, jak on się śmieje, jak oszukuje. Staram się prywatność aktora wykorzystać i umieścić na ekranie. Dlatego moment decyzji wyboru aktora jest najważniejszy. Bo jego nie bierze się wyłącznie z jego umiejętnościami, ale z całą osobowością. Aktor musi znaleźć siebie w postaci.
Powoli staje się pan szefem całego filmowego klanu Marczewskich. Pan – reżyser, żona – aktorka, teraz synowie: reżyser Filip i aktor Maciek. Pan ich jakoś zachęcał albo
zniechęcał do wyboru tej drogi?
Z żoną zrobiliśmy wszystko, aby ich z tego toru wytrącić. Z prostej przyczyny, nigdy nie lubiłem i nie ceniłem tego, co kiedyś nazywało się „warszawką”. U nas w domu bywali reżyserzy, aktorzy, scenarzyści. Bałem się, żeby nie stało się dla nich oczywiste, że ponieważ dobrze się czują w tym środowisku, to już w nim zostaną. Filip skończył międzywydziałowe studia humanistyczne i jego kolega powiedział mi, że Filip zdaje do szkoły. Ja mam bardzo dobry kontakt z moimi synami i tu zrozumiałem, że przekroczyłem pewną barierę. Tak ich skutecznie odsuwałem od tego, że nie miał odwagi powiedzieć mi, tylko złożył papiery bez mojej wiedzy. Zrozumiałem, że jako ojciec pewien błąd popełniłem. I z Maćkiem podobnie – w jakimś spektaklu, w liceum grał rolę i zaprosił nas, a moja żona powiedziała, że ma nadzieję, że będzie niedobry. Okazało się inaczej. To były zdecydowanie ich decyzje, nie nasze.






















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!